niedziela, 2 października 2011

Tekst i zdjęcia Tadeusz Majewski


BYTONIA. NA PLENERZE CZAS PŁYNIE INACZEJDrukujE-mail
niedziela, 25 wrzesień 2011
W dniach 18 - 28 sierpnia w Zespole Szkół Publicznych w Bytoni odbył się V Plener Artystów Ludowych Pomorza.

Nie da się napisać reportażu o plenerze nie będąc jego uczestnikiem. Odwiedzając nawet na dłużej artystów, by zrobić zdjęcia i notatki, reportażysta czuje się dziwnie - wchodzi jak intruz w zupełnie inny wymiar czasu. Płynie on o wiele wolniej i inaczej niż ten w „normalnym życiu”. Pozostaje nam wobec tego zrobić materiał właściwie informacyjny.














O korzyściach z pleneru, logistyce i arcyciekawym zdarzeniu
Panie Tomku (pytanie do dyrektora szkoły Tomasza Damaszka), skąd wziął się u Pana pomysł na organizację tego pleneru?
- Lubię sztukę. Poza tym te plenery dużo dają szkole. Dzięki nim mamy sporo obrazów, haftów i rzeźb.
- Tu panuje szczególna atmosfera. Czy może Pan ją określić?
- Najbardziej podoba mi się to, że jest twórcza i koleżeńska. Na plenerze spotkają się osoby, które lubią malować, haftować, rzeźbić. Tworzą, a przy tym jednocześnie dobrze się bawią. Wymieniają się też doświadczeniami. Łączy się więc przyjemne z pożytecznym. Co roku jest też jakieś zadanie - temat wiodący. W tym roku takim wiodącym tematem dla rzeźbiarzy była szopka do kaplicy św. Rocha, natomiast dla hafciarek komplet obrusów, również do kaplicy. Przekazanie prac odbywa się w ostatnim dniu pleneru. W tym roku odbyło się to uroczyście w kaplicy. A po południu, po obiedzie, odbył się uroczysty wernisaż prac poplenerowych i przekazanie ich szkole. Droga krzyżowa, kapliczka przy szkole, to, co zostało w kaplicy, to jest to, co oni zostawiają na zewnątrz. To nadaje swojski, ludowy charakter miejscowości.
- Może to nietakt, ale zapytam o wartość tego, co tu zostawili...
- Wyszłoby ponad 20 tysięcy złotych. To według szacunków artystów.
- Takie plener to duże przedsięwzięcie od strony logistycznej. Może podać Pan szczegóły? Ile osób, dni, wyżywienie, materiał itp.
- Byli zakwaterowani 11 dni. O wyżywienie dbały kucharki, panie z obsługi szkoły. Wyżywienie kosztowało około 4 tysięcy. W sumie było 28 osób, z tym że 20 osób na noclegu, a pozostali dojeżdżali. Zorganizowaliśmy wycieczkę do Szczodrowa, Skarszew i Obozina oraz spływ kajakowy z Młynek do Wdeckiego Młyna - koło 20 km. Było też spotkanie integracyjne w ogrodzie dendrologicznym Wirty. Kolację ufundował prezes ZK-P w Gdańsku Łukasz Grzędzicki. Materiały kosztowały około 2000 zł - blejtramy, farby i muliny (nitki). Drewno dla rzeźbiarzy nic nas nie kosztuje, bo zapewnia je Krzysztof Frydel - nadleśniczy Nadleśnictwa Kaliska. Jestem jednym z kilku stałych sponsorów.
- Zdarzyło się coś ciekawego podczas pleneru?
- A tak, i to bardzo. Już czwarty raz był Ali Zwara z Rumi. Z tym artystą, którego malarstwo bardzo mi się podoba, wiąże się ciekawa historia. Otóż byliśmy w Pinczynie, żeby namalować kościół. Najlepszym do tego miejscem okazało się proboszczowskie podwórko. Poszedłem do proboszcza spytać Mieczysława Bizonia, czy Ali Zwara będzie miał możliwość namalowania z jego podwórka obrazu. Mówię proboszczowi, że to jest Ali Zwara z Rumi, na co proboszcz odpowiada, że kupił jego obraz w internecie. I rzeczywiście - okazało się, że to obraz tego Zwary, który maluje na jego podwórku. To było wzruszające dla obu. Proboszcz poznał artystę, a artysta nabywcę.


