wtorek, 10 grudnia 2013


EDMUND ZIELIŃSKI. „LAAMB – SENEGALSKIE ZAPASY” I „GLORIA ARTIS” W STAROGARDZKIM MUZEUMDrukujE-mail
wtorek, 10 grudzień 2013
6 grudnia 2013 w Muzeum Ziemi Kociewskiej w Starogardzie miało miejsce otwarcie wystawy fotogramów Pana Ludwika Szakiela zatytułowanej „Laamb – Senegalskie zapasy”. Pan Ludwik Szakiel urodził się w 1969 roku w miejscowości Daugavpilis na Łotwie. W 2011 roku w Trójmiejskiej Szkole Fotografii w Sopocie obronił swoją pracę dyplomową pn. „Niezwykłość zwykłych rzeczy”. Na wystawie zgromadzone są ujęcia fotograficzne z mini-turnieju zapaśniczego zorganizowanego przez Senegalczyków na plaży Barceloneta w Barcelonie. Ta niewielka diaspora bardzo przywiązana do swojej kultury bardzo szybko zyskała aplauz autochtonów,  i jak widać na fotogramach, do turnieju przystąpili również plażowicze.
    















  
Przy okazji wystawy Pana Ludwika Szakiela odznaczeniem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” uhonorowana została Pani Regina Matuszewska z Czarnegolasu. Ten zaszczytny medal przyznał Pani Reginie Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej Pan Bogdan Zdrojewski  przy moim skromnym udziale.


Dla mnie to wzruszający moment, że po 25 latach kierowania Oddziałem Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Gdańsku i na zakończenie pełnienia tej funkcji mogłem osobiście udekorować Panią Reginę tym ważnym odznaczeniem. Tym większa moja satysfakcja, że mogłem tego dokonać w Muzeum Ziemi Kociewskiej w Starogardzie kierowanym przez mego przyjaciela Andrzeja Błażyńskiego, z którym współpracuję dziesiątki lat - od czasu powstania w tym mieście Stacji Wiedzy o Regionie.

Szanowna Pani Regino! Dołączyła Pani do dość wąskiego grona osób wyróżnionych tym odznaczeniem, co świadczy, że Pani działalność na drodze upowszechniania kultury i sztuki ludowej jest zauważalna, bardzo potrzebna i doceniana – Droga nasza „Kurpiowska Kociewianko”! Tak swego czasu Panią nazwałem, by uszanować Pani przywiązanie do ziemi ojców, do ukochanych Kurpi i związanie się z Kociewiem, jego mieszkańcami i kulturą. W udzielonym mi kiedyś wywiadzie powiedziała Pani tak – polubiłam tę ziemię i ludzi, ale rodzinnych stron nie zapomnę nigdy.

Zapewne pamięta Pani nasze pierwsze spotkanie na Jarmarku Kociewskim tu w Starogardzie, w niedzielę dnia 13 czerwca 1993 roku. Byłem zaskoczony wówczas, że na Kociewiu żyje tak uzdolniona twórczyni ludowa, a ja o Niej nic nie wiem. Obiecałem wtedy Pani, że będę robił wszystko, by znalazła się Pani wśród członków Stowarzyszenia Twórców Ludowych, co wkrótce stało się faktem. Dziś należy Pani do grona najwybitniejszych artystów ludowych w Polsce, i za to należy się Pani również Cześć i Chwała!

Otwarcie wystawy prac Pana Ludwika Szakiela i obecność Pani Reginy Matuszewskiej uhonorowali; wiceprezydent Miasta Starogardu Pani Iwona Lewandowska,  Pan senator Andrzej Grzyb, Radny Rady Powiatu Starogardzkiego Patryk Gabriel, był Pan Tomasz Wiczyński, Tomasz Rogalski i pracownicy Urzędu Miasta.

Miło mi również odnotować, że obecna była też  najbliższa rodzina Pani Reginy. Aż z Białegostoku przyjechała córka Joanna Tołczyk, z Elbląga córka Bożena Matuszewska, i kolejna córka Mariola Zymek ze Starogardu. Nie zabrakło syna Stanisława  z żoną Teresą, oraz wnuczki Anny.

