poniedziałek, 4 maja 2020

Boże Ciało z przeszłości

                                                  Boże Ciało z przeszłości

                       Kiedy zbliża się to bardzo polskie święto, wracam wspomnieniami do dalekiej przeszłości. Chcę w tym felietonie cofnąć się o dziesiątki lat, do mego dzieciństwa i lat młodzieńczych. Mieszkaliśmy wtedy w Białachowie. Naszym kościołem parafialnym był kościół w Zblewie, jednak często chodziliśmy do kościoła w Borzechowie, bo i bliżej i piękniejsza trasa wiodąca przez las. Proboszczem w Borzechowie był w tamtych latach ksiądz  Jan Pranis, przez parafian nazywany „Litwinem”, z racji swego pochodzenia. To był bardzo miły człowiek. Zapamiętałem jedno ze świąt Bożego Ciała z udziałem księdza Pranisa. Jeszcze na drogach nie było asfaltu, a trasę przelotową pokrywał bruk. Ulice boczne w tej wsi   były zwykłymi  piaszczystymi drogami. O ile dobrze pamiętam, szliśmy procesją w dół od kościoła, koło poczty, obok gospodarstwa Bolesława Piłata do drogi przelotowej Lubichowo – Zblewo, którą wracaliśmy do kościoła. Było bardzo ciepło, słonecznie, a nad procesją unosiły się tumany kurzu unoszone stopami wiernych. Przy „Bożych Domkach”, jak nazywaliśmy kolejne ołtarze na trasie procesji, po skończonych modlitwach, ksiądz Pranis powiedział, że poświęcone brzozy dekorujące ołtarz, chronić będą od piorunów. Ledwo ruszyła procesja, kto żyw rzucał się do brzózek i ogałacał je z gałązek. Po chwili zostały same kikuty. Ta sama sytuacja powtórzyła się po powrocie procesji do  kościoła. Główna nawa udekorowana była szpalerem brzóz. Wyglądało to pięknie a po kościele roznosił się miły zapach brzozowych liści. Ale do czasu. Po błogosławieństwie najświętszym sakramentem, ludzie prześcigając się zrywali gałązki. Szum był taki, jakby wicher tarmosił drzewa. Siedzieliśmy z rodzicami  na chórze i doskonale widziałem, jak w błyskawicznym tempie piękne brzozy zamieniały się w obskubane żerdzie.  Pamiętam, że buzię skrywałem w dłoniach, by nie roześmiać się na głos.
                      W 1954 roku  zamieszkaliśmy w Zblewie. Zauważyłem, że procesja Bożego Ciała tutaj była dostojniejsza niż w Borzechowie. Nie było takiego kurzu, utwardzone ulice i małomiasteczkowy charakter wsi podnosił rangę tego święta. W przeddzień tego święta  mieszkańcy Zblewa gremialnie sprzątali ulice, dekorowali okna, ulicę Główną i Kościelną mieszkańcy obsadzali brzozowymi drzewkami przywiezionymi przez okolicznych gospodarzy. Pamiętam, że  cztery ołtarze na trasie procesji przez wiele lat usytuowane były przy tych samych posesjach. Pierwszy wystawiony był na schodach domu państwa Jana i Wandy Gajewskich przy ulicy Kościelnej. Był okazały, wyłożony dywanem,  pięknie udekorowany kwiatami.
                    Kolejny ołtarz usytuowany był przed domem państwa Trochów na końcówce ulicy Kościelnej. Był również piękny, starannie przygotowany. Nie mogło być inaczej, bowiem z tego domu wyszedł służyć Bogu ksiądz Bogusław  Trocha, święcenia kapłańskie otrzymał w 1958 roku.
                   Trzeci ołtarz był zwykle przy domu państwa Miszewskich na ul. Głównej. Tutaj dekoracją zajmowała się siostra mego kolegi Ryszarda Miszewskiego – Irena. Była bardzo uzdolniona plastycznie. Do perfekcji opanowała rysunek, nie miała problemów w papieroplastyce, toteż motywy dekoracyjne żywo przypominały rozwinięte gałęzie winogron z dojrzałymi gronami owoców.
                  Czwarty ołtarz wystawiony był przy domu państwa Szeflerów. Kto zajmował się tutaj dekoracją – nie wiem, ale jak i poprzednie ołtarze godnie przyjmował Najświętszy Sakrament.
                 W tamtym czasie organizacja procesji Bożego Ciała do łatwych nie należała. Trzeba było uzyskać odpowiednie zezwolenia na przemarsz procesji, wyznaczony był czas i trasa, we wszystko wtykała swój nos wszechobecna cenzura. Pamiętam procesje  w Zblewie te najdłuższe wiodące całymi długościami  ulic   Kościelnej i  Głównej i te krótsze, które z ulicy Głównej skręcały w uliczkę obok posesji państwa Śliwów do kościoła. W tym wypadku ówczesna władza zasłaniała się wymogami zapewnienia płynności ruchu ulicznego. Tłumaczenie bez sensu, bowiem w tamtych latach były we wsi dwa samochody, a ulicami najwyżej przejeżdżała jakaś furmanka konna i to był cały ruch. Mam tu na myśli dzień roboczy, bo w święto Bożego Ciała nikt z miejscowych nie śmiałby zakłócać tej uroczystości.
                   Procesji towarzyszyli strażacy pilnujący porządku na czele procesji, a przy poszczególnych ołtarzach uroczystość uświetniał swym śpiewem chór „Cecylia” pod dyrekcją organisty Izydora Borzyszkowskiego (śpiewałem w basach). Tej uroczystości towarzyszyła też orkiestra dęta składająca się z miejscowych muzyków. Jednym z nich był kolejarz ze Zblewskiej stacji PKP pan Bukowski. Jak mi mówiła moja siostra Danusia, grała też orkiestra „Lipków” z Pinczyna. Moja siostra  niosła z koleżankami feretron Matki Bożej, a były to:  Ludwika Żołądek i  Klara Wiśniewska z Białachowa,  oraz  Helena Podlaska z Białachówka. Ludwika Żołądek   jest siostrą zakonną w Szwecji.
                 Tak jak i dziś, procesję poprzedzał szpaler dziewczynek prószących kwiatki przed Najświętszym Sakramentem. Dobrze zapamiętałem piękną dziewczynkę, a była nią Terenia Aszyk, która kroczyła tuż przed baldachimem. Miała zawieszony na szyi mały koszyk z płatkami kwiatów. Nabierała płatki w dłonie, składała je,  i w odpowiednim momencie odwracając się, zgrabnym ruchem wysypywała na monstrancję płatki róż.  Wypowiadała przy ty taką modlitwę – Serce ciało i dusza moja, to ofiara Twoja.
                   I tu brzozowe gałązki miały powodzenie. Byłem uczestnikiem tego święta w innych miejscowościach. Zapamiętałem tę uroczystość  odbywającą się w Groniu koło Nowego Targu, gdzie górale pięknym śpiewem na głosy uczestniczyli w tej procesji. Byłem też na procesji Bożego Ciała w Głuchołazach, dokąd wyrwałem się z mej jednostki wojskowej w Prudniku. W latach 1966 – 1977 brałem udział w tym święcie w Gdyni – Orłowie, gdzie mieszkałem. Kiedy byłem mieszkańcem   ówczesnej Czechosłowacji, święto Bożego Ciała nie istniało. Od 42 lat  w tym uroczystym dniu idę w procesji na ulicach Zaspy. I tu, jak przed laty w Borzechowie czy Zblewie, wierni obłamują gałązki brzozy zachowując starą tradycję. Kiedy to widzę, wspomnieniami wracam do lat czterdziestych, do moich młodych lat…
Gdańsk 30 kwietnia 2020                                                                      Edmund Zieliński

