EDMUND ZIELIŃSKI. Z ZAKRYSTII DO AUSCHWITZ | ![]() | ![]() |
czwartek, 14 kwiecień 2016 | |
![]()
Ostatni raz tam byłem z moją żonką około 1968 roku. Ludzie starsi są skorzy do wspomnień, a ja bardzo lubię im w tym nie przeszkadzać. Wujek Konrad wracał wspomnieniami do I wojny światowej, w której uczestniczył jako żołnierz niemiecki na froncie zachodnim. Walczył nad Sommą, gdzie po obu walczących stronach padły tysiące zabitych. Warunki w okopach więcej jak podłe. Szczury łaziły na przedpolu i w okopach wśród zabitych, budząc początkowo grozę i obrzydzenie, później dziwną obojętność ogarnęła żołnierzy. Myślał, że stamtąd już nie wróci. Wrócił, a kiedy mówiono, że wkrótce wybuchnie kolejna wojna, przeczuwał, że ta będzie o wielokroć straszniejsza. Nie mylił się.
Mojego kuzyna Kazimierza znam tylko z opowiadania i starych zdjęć. Jak powiadano w rodzinie, był bardzo zdolnym uczniem i miał zamiar poświęcić się na służbę Bogu – chciał zostać księdzem. W roku szkolnym 1938/39 Kazik był uczniem I Liceum i Gimnazjum Klasycznego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego i uczęszczał do klasy IV b. Wujek Konrad (ojciec Kazika) był urzędnikiem kolejowym w Bydgoszczy.
![]()
Kazik z rodzicami
Kiedy wybuchła wojna, był świadkiem działań dywersyjnych mniejszości niemieckiej zamieszkałej w Bydgoszczy w niedzielę 3 września 1939 roku. Kiedy przez miasto przejeżdżały tabory wycofującego się wojska polskiego, dywersanci ostrzeliwali żołnierzy i cywilów w różnych punktach miasta. Samorzutnie zorganizowana samoobrona skutecznie rozprawiła się z bojówkarzami spod znaku swastyki. Nasze działania obronne Niemcy nazwali „Bromberger Blutsonntag” - „Krwawą niedzielą w Bydgoszczy”. Mam przed sobą książkę z 1951 roku, w której opisane są wydarzenia z 3 na 5 września 1939 roku. Przytoczę fragment:
„Krwawa niedziela bydgoska" została rzucona narodowi niemieckiemu jako hasło do nienawiści i zemsty, jako rozkaz do morderczego odwetu, jako parol działania dla tych wszystkich sadystów, którzy przez długi czas okupacji szaleli w Auschwitz, Majdanku, Dachau, Mauthausen i w wielu, wielu innych obozach śmierci. Hasło o „krwawej niedzieli bydgoskiej” przekazywano falami radiowymi i milionami druków do państw neutralnych, do państw „osi” i do narodów walczących jako dowód usprawiedliwiający straszny terror hitlerowski wobec Polaków, który przecież nie mógł być przed światem ukryty.
![]()
Kazik krótko przed aresztowaniem
Po zajęciu miasta przez wojska okupacyjne rozpoczął się krwawy odwet. Może ta sytuacja była przyczyną, że Kazik zaczął działać w tajnej organizacji skierowanej przeciwko okupantowi. Należał, jak i inni jego koledzy, do Związku Jaszczurczego (tajna organizacja szlachty z ziemi chełmińskiej powstała w 1397 roku w celu ochrony przed uciskiem krzyżackim) – Narodowych Sił Zbrojnych. Organizacja ta prowadziła szeroką działalność wywiadowczą. W 1941 roku zorganizowano w Bydgoszczy ośrodek wywiadu Związku Jaszczurczego, który był częścią składową Ekspozytury „Zachód”. Do najaktywniejszych członów tej organizacji należał Wydział Zachód. To wywiadowcy z tego ugrupowania wykryli produkcję wyposażenia do rakiet V-1 i V-2 w Zakładach Elektrotechnicznych - Elektronische Erzeugnise Erhardt Schmidt w Bydgoszczy. To w tej komórce (wraz z innymi kolegami) konspirował Kazimierz Redzimski.