Edmund Zieliński
Gdańsk 7 grudnia 2013      

Zdjęcia


1. W oczekiwaniu na otwarcie wystawy. Od lewej Edmund Zieliński, Danuta Zielińska, Regina Matuszewska z córką Mariolą



2. Po prawej pan Ludwik Szakiel opowiada o swojej wystawie. Od lewej stoją: Tomasz Wiczyński, Izabela Czogała, wiceprezydent Miasta Starogardu pani Iwona Lewandowska , Regina Matuszewska i dyr. Muzeum Ziemi Kociewskiej pan Andrzej Błażyński



3. Izabela Czogała oraz Danuta i Edmund Zielińscy



4. Pani Regina opowiada o swojej twórczości



5. Pani Regina daruje panu A. Błażyńskiemu obraz swego autorstwa



6. Edmund Zieliński odczytuje list gratulacyjny



7. Moment zawieszania na piersi pani Reginy Matuszewskie medalu „Gloria Artis” przez Edmunda Zielińskiego



8. Już po dekoracji



9. Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”

Zdjęcia: Izabela Czogała i Magdalena Wałaszewska
 
dalej »

sobota, 7 grudnia 2013

EDMUND ZIELIŃSKI. JANEK STACHOWIAK I JEGO RÓD - CZĘŚĆ IIIDrukujE-mail
sobota, 07 grudzień 2013
Barbara Grzona, przyszła żona Stanisława Stachowiaka, będąc jeszcze panną przed 1909 rokiem kupiła w Zblewie dom przy ul. Chojnickiej 3. Przylegająca ziemia do tej posesji sięgała gruntów Pana Gustawa Kołodziejczyka, a od strony szkoły graniczyła ze starym boiskiem sportowym. Po przeciwnej stronie sąsiadami byli państwo Kuczkowscy i Szade.
Po powrocie z Niemiec do powoli odradzającej się Polski, a było to w środę 17 marca 1915 roku, Barbara wraz z mężem i synami, Franciszkiem i Janem, tutaj, przy ulicy Chojnickiej zamieszkali.