Ps. Poprosiłem mojego przyjaciela o jakieś wspomnienia z tamtych lat, zwłaszcza, że obaj mieszkaliśmy w tej wsi, śpiewaliśmy w chórze, organizowaliśmy życie kulturalne itp. Gerard napisał tak:
            Najbardziej utkwiło mi w pamięci uczestnictwo zespołu - orkiestry dętej  kolejarzy ze Tczewa w uroczystościach Bożego Ciała w Zblewie. Przez kilka lat, gdy byłem ministrantem u ks. prob. A. Licznerskiego i później, kiedy śpiewałem w Chórze "Cecylia", na przełomie lat 50 i 60-tych, zespól ten co  roku uświetniał tę uroczystość pięknym, wzruszającym  wykonaniem znanych pieśni religijnych. Pamiętam, że te muzyczne eskapady dzielnych muzyków w kolejarskich mundurach organizował, we współpracy z parafią, Edmund Schade- kolejarz i muzyk, mieszkający przy ul. Dworcowej, sąsiad moich rodziców. Nota bene, Jego ojciec, Ignacy Schade w okresie międzywojennym pełnił funkcję inspektora Biura Meldunkowego Państwowej Kasy Chorych w Starogardzie  filia w  Zblewie.
     Zofia Piątek-najmłodsza z dzieci Haliny i Edmunda Schade przypomniała mi, jak przed tym świętem, ojciec Jej godzinami rozpisywał z partytur pieśni,  partie dla poszczególnych instrumentów dętych. a po procesji muzycy goszczeni byli przez rodziców Zosi w ogrodach ich posesji, wykonując często utwory bardziej rozrywkowe...
  Gdynia, 30 kwietnia 2020 
                                                                                               GERARD SULEWSKI