![]()
Po lewej Wiesława Redzimska siostra Kazika w szkole średniej około 1950 roku
Ks. Wenancjusz Zmuda w swoim opracowaniu pt. „Konspiracyjne komplety filozoficzno-teologiczne w Bydgoszczy w latach 1941 – 1942” Studia Bydgoskie 2 (2008) omawia aspekty związane z rzekomo działającym w konspiracji „seminarium duchownym” w Bydgoszczy. Przewija się tam również nazwisko mego kuzyna Kazika. Nie chciałbym wnikać głębiej w treść badań ks. W. Zmudy z uwagi na zawiłość sprawy.
Po aresztowaniach członków Związku Jaszczurczego w Brodnicy nastąpiła dekonspiracja naszych wywiadowców w Bydgoszczy, w tym Kazimierza Redzimskiego. Zapewne po okrucieństwach podczas przesłuchań, po wielodniowych „badaniach” zapadł wyrok.
Przez wiele lat niewiele wiedziałem o tragicznie zakończonym żywocie Kazika. W rodzinie krążyły na ten temat różne opowieści, ale jedna brzmiała zgodnie, że zginął w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Ktoś w rodzinie mówił, że rodzice Kazika otrzymali przesyłkę z Auschwitz. Była to puszka z prochami ich syna, jak w załączonym dokumencie napisano – er starb an einem Herzschalg (zmarł na zawał serca). Na dodatek za przesyłkę trzeba było jeszcze zapłacić – Ordnung muss zein do samego końca.
Aby wreszcie dowiedzieć się prawdy, napisałem do Państwowego Muzeum Auschwitz – Birkenau i w krótkim czasie otrzymałem odpowiedź:
Archiwum PMAB –Auschwitz Museum Archiwes.
W odpowiedzi na Pana zgłoszenie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu informuje, że po starannej kwerendzie, przeprowadzonej w częściowo zachowanych aktach KL. Auschwitz, odnaleziono następujące dane o niżej wymienionym więźniu:
REDZIMSKI Kazimierz ur. 7 grudnia 1922 r., Bydgoszcz, został przewieziony do KL. Auschwitz w dniu 25 czerwca 1943 roku transportem zbiorowym. W obozie został oznaczony jako polski więzień polityczny numerem 126314. Pod datą 29 lipca 1944 r. odnotowano jego zgon w KL. Auschwitz III – Monowitz.
Podstawą źródłową tych ustaleń są:
- numerowe wykazy transportów przybyłych do KL. Auschwitz;
- akta szpitala KL. Auschwitz III – Monowitz;
- książka zgonów KL. Auschwitz III – Monowitz;
- materiały PCK. Zdjęcie obozowe się nie zachowało.
W uzupełnieniu powyższej informacji pragniemy wyjaśnić, że dokumenty odnalezione i przechowywane w Muzeum stanowią jedynie część akt wytworzonych podczas istnienia obozu. Ich analiza pozwala odtworzyć tylko w pewnym zakresie losy więźniów.
Podczas likwidacji i ewakuacji KL. Auschwitz, na polecenie władz obozowych SS, została zniszczona znaczna część akt, w tym także akta personalne więźniów. Częściowo zachowane dokumenty nie pozwalają na udzielenie pełnych i dokładnych informacji o wszystkich osobach, które przebywały w obozie.
Biuro Informacji o Byłych Więźniach.
Kończąc mój tekst przytoczę słowa ks. Wenancjusza Zmudy:
Badając temat miałem wielokrotnie przekonanie, że swymi poszukiwaniami spóźniłem się o kilka lat, tym bardziej, że bezpośrednich świadków i uczestników wydarzeń w ciągu ostatnich lat zabrała śmierć. Niemniej, historia tajnych kursów filozoficzno-teologicznych jest faktem, a los grupki młodzieńców, harcerzy i sodalisów mariańskich, synów żołnierzy i urzędników II Rzeczpospolitej wpisuje się w historię kamieni rzucanych przez Boga na szaniec w tym trudnym okresie naszych dziejów. Koniec cytatu.
Gdańsk 14 kwietnia 2016 Edmund Zieliński
|