Po powrocie z Niemiec Barbara była pielęgniarką w szpitalu zakaźnym w Kocborowie. Być może, że praca ta spowodowała jej upadek na zdrowiu. Chorowała ciężko od 1929 roku i we wrześniu 1930 roku zmarła w swoim domu przy ul. Chojnickiej 3. Pogrzeb miał miejsce 22 września na cmentarzu w Zblewie, co odnotował w księgach parafialnych ksiądz proboszcz Piotr Zakryś. Z ojcem pozostali trzej synowie – dwudziestoletni Franciszek, młodszy Janek i tutaj urodzony Stanisław.
Stanisław Stachowiak, wdowiec po zmarłej Barbarze, ożenił się po raz drugi z Moniką Trepkowską, która wkrótce namówiła go do zamiany gospodarstwa z panem Kuklińskim z ulicy Kościerskiej. W międzyczasie Franciszek Stachowiak, ojciec Janka, podjął naukę w Publicznej Szkole Dokształcającej Zawodowej w Zblewie w zawodzie młynarza. Praktyczną naukę zawodu pobierał u Wolffy - właściciela młyna w Zblewie. Tę samą szkołę ukończył brat Franciszka - Janek, urodzony w Barmen. Muszę przyznać, że nigdy nie słyszałem o istnieniu takiej szkoły w Zblewie. Wspomina o niej na podstawie ustnych przekazów pani Teresa Krzyżyńska w swojej wartościowej książce „Zblewo” . Dziś, dzięki Jankowi Stachowiakowi, mamy dowód na istnienie tej szkoły w postaci świadectwa jej ukończenia przez Jana Stachowiaka z dnia 15 czerwca 1934 roku.
Franciszek Stachowiak ma bogaty życiorys związany z Towarzystwem Gimnastycznym „Sokół” w Zblewie. Ta prężnie działająca w okresie międzywojennym organizacja skupiała w swych szeregach młodzież (i nie tylko) patriotyczną Zblewa. Tutaj nabierano sprawności fizycznej, młodzi przechodzili szkolenie wojskowe, doskonalili je na ćwiczeniach strzeleckich. Pan Franciszek był jednym z jej filarów. Kiedy przegląda się historyczne już zdjęcia, prawie na każdym widać pana Franciszka Stachowiaka. Zachowane do dziś są jego legitymacje, świadectwa, które w części do tego felietonu załączam.
26 października 1931 roku Franciszek Stachowiak otrzymał kartę powołania do odbycia służby wojskowej w 14 pułku piechoty we Włocławku. Tam został przeszkolony na łącznościowca i 20 marca 1932 roku odkomenderowano go do 21 Batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza 7 drużyny łączności w Niemenczynie, przez który przepływa rzeka Wilia, najdłuższy dopływ Niemna. Dosłużył się stopnia starszego szeregowego i 15 marca 1933 roku, rozkazem Nr 6/33 dowódcy 21 Baonu majora Parkasiewicza został przeniesiony do rezerwy. Radość ogarnęła naszego Franciszka, że szczęśliwie przeszedł przez szkołę życia, jak wtedy i za moich młodych lat nazywano służbę wojskową. Zmężniały, bardziej doświadczony, wrócił do swojej wsi, do Zblewa.
Gertruda Bukowska, by stać się pełnoprawną obywatelką Polski, musiała wystąpić z wnioskiem o nadanie jej obywatelstwa polskiego. Biologiczna matka Gertrudy mieszkała w Niemczech, co skutkowało na obywatelstwo dorastającej w Polsce córki.
Może dowiem się, jak to się stało, że Gertruda Bukowska i Franciszek Stachowiak postanowili iść przez dalsze lata swego życia w związku małżeńskim? No i dowiedziałem się od Janka - było tak.
Gertruda Bukowska i Franciszek Stachowiak byli członkami chóru kościelnego „Cecylia” w Zblewie. Żeby pięknie śpiewać, trzeba chodzić na próby. W chórze śpiewało wiele panien i kawalerów. Franciszek Stachowiak kolegował się z Władysławem Zielińskim. Gertruda Bukowska mieszkała wtedy z ciocią Marianną na Suchym Bagnie w domu pana Kośnika. W tym domu też mieszkała dorodna córka pana Kośnika, do której smalił cholewki Władysław Zieliński. I Franciszek i Władek poślubili wybranki swego serca. 
Franciszek i Gertruda ślubowali sobie przed ołtarzem w zblewskim kościele w środę dnia 17 lipca 1935 roku. Veni Creator Spiritus – Hymn do Ducha Świętego zaintonował organista i dyrygent chóru „Cecylia” pan Izydor Borzyszkowski. W tamtym czasie sakrament małżeństwa udzielany był w dzień roboczy i zazwyczaj odbywał się bez mszy świętej. Nie pamiętam, bym z opowiadań starszych osób słyszał o sypaniu grosików na głowy nowożeńców po wyjściu z kościoła. A z pewnością nikt wtedy nie sypał ryżu, jak to ma miejsce dziś, by go potem zdeptać nogami weselników. To jest bardzo złe postępowanie, godzi w szacunek dla pożywienia i należy je piętnować.