                      Boże Ciało w Zblewie po I wojnie światowej około 1920 roku



                Dziewczynki prószące kwiatki w procesji Bożego Ciała w Zblewie około 1947 r.




    Dziewczynki prószące kwiatki w procesji Bożego Ciała w Zblewie około 1946 roku. Obok księdza  Pani Trocha




To może być rok 1948. Dziewczynki ze Zblewa, Białachowa, Bytoni, Miradowa prószące kwiatki podczas procesji Bożego Ciała w Zblewie
Moja siostra Danusia zidentyfikowała następujące osoby: pod figurką stoi Irena Szefler, druga w prawo od Ireny (ciemniejsza twarz) to Danuta Zielińska. Z prawej strony(patrząc na zdjęcie) stoi pani w kapeluszu, przed nią po jej lewej stronie jest Janina Wasilewska. Czwarta po lewej stronie Danusi (z kropeczką na sukience) to Irena Kłopotek. Z dwiema kropkami na sukience po lewej stronie zdjęcia (bujne długie włosy) to Helena Podlaska.  Najwyższa dziewczynka po lewej stronie zdjęcia na górze, to Rudzińska (Irena?), druga po jej prawej ręce (z warkoczykami) stoi Halina Gajewska (po latach żona Pawła Libiszewskiego). Niżej Danusi jest Terenia Zube (później żona Franciszka Szklarskiego). Po prawej wyżej w ciemnym okryciu Ludwika, później z męża Jasińska. Po lewej stronie zdjęcia stoi opiekunka dziewcząt, a po jej lewej ręce druga to Karwatowska - wychowanka Kazimierza Bielińskiego z Białachowa.



Lata czterdzieste XX wieku w Zblewie, procesja Bożego Ciała. 




Procesja Bożego Ciała w Zblewie około 1960 roku
Na pierwszym planie Pan Marian Sulewski. Ostatnią chorągiew niesie Pan Konrad Mindykowski