Hafciarki w akcji. W głębi po lewej Felicja Kołakowska z Tucholi


Brygida Śniatecka z Rumi




Teresa Marzec z Kostkowa na Kaszubach





Jerzy Kamiński z Barłożna  prowadzi lekcję rzeźby dla młodzieży szkolnej z Bytoni





Poplenerowe wspomnienia Pani Joli
(P. Jola Steppun była uczestniczką pleneru)
- Kiedy po kolacji małymi krokami zbliżał się wieczór, chętnie spotykaliśmy się na holu, gdzie stały stoliki i krzesełka. Ala montowała kable do swojego keyboardu. Józek, jak co roku na każdy plener, obowiązkowo zabrał ze sobą akordeon, a potem już muzykę i śpiew roznosiło echo po całej szkole. Kryśka przywiozła specjalnie dla nas wytopiony smalec ze skwarkami i oczywiście domowej roboty kiszone ogórki. Nie zabrakło też innej zagryzki. Dobra muzyka i nastrój towarzyszył nam do późnych godzin... Fajnie w pamięci zapisała się pierwsza niedziela. Wczesnym popołudniem przyjechał mąż z moimi córkami, Kamilą i Kasią. Ja, jako zapalona od dzieciństwa miłośniczka wszelkich robótek ręcznych, musiałam im koniecznie pokazać pracownię hafciarek. Przepiękne haftowane kociewskie wzory na chustach, serwetach, zakładkach do książek. Starszej córce bardzo podobały się haftowane krawaty. Młodsza zafascynowana była rzeźbiarstwem. Za pozwoleniem Jerzego chwyciła za kawałek lipowego drewka i dłutem skubała kształty aniołka... We wtorek słońce od rana, bezchmurne niebo i lekki wiaterek dał natchnienie. Po śniadaniu z Alicją spakowałyśmy potrzebne farby i podobrazia od samochodu. Będziemy malowały na płótnie. Muszę dodać, że ulubionym zajęciem Alicji jest malowanie na szkle. Oprócz obrazków potrafi zwykłą butelkę ubrać w przepiękne kwiaty. Drewniane łyżki zdobi barwnymi ptaszkami. Ruszyłyśmy w stronę Jeziora Borzechowskiego. Znalazłyśmy urocze, ciche miejsce na malowanie pejzażu. Przy okazji naszą skórę złapało słońce, a pobyt na świeżym powietrzu zaowocował zwiększonym apetytem na obiad. Na szczęście na jedzenie nie można było narzekać. Panie kucharki starały się jak mogły, by nam niczego nie zabrakło... Józek i jeszcze kilka pań od czasu do czasu robili sobie wypady do pobliskiego lasu na grzybki. A las faktycznie blisko, jak na wyciągnięcie dłoni. Zaraz za bramą szkoły. Malarki często wychodziły w plener. Pogoda dopisała, na przelotne letnie deszcze i burze nie można narzekać... Zbliżał się koniec sielskiego życia. Powoli zaczęły znikać robocze stoły, spakowaliśmy farby, pędzle. Posprzątaliśmy i wpisaliśmy się w Kronikę Szkoły. Wymieniliśmy adresy, nr telefonów. Ostatnia sobotnia noc. Po północy muzyka ucichła. Mamy wielkie plany i marzenia, że za rok…
Jola Stepun



Po prawej Marek Zagórski z Rokocina



Józef Śniatecki umila grą na akordeonie plenerowe wieczory.




                                                 Ali Zwara z Rumi szkicuje element wyposażenia w kościele w Obozinie.



Uczestnicy pleneru
Jolanta Kitowska, Krystyna Wiśniewska - malarki z Rumi, Krystyna Engler z Pinczyna, Felicja Kołakowska, Barbara Okonek, Bogumiła Błażejewska. Barbara Karnecka - hafciarki z Tucholi, Maria Leszman - hafciarka z Pelplina, Katarzyna Nowak - hafciarka z Tczewa, Brygida i Józef Śniateccy - malarze z Redy, Alfons Zwara - malarz z Rumi, Stanisław Sumowski - malarz z Tczewa, Jerzy Kamiński z Barłożna, Leszek Baczkowski z Kalisk, ks. Robert Kierobic ze Zblewa, Marek Zagórski z Rokocina. Edward Jastrzębski z Gdyni, Marek Pawelec ze Zblewa, Czesław Birr z Mściszewic - rzeźbiarze, Jolanta Steppun ze Starogardu, Teresa Marzec z Gniewina, Maria Sulkowska z Rumi, Mirella Jałocha z Rumi, Anna Ledwożyw ze Starogardu, Jolanta Pawłowska ze Zblewa - malarki, Alicja Serkowska z Kartuz - malarka na szkle, Danuta Krakowiak z Gdyni.