Nastał 1939 rok. Wyraźne zapędy Hitlera do panowania co najmniej nad Europą zmuszały Polskę do przygotowania się do walki z Niemcami. 24 sierpnia 1939 roku Franciszek Stachowiak otrzymał kartę mobilizacyjną z rozkazem stawienia się w macierzystej jednostce we Włocławku, w 33 dywizji piechoty, pododdział łączności. Tutaj zameldował się w niedzielę 27 sierpnia 1939 roku. Niebawem odkomenderowany został do Korpusu Ochrony Pogranicza w Wilnie. 
Gdzieś w okolicach Czerwonego Boru, już w czasie działań wojennych, jego jednostka otrzymała rozkaz odwrotu. Od wschodu nacierały wojska sowieckie. Uciekali przez Litwę, gdzie pojmali ich miejscowi i przekazali oddziałowi NKWD. Po zakończeniu działań wojennych, po rozbiorze Polski przez Niemców i Rosjan, doszło do przekazania Niemcom jeńców wojennych z obozów sowieckich, ale tylko tych, którzy mówili po niemiecku i pochodzili ze strefy okupowanej przez Rzeszę Niemiecką. 
Franciszek Stachowiak z obozu jenieckiego został przetransportowany do firmy Fridrich Weigel w Pruszczu i firmy Bertolda Kelscha we wsi Herren Grebin (Grabina Zameczek) koło Pruszcza. Tutaj pracował najpierw jako młynarz, później jako szofer. Jeszcze przed wojną ukończył w Toruniu kurs na prowadzenie samochodów ciężarowych. Przebywał tu od 18 grudnia 1939 do 11 maja 1940. Stąd skierowany został na roboty przy budowie autostrady w Zblewie, gdzie był operatorem lokomobili „Diesla”. Mimo koszmaru wojny, okupacji, niepewnego jutra miał znośne warunki. Janek o tym nie pisze, myślę jednak, że pan Franciszek mieszkał w tym czasie w swoim domu.
W lipcu 1941 roku pana Franciszka Stachowiaka i wielu innych mieszkańców Zblewa wywieziono na roboty przymusowe na Litwę, Łotwę, do Rosji i Prus Wschodnich. Był maszynistą i kierowcą ciężkich samochodów transportowych. Był też mechanikiem w warsztatach samochodowych. 
Wehrmacht parł na wschód, zajmując duże obszary, najpierw byłych ziem polskich, i dalej Związku Radzieckiego. Jedna i druga strona ponosiła ogromne straty, niszcząc i uszkadzając wiele pojazdów zmechanizowanych. Tutaj przydał się pan Franciszek - przy naprawie samochodów, ciągników i innego sprzętu zmechanizowanego. Niemcom potrzebne były drogi szybkiego ruchu. Autostrada Berlin - Królewiec ciągle znajdowała w budowie. Ponownie przywieźli go na roboty przy budowie autostrady w Zblewie, gdzie pracował od 1 grudnia 1942 do 21 sierpnia 1943 w warsztacie firmy Börsch, obsługującej sprzęt mechaniczny przy budowie autostrady Berlin – Królewiec. Zapewne chciałby tu zostać dłużej, przecież to jego wieś, tu mieszkali bliscy – żona i dzieci. Niestety, w sierpniu 1943 roku wywieziony został na roboty do Emmden. Przeszedł dodatkowe przeszkolenie na ciężkim sprzęcie transportowym i pracował jako kierowca w Einsatz Russland – Nord w miejscowości Goldap, dzisiejszy Gołdap.
Bardzo wiele mężczyzn z Pomorza wcielonych zostało do Organization Tod. Pan Franciszek Stachowiak, jak wynika z dokumentów i zdjęć, pracował tam jako cywil. Dopiero pod koniec wojny wcielony został do tej organizacji.
Kilka zdań historii. Organisation Todt (OT) istniała od 1938 roku na terenie III Rzeszy. Jej założycielem był Fritz Todt. Przed wojną w organizacji byli zatrudnieni wyłącznie Niemcy niezdolni do służby wojskowej i inni, którzy podlegali obowiązkowi pracy w tej paramilitarnej organizacji. Podczas II wojny światowej zatrudnieni tu byli, oczywiście pod przymusem, robotnicy z krajów okupowanych i jeńcy wojenni. Celem organizacji była budowa umocnień, autostrad, portów wojennych i innych obiektów strategicznych. W 1944 roku liczba zatrudnionych sięgała 340 tysięcy. Ponadto do pracy przymusowej zatrudniono 1,4 mln jeńców wojennych i więźniów obozów koncentracyjnych. Fritz Todt nie doczekał końca wojny – zginął w katastrofie lotniczej pod miejscowością Rastenburg (Kętrzyn) 8 lutego 1942 roku. Nadzór nad organizacją przejęła Die Schutzstaffel der NSDAP, czyli zbrodnicza formacja SS podległa Narodowo Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej.
Gdańsk 23 listopada 2013 
Edmund Zieliński
Cdn. 