                                 Procesja Bożego Ciała w Zblewie 26 maja 2016 roku




                             Procesja Bożego Ciała w Zblewie 26 maja 2016 roku




                                Procesja Bożego Ciała w Zblewie 26 maja 2016 roku





                     Jeden z ołtarzy na trasie procesji Bożego Ciała w Zblewie 26 maja 2016 roku





             Udekorowane okno na trasie procesji Bożego Ciała w Zblewie 26 maja 2016 roku





                                     Procesja Bożego Ciała w Zblewie 26 maja 2016 roku






piątek, 1 listopada 2019

                     Kapliczki przydrożne - pokłosie bytońskich plenerów
                                     
              Nawet nie wiem jak zacząć ten felieton, o który prosił mnie mój młodszy przyjaciel Tomek Damaszk – sprawca bytońskich plenerów i związanych z nimi imprez folklorystycznych. To przecież jakby wczoraj spotkaliśmy się na zebraniu organizacyjnym poświeconemu plenerowi artystów ludowych Pomorza w Bytoni. Chyba nikt z nas, spotykających się wtedy w bytońskiej szkole, nie myślał, że po pierwszym plenerze będą następne i zadomowią się, chyba na stałe, w tej małej kociewskiej wsi. W tym roku  odbył się XIII plener i nic nie zapowiada, by był to ostatni, wręcz przeciwnie, rozbudowuje się ta impreza z coraz większym rozmachem. Ale ja miałem napisać tylko o kapliczkach, wiec zatrzymam się w tym temacie.
                Kapliczki przydrożne to nieodłączny element naszego krajobrazu. Świadczą o pobożności mieszkańców naszej ziemi i przywiązaniu do wiekowej kultury oddawania czci i chwały Bogu Najwyższemu. Wierny lud stawiał je by czcić Boga, dziękować Mu za odebrane łaski, i prosić o wstawiennictwo w różnych okolicznościach. Te obiekty sakralne stawiano zazwyczaj na rozstajach dróg, na skraju wsi  czy w miejscach tragedii, lub dla upamiętnienia jakiegoś zdarzenia, w którym upatrywano Bożej interwencji.
                 Na Kociewiu stawiano krzyże zazwyczaj o drewnianej konstrukcji i kapliczki murowane, zwanymi po dziś dzień, Bożymi Mękami. Na terenie naszej gminy stoją do dziś murowane Boże Męki w Zblewie, w Bytoni, Białachowie, Semlinie, Piesienicy, Małym Bukowcu, Kleszczewie, Pinczynie. Wszystkie powstały po zakończeniu II wojny światowej. Niemiecki okupant z zaciekłością walczył z wszystkim, co nosiło znamiona polskości, zwłaszcza obiekty sakralne świadczące o polskości tych ziem. Wypisane sentencje na postumentach kapliczek takie jak: „Królowo Polski módl się za nami”, przyprawiało o wściekłość Niemców. Dzięki tej nienawiści do Polaków i wszystkiego co polskie, na terenie Pomorza zniszczyli wiele tysięcy kapliczek i krzyży przydrożnych.
                 Zdawałoby się, że po zakończeniu II wojny światowej, swobodnie będziemy mogli odbudować zniszczone kapliczki i stawiać usunięte krzyże. W Polsce Ludowej tego rodzaju obiekty sakralne też nie cieszyły się przychylnością ze strony „Władzy Ludowej”. Bywało, że co odważniejsi mieszkańcy stawiali krzyże nocami, by postawić „Władze” przed faktem dokonanym, co czasem się udawało. Ale to temat na inny felieton.
                 Bytońskie plenery dobrze zapisały się w kulturze ludowej Kociewia, zwłaszcza na terenie gminy Zblewo, gdzie uczestnicy spotkań plenerowych zostawili po sobie trwałe ślady swej twórczości. Przyszkolna Izba Regionalna wzbogaciła się o wiele cennych eksponatów rękodzieła artystycznego w postaci rzeźb, haftów, malarstwa na płótnie, szkle i wyrobów plecionkarskich z korzenia sosny. W poszczególnych wsiach stanęły nowe kapliczki przydrożne, nawiązujące do  dawnych obiektów  sakralnych. Co prawda, nie powstała żadna kapliczka konstrukcji murowanej, ale powstały kapliczki o słupowej konstrukcji z drewnianych kloców, we wnękach których, posadowione zostały figury świętych postaci. Ogromna pracę w tym zakresie wykonał pan Marek Pawelec, który w poszczególnych pniach drzew wyłupił wnęki i umieścił skonstruowane przez siebie drewniane skrzyneczki. W tych skrzynkach  umieszczone zostały wyrzeźbione przez rzeźbiarzy figury. I tak:
Przy kościele w Bytoni stanęła Droga Krzyżowa, do której poszczególne stację rzeźbili: Jerzy Kamiński z Barłożna wyrzeźbił stację I i V. Pan Marek Pawelec ze Zblewa rzeźbił figury do stacji II i IV. Leszek Baczkowski z Franka wykonał stację III i VI. Znakomita rzeźbiarka z Przęsina wyrzeźbiła stację VII i IX. Zmarły niedawno Czesław Birr z Mściszewic rzeźbił stację VIII. Marek Zagórski z Rokocina wyrzeźbił stację X i XI.  Były wikariusz Zblewski ks. Robert Kierbic wyrzeźbił stację XII. Stacje XIII i XIV wykonali bracia Edmund i Rajmund Zielińscy. Uczestnik pleneru pan Maciej Tamkun pokrył Droge Krzyżowa polichromią.
            W pobliżu gospodarstwa  państwa Gumińskich stanęła kapliczka całkowicie wykonana przez pana Marka Pawelca z figurą św. Franciszka.
            Na skraju lasu przy bytońskiej szkole stanęła kapliczka trójkondygnacyjna, do której figurki rzeźbili: Jerzy Kamiński – św. Barbarę, Leszek Baczkowski – anioła Kociewskiego, Edmund Zieliński – św. Maksymiliana Maria Kolbe.
           Na terenie plebanii kościoła w Pinczynie postawiona została  kapliczka  z figurą Pana Jezusa Frasobliwego autorstwa Marka Pawelca.
            Mała wieś Cis wzbogaciła się o trzy nowe kapliczki. W rejonie przystanku PKP stoi kapliczka w całości wykonana przez Marka Pawelca przedstawiająca figury św. Gwalberta, św. Katarzynę Aleksandryjską i św. Andrzeja. Niestety, po kilku dniach od poświecenia kapliczki, złodziejska ręka wyrwała z niej figurę św. Katarzyny Aleksandryjskiej. A tę figurę autor specjalnie ofiarował w intencji zdrowia swej córki. Złodzieju – pamiętaj – kradzione nie tuczy.
             Na skraju Cisa stoi kolejna kapliczka, również wykonana przez Marka Pawelca, z figurą św. Franciszka. W posiadłości Stanisława Białkowskiego stanęła kapliczka z moją figurą św. Stanisława Biskupa Krakowskiego.
            Pan Tomasz Bednarczyk wyrzeźbił figurę św. Franciszka i umieścił w kapliczce na terenie arboretum w Wirtach.
            W miejscowości Góra   - przy miejscowym kościółku stoi kapliczka, oczywiście autorstwa Marka Pawelca, we wnęce której, na prośbę księdza proboszcza Bizonia z Pinczyna, umieściłem   moją figurę  Matki Bożej Królowej  Polski. 
            W Borzechowie, na terenie plebani, stanęła kapliczka, której trzon wykonał oczywiście Marek Pawelec, ja natomiast wyrzeźbiłem figurę  św. Józefa. W tej samej wsi na krzyżu cmentarnym jak i na krzyżu misyjnym zawisły moje pasyjki. Również w Borzechowie – przy restauracji K-2 jest kapliczka autorstwa Marka Pawelca, do której figurę św. Krzysztofa wykonał Tomasz Bednarczyk.     
           Przy kościele w Płocicznie jest kapliczka, również autorstwa marka Pawelca z figurą  św. Józefa rzemieślnika autorstwa  Edmunda Zielińskiego.
           Na terenie Zblewa, w   posesji  p. Boś istnieje kapliczka, a jakże, autorstwa Marka Pawelca, do której figurę św. Doroty wyrzeźbił   Tomasz Bednarczyk. 
           I tak, dzięki bytońskim plenerom, krajobraz naszej gminy wzbogacił się  o widome znaki naszej wiary i przywiązania do tradycji i kultury naszego regionu.
Gdańsk 29 października 2019                                               Edmund Zieliński         


