Jerzy Kamiński (ur. 1946. r.) mieszka poza zwartą wsią, w miejscu, gdzie patrząc dookoła siebie, można się zachłysnąć pięknym pejzażem. Pan Jerzy “w zasadzie wykonuje zawód rolnika”, ale ma i uprawnienia mistrzowskie ogrodnicze, ma i technikum skończone, ma papiery kierowcy i inne jeszcze zawody. Niemniej liczne dyplomy i nagrody w mieszkaniu, m.in. Oskar Gminy i medal Stowarzyszenia Twórców Ludowych, wskazują prosto na jedno: pan Jerzy jest rzeźbiarzem. No i dowodzi tego oczywiście cała galeria drewnianych postaci. - Zawsze w tej dziedzinie byłem mocny – stwierdza pan Jerzy. – Interesowała mnie kultura, ta nasza, tutejsza, rodzima. Na dobre rzeźbić zacząłem w 1995 roku. Niby we mnie zawsze coś takiego siedziało, ale z tym rzeźbieniem to był przypadek. Zresztą jak u większości moich kolegów. Zdobyłem dwa lipowe kloce od sąsiada Romana Raduńskiego i one sobie u mnie okorowane leżakowały. Był wtedy u nas mojej małżonki siostrzeniec, robiliśmy porządki w stodole. "A te kloce tutaj?" – zapytał siostrzeniec. – "Oj, słuchaj. Gdy wujek pójdzie na emeryturę, to będzie rzeźbił" - zażartowałem. I tak się zaczęło. 10 listopada mam urodziny. Ten młody człowiek kupił mi dłutka od Rosjan. Na początku szło mi mozolnie. Nawet nie widziałem, jak się trzyma dłuto. Teraz Jerzy Kamiński w okresie jesiennym i zimowym dłubie nieraz od rana do późnego wieczora. Przez te prawie dziesięć lat wypracowywał swój warsztat. Wyjeżdżał na plenery, na konsultacje z etnografami, podpatrywał pracę innych. Sporo o Pana twórczości już napisano. Nas dzisiaj jednak nie interesuje, co Pan robi, ale dlaczego. Mówi Pan, że w Panu "coś takiego" siedziało. Co mianowicie? I Jerzy Kamiński potwierdza naszą z góry założoną tezę, że owe pełne świętych rzeźb Barłożno. Mówi o kapliczkach, sztuce sakralnej. - Na Pomorzu Niemcy zniszczyli około 4 tysiące kapliczek. Kiedy będę na emeryturze, to w innej formie uzupełnię te miejsca, gdzie u nas stały i znikły. Starzy ludzie wiedzą, gdzie. Świat przedstawiony w rzeźbach pana Jerzego w znakomitej części dotyczy religii. W Chojnicach na konkursie rzeźby sakralnej zajął trzecie miejsce, a brało w nim udział 28 artystów. A kogo Pan z tych wszystkich świętych lubi rzeźbić najbardziej? - Leży mi święty Franciszek z Asyżu, no bo to jest taki patron ekologów, nowocześnie nazywając. Wiadomo, to był mnich, żył we Włoszech, człowiek bardzo skromny, potrafił pojednać ludzi i groźnego wilka, i w ogóle cała przyroda się do niego garnęła. Zrobiłem płaskorzeźbę pokazującą, jak święty Franciszek przemawia do wilka. Teraz jest w dżungli w Paragwaju. Ja wiem, jak on, święty Franciszek wygląda. Mam swoją wizję, która oddaje moją wiarę. Nie da się rzeźbić czegoś, w co się nie wierzy albo czego się nie widzi. Na przykład rzeźbiarze robią diabełki. Też raz miałem zamówienie na diabła. Może by mi wyszedł (był prawie gotowy), ale w końcu pociąłem go pilarką. A potem został spalony. Dwa dni się palił, bo to był duży diabeł z topolowego kloca. A na drugim miejscu po świętym Franciszku kto jest? - Matka Boska w różnych postaciach... Bardzo fajnie mi wychodzi Matka Boska Zielna. Wiadomo, Matka Boska jest Matka Boska. Trzeba wyrzeźbić taką postać kobiety, żeby była w miarę piękna. Ale Zielna ma bukiet kwiatów i kłosy zboża przewiązane różańcem. Więc to jest Pana widzenie świata: religia, święci, tradycja, wplątana w to przyroda. I to znajduje wyraz w Pana rzeźbach? - Tak. W sztuce ludowej najważniejsze jest właśnie to, że robi się swoje. Kiedy jestem gdzieś w terenie, to od razu widzę: wej, to je Michał (Ostoja-Lniski), wej Zygmunt (Bukowski), wej Reginka (Matuszewska). Każdy rzeźbi inaczej i, co ciekawe, nie ma zawiści w tym światku rzeźbiarskim, nie jak w innych środowiskach czy organizacjach, na przykład politycznych, gdzie jest tylko obłuda. W Barłożnie kontynuuje Pan pracę innych. Co Pan już po sobie tu pozostawił? - Jest święty Florian przy budynku OSP, w bożej męce jest Dobry Pasterz. Robiłem też trochę w kościele. Czy wyobraża Pan sobie rzeźbę bez religii? - Jakby nie było religii, to rzeźba byłaby smutna i skromna. Nie tylko zresztą rzeźba. Na przykład najbardziej lubię robić szopki bożonarodzeniowe. W ubiegłym roku robiłem aż trzy. W tym musi być religia, wiara i tradycją. Niby szopki pokazują to samo, a za każdym razem trzeba temat ująć inaczej. Ale Pana poprzednicy w Barłożnie robili w trwalszym materiale. Może by tak Pan spróbował sił w kamieniu? - Można by, ale jak większość rzeźbiarzy jestem biedny. Robię byle czym, nie mam nawet na dobre dłuta. Mało wiele trzeba mieć 2 tysiące na dłuta do drewna. Ze sztuki ludowej się nie wyżyje. A może brakuje marketingu? - Za mało jest wystaw... Albo w Starogardzie. Było siedem konkursów współczesnej sztuki ludowej Kociewia, a ósmy to był już tylko przegląd. Co pana interesuje poza rzeźbą? - Ostatnio etnografia. Zaczynam zbierać stare narzędzia, przedmioty, które już bardzo dawno wyszły z użytku. Tygodnik “Kociewiak” – środowe wydanie “Dziennika Bałtyckiego” 25.04.2004 r. O Jerzym Kamińskim - informacje na stronie gminy Skórcz - przejdź |