                       W wieku 14 lat Franciszek Stachowiak wstępuje do "Sokoła" w Zblewie. Podpisy Kołodziejczyka i Piątka








                                              Odznaka Związku Strzeleckiego Franciszka Stachowiaka









                                               Franciszek Stachowiak w wojsku








                                           Świadectwo przyznania odznaki sportowej Franciszkowi Stachowiakowi









              Legitymacja Franciszka Stachowiaka świadcząca o przynależności do "Sokoła". Podpisał Szramka i Piątek.






     
                                               Stwierdzenie obywatelstwa Gertrudy Bukowskiej







Stanisław Stachowiak dziadek Janka




Maria Stachowiak z d.Kortylewska



                                                    Franciszek i Gertruda Stachowiak ze Zblewa






                           
                                 St. Stachowiak w środku z rodziną w Zblewie






                          Klemens Stachowiak 1872 - 1915 - brat Stanisława.








Stanisław Stachowiak, jego syn Stanisław ur. 4.04.1924 w Zblewie i druga żona pana Stanisława - Monya z domu Trepkowska. Zdjęcie z
posesji nr 3 przy ulicy Chojnickiej w Zblewie








Świadectwo ukończenia Publicznej Szkoły Dokształcającej Zawodowej w Zblewie przez Jana Stachowiaka. Historyczne podpisy nauczycieli - W.Kuczkowskiego, Wincentego Kwaśniewskiego i St. Majewskiego








                                   Janek Stachowiak przed rodzinnym domem na ul.Chojnickiej 3 w Zblewie








                                             Środkowy rząd drugi z lewej Franciszek Stachowiak







                                       Pierwszy z prawej Franciszek Stachowiak na robotach przymusowych 1944








                             Franciszek Stachowiak Włocławek 1931








               Franciszek Stachowiak KOP Niemenczyn 1932






 

                                         Pierwszy z prawej Franciszek Stachowiak na robotach przymusowych 1944









dalej »

niedziela, 24 listopada 2013

EDMUND ZIELIŃSKI. JANEK STACHOWIAK I JEGO RÓD CZĘŚĆ IIDrukujE-mail
sobota, 23 listopad 2013
Ojciec Janka – Franciszek Stachowiak, ma bardzo ciekawy życiorys. Jak niewiele dotąd wiedziałem o tym zacnym człowieku, mimo że znałem go osobiście i miałem zaszczyt brać z nim udział w przedstawieniu teatralno-estradowym. O tym w dalszej części opracowania.
Przypomnę, że pan Franciszek urodził się 22 września 1910 roku w Barmen, w Niemczech, z ojca Stanisława i matki Barbary z domu Grzona...
























Tutaj zatrzymam się przy miejscu urodzenia pana Franciszka.
Gdyby Franciszek Stachowiak urodził się dziś, jako miejsce urodzenia urzędnik wpisałby Wuppertal. W 1910 roku obok Barmen istniało miasto Elberfeld oraz osiedla – Ronsdorf, Cronenberg i Vohwinkel. Zespół tych miast w 1929 roku przyjął miano Barmen - Elberfeld, by po zasięgnięciu opinii mieszkańców w 1930 roku przyjąć nazwę Wuppertal. Miasto to słynie między innymi z unikalnej w skali światowej podwieszanej kolejki. Ten środek transportu powstał w 1901 rok i świetnie funkcjonuje do dziś. Jego trasa biegnie wzdłuż rzeki Wupper przez centrum miasta. Pozazdrościć pięknych widoków, swobodnego przemieszczania się i niestania w ulicznych korkach.

Rodzicami Franciszka byli – Stanisław Stachowiak, ur. 12 września 1882 w Żołędnicy koło Rawicza, i Barbara Grzona, urodzona 11 listopada 1881 w Hochstüblau Pr. Stargard (Zblewo Starogard Pruski) według zapisu w dokumentach. Rodzice Franciszka wzięli ślub w Barmen 1 sierpnia 1910 roku.

Janek przesłał mi ciekawą historię poznania się rodziców jego ojca Franciszka. Otóż pan Stanisław Stachowiak odbywał obowiązkową służbę wojskową w Pułku Pruskich Huzarów Królewskich w Hanowerze w randze niższego oficera. Regiment tej formacji stacjonował w Starogardzie. Tak się złożyło, że pan Stanisław zachorował i znalazł się w szpitalu, w którym pielęgniarką była pani Barbara Grzona. Zapewne coś zaiskrzyło w sercach tych młodych ludzi, że mieli się ku sobie. Żołnierska służba nie drużba, gdzie cię poślą, tam służyć trzeba. Po wyzdrowieniu pan Stanisław wyjechał do macierzystej jednostki w pobliżu Barmen. Co robi pani Barbara? Jedzie za wybrankiem swego serca i 1 sierpnia 1910 roku stanęli na ślubnym kobiercu. Tam na świat przychodzi Franz (Franciszek - ojciec Janka) i Johann (Jan). Na zdjęciach Franciszek i Jan Stachowiak w 1915 roku. Na zdjęciu przed sklepem w drugim rzędzie od lewej stoi Barbara Stachowiak. Jest to sklep siostry Barbary, która po mężu nazywała się Teubner.