piątek, 16 sierpnia 2019

W zielonym lesie tam gdzie drozdów śpiew…

  W zielonym lesie tam gdzie drozdów śpiew…
             Tytuł zaczerpnąłem  z sentymentalnej ludowej piosenki mówiącej o lesie, leśnikach, przemijającym  życiu. Pasuje do miejsca, gdzie od kilku lat, za sprawą organizatorów bytońskich plenerów, odbywają się jarmarki ludowe. Dziesiątki kramów wypełnione różnymi wyrobami, od rękodzieła ludowego, po przepyszne wyroby spożywcze pań z Kół Gospodyń Wiejskich, zapewnią wszelkie gusta. Można kupić rzeźby, hafty, plecionkę, ceramikę i malarstwo.  
            To tutaj, artyści malarze,  przenoszą na płótna przepiękne zakątki wiekowego boru, gdzie sosny, dęby dają miłą cień, gdzie szemrzą strumyki, odwieczne poidełka mieszkańców boru.  
            To jest wyjątkowe miejsce, wyjątkowi też są organizatorzy tych imprez. Gdyby nie przychylność władz Lasów Państwowych, pracowników Leśnictwa Wirty, organizatorów bytońskich plenerów, ten uroczy zakątek Kociewia nadal żyłby utartym rytmem dnia codziennego. Tymczasem, sierpniowe jarmarki w Wirtach, z roku na rok się rozrastają, i kto wie, czy za kilka lat, nie będą  dorównywać Jarmarkom Wdzydzkim. Tego rodzaju imprez, nigdy za wiele.
            W tym roku w Wirtach odbędą się II Plachandry organizowane przez włodarzy powiatów kociewskich, co spowoduję, że jarmark znacznie zyska na popularności.  Ten przemiły zakątek Kociewia odwiedzi z pewnością tysiące turystów, co przyczyni się do znacznego spopularyzowania Wirt, jego pięknego ogrodu dendrologicznego, a tym samym naszego Kociewia. Do zobaczenia w Wirtach.
                                                                            

           Gdańsk - lipiec 2019                                                               Edmund Zieliński










środa, 12 czerwca 2019

Matko Boża Piasecka - witaj w Zblewie

 Matko Boża Piasecka – witaj w Zblewie!
I stało się. Miała stać w ogrodach diecezji pelplińskiej -  stanęła w Zblewskim kościele. A jak to się stało – opowiem.
Prezes Oddziału Kociewskiego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Zblewie, pan Tomasz Damaszk, zaproponował znanemu artyście rzeźbiarzowi ze Zblewa, panu Markowi Pawelcowi, wykonanie kopii figury Matki Bożej Piaseckiej, znajdującej się w sanktuarium w Piasecznie. Zamiar był taki, by ta figura stanęła w  ogrodzie diecezjalnym w Pelplinie, wzorem figury  Matki Bożej Sianowskiej tam stojącej. Pan Marek zabrał się z ochotą do przygotowania  materiału i po uzyskaniu odpowiedniego klocka lipowego drewna – dłuta poszły w ruch.
Co do rzeźby, Marek lubi się zemną konsultować, tak było i tym razem. Przysyłał mi zdjęcia z postępu prac, informował o swych dziele panią Ewę Gilewską - kustosz z muzeum etnograficznego w Oliwie, zainteresowaną postępem w pracy twórczej,  naszego nowego członka Stowarzyszenia Twórców Ludowych, jakim od roku jest Marek Pawelec.
Po kilku tygodniach, dowiedziałem się od Marka, że gospodarze ogrodu diecezjalnego nie bardzo widzą w jego wystroju figurę wyrzeźbioną przez Marka, bo kolorowa i nie do końca wierna oryginałowi.  Ja namawiałem autora do pokrycia polichromią figury, zgodnie z oryginalną kolorystyką cudownej figury Matki Bożej Piaseckiej. Podobno, mogłaby ostatecznie zostać przyjęta i umieszczona w jakimś innym miejscu. Powiedziałem Markowi, że zrobi jak zechce, to jego dzieło, ale ja bym się nie zgodził na tego rodzaju rozwiązanie. Podpowiedziałem, że w Zblewie też jest kościół.
Na propozycję Marka, by figura znalazła swoje miejsce w kościele w Zblewie, ks. proboszcz Zenon Górecki przystał bardzo chętnie. Pobłogosławieniu figury Matki Bożej Piaseckiej nadano uroczystą oprawę. Postanowiono, że 25 maja,  autor rzeźby z żonką i córka Olą, w towarzystwie chóru kościelnego p.w. św. Cecylii i księdza prałata Zenona góreckiego,  pojadą do Piaseczna, by pobłogosławić figurę Matki Bożej Piaseckiej. Przed apelem jasnogórskim odmówiono wspólnie różaniec, po czym  kustosz sanktuarium w Piasecznie, ks. Andrzej Ossowski, poświęcił figurę. Wyjazd do Zblewa, i tutaj przy świecach, kopia cudownej figury Matki Bożej Piaseckiej, przed północą, została wprowadzona do Zblewskiego Kocioła. Figurę umieszczono na stelażu w prezbiterium, by wierni przez niedzielę mogli podziwiać Marka dzieło. Docelowym miejscem stał się filar pod chórem, gdzie rzeźba Matki Bożej Piaseckiej, wykonana rękami Marka Pawelca, pozostanie na zawsze.
Kilka słów o autorze.
Marek Pawelec zaczął rzeźbić w 1999 roku. Organizowałem wówczas rzeźbiarzy do pracy przy budowie ołtarza papieskiego w Sopocie z okazji przyjazdu do Polski naszego papieża Jana Pawła II. Ołtarz zaprojektował ś.p. scenograf Marian Kołodziej. Tłem ołtarza miały być kapliczki, figury  i krzyże przydrożne z polskich dróg. Wiedziałem, że Marek jest zdolnym stolarzem rzemieślnikiem, zaproponowałem mu wykonanie krzyża z pasyjką na ołtarz papieski. Marek chętnie to wykonał i na archiwalnych zdjęciach można zobaczyć na prawym skrzydle ołtarza wysoki krzyż Marka. To był początek, a potem to już Marka było wszędzie pełno. Na terenie gminy jest wiele kapliczek z figurami wykonanymi przez Marka, z kilkoma stacjami Drogi Krzyżowej przy kościele w Bytoni włącznie. Jego zdolności artystyczne zauważono i w północnych regionach naszego Pomorza. Jego prace znajdują się w kościele w Białogardzie i w hospicjum w Gdyni. Jeden z krzyży zwieńczających ołtarz w kościele p.w. św. Brygidy w Gdańsku, to też Marka dzieło. 99% jego dzieł, to darowizny. Powiada, że Pan Bóg wie, po co to wszystko robi.
Gdańsk 4 czerwca 2019                                                    Edmund Zieliński




                                Rzeźba Matki Bożej Piaseckiej przed nałożeniem polichromii



                                                Gotowa figura Matki Bożej Piaseckiej



          Państwo Bożena i Marek Pawelcowie z figura Matki Bożej Piaseckiej w kościele w Zblewie





                    Figura Matki Bożej Piaseckiej na docelowym miejscu w kościele w Zblewie

sobota, 20 kwietnia 2019


                         Szanowna Rado Gminy Zblewo
Od wielu lat nurtuje mnie myśl upamiętnienia w jakiś sposób miejsca lokalizacji starego kościoła  parafialnego w Zblewie  i  leżącego wokół niego cmentarza. Kiedy w 1954 zamieszkaliśmy w Zblewie, pierwsze, co dostrzegłem w sąsiedztwie zamieszkania, były resztki nagrobków w sąsiedztwie starej plebanii. Dominował krzyż nagrobny, ten sam, który widnieje na fotografii z 1935 roku. W rozmowie z moim ojcem często poruszałem temat przeszłości Zblewa, a szczególnie lokalizacji starego kościoła i cmentarza. Ojciec mówił, że kościół był drewnianej konstrukcji i, według opowiadań starych zblewiaków,  zapadł się w grząskim bagiennym podłożu.
Dość szczegółowo na temat starych kościołów w Zblewie opisuje w swym opracowaniu Krzysztof Kowalkowski, opierając się  na wydanej w 1928 roku książce „Diecezja Chełmińska. Zarys historyczno statystyczny”.
Kiedy w latach 1878 – 1880 z inicjatywy księdza dziekana Hieronima Trentowskiego wybudowany został nowy kościół, po starym ślad zaginął.  Pozostało zaledwie kilka detali po tamtym kościele jak, kamienne kropielnice, prawdopodobnie krzyż procesyjny i chrzcielnica. Pod chórem dzisiejszego kościoła stały jeszcze w latach 60 XX wieku stare, pięknie profilowane, dębowe ławy ze starego kościoła.
W latach 70 XX wieku ówczesny ksiądz proboszcz nakazał zniwelowanie starego cmentarza i posadzenie tam drzew owocowych. Drzewa nie wyrosły, bo cmentarz chciał być cmentarzem, a nie sadem.  
Konkludując, proszę wziąć pod możliwość upamiętnienia tego  historycznego miejsca jakimś znakiem. Może obelisk z płaszczyzną zawierającą  informację o cmentarzu i starych kościółkach. Obok mógłby też stanąć krzyż drewniany z napisem „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie”.
Pamiętajmy o przeszłości, by pamiętano o nas w przyszłości.
Gdańsk 30 marca 2019                                                
                                                                                        Serdecznie pozdrawiam
                                                                                              Edmund Zieliński