Dziadkami Franciszka (pradziadkami Janka) ze strony ze strony ojca Stanisława byli – Antoni Stachowiak i Marianna z domu Kortylewska, poślubieni sobie 4 lutego 1872 w Zakrzewie. Świadkami zawarcia małżeństwa byli – Antonius Kędzia i Mathias Michalak. Marianna Kortylewska urodziła się 14 sierpnia 1852 roku w Zakrzewie pow. Rawicz. Jej rodzicami byli Łukasz i Magdalena Łapawianka. Ochrzczona została 22 sierpnia 1852. Jej rodzicami chrzestnymi byli Antoni Kortylewski i Marianna Wolna. Posiadali gospodarstwo rolne. Marianna umiera 26 kwietnia 1907 roku w Poznaniu.
Antoni Stachowiak urodził się 17 maja 1845 W miejscowości Kawcze powiat Rawicz. Jego rodzice to Michał i Marianna Kędziora. Byli właścicielami gospodarstwa rolnego. Ochrzczony został 18 maja 1845. Rodzicami chrzestnymi byli Adryan Wawrzyniak i Małgorzata (w zapisach brak nazwiska). Antoni w swoim życiu był właścicielem małego przedsiębiorstwa przewozowego, stangretem, strażnikiem leśnym, należał też do spółki tramwajów konnych w Poznaniu. I tutaj bardzo ciekawa historia o smutnym zakończeniu. Otóż Antoni Stachowiak był powożącym tramwaje konne (czy tak nazywała się ta profesja?) w Poznaniu. Tam na Starym Rynku dnia 22 października 1898 roku powożąc tramwajem dostaje udaru serca i umiera. Miał zaledwie 53 lata. Zdarzenie to zostało odnotowane w Kronice Miasta Poznania. Dla rodziny to był cios – osierocił dziewięcioro dzieci. Marianna z najstarszymi dziećmi – Klemensem urodzonym 26 października 1872 roku, Tomaszem, Pelagią i Ludwikiem wychowała pozostałe dzieci. Najmłodsza była Helena, ur. 30 czerwca 1891 roku. Helena była pierwszym dzieckiem z tej rodziny urodzonym po za domem w Klinice Położniczej. Kiedy miała 16 lat, umarła mama Marianna. Wychowywaniem siostry Heleny zajęła się najstarsza siostra Pelagia. Fakt ten skrupulatnie odnotowali pruscy urzędnicy, kiedy Helena przebywała w majątku swojej najstarszej siostry Pelagii w Czerniejewie. Antoni i Marianna leżą na cmentarzu w Poznaniu.

Kilka zdań na temat tramwajów konnych w Poznaniu. 30 czerwca 1880 roku przedsiębiorcy - Otto Reymer i Otto Masch, otrzymali koncesję na budowę konnej linii tramwajowej (Pferdeeisenbahn) i założyli spółkę Reyner&Masch. 31 lipca pierwszy konny tramwaj wyruszył na trasę sprzed Dworca Centralnego do Starego Rynku. Tramwaje konne jeździły w Poznaniu do 1898 roku, bowiem już w listopadzie 1897 roku Posener Strasenbahn (tramwaje poznańskie) uzyskał pozwolenie na budowę tramwajowej trakcji elektrycznej (Źródło; J. Wojcieszak – Poznańska kolej konna).

Dziadkami Franciszka ze strony matki Barbary byli – Józef Grzona (gospodarz) i Julianna z domu Drews. Obaj leżą na cmentarzu w Zblewie.

Cdn.

Gdańsk 18 listopada 2013
Edmund Zieliński 




Barmen - przed sklepem rodzinnym - w środku wyżej Barbara Stachowiak




Barmen 1915 - braciszkowie Franek i Jan Stachowiak




Barmen - podwieszana kolejka




Stanisław Stachowiak dziadek - Janka Stachowiaka



Zgłoszenie urodzenia St.Stachowiaka - dziadka Janka



Siostry Stanisława Stachowiaka. Stanisława ur.1888 i Helena ur.1891




Barmen - przejechać się takim autem, ale frajda!




Barmen - Barbara Stachowiak z synami - Franciszkiem i Janem



Dokument o pochówku Barbary Stachowiak na cmentarzu w Zblewie. Podpisał ksiądz Piotr Zakryś

wtorek, 12 listopada 2013


EDMUND ZIELIŃSKI. JANEK STACHOWIAK I JEGO RÓD – CZĘŚĆ IDrukujE-mail
wtorek, 12 listopad 2013
Mój przyjaciel, Janek Stachowiak, mieszka z rodziną w Niemczech w miejscowości Breisach nad Renem. Pilnie śledzi wydarzenia związane ze Zblewem, miejscem swego urodzenia, czyta wszystko, co napiszę na stronę Wirtualnego Kociewia. Zagląda na strony Kuriera Zblewskiego, czyli chce wiedzieć jak najwięcej o swoich rodzinnych stronach. Zaczął dzielić się ze mną wiadomościami na temat swego rodu. Otrzymałem bardzo dużo zdjęć rodzinnych i fotokopii dokumentów. 









Janek powiedział mi, że mogę to wszystko wykorzystać, a najlepiej gdybym opisał dzieje jego rodu. Zgodziłem się bez wahania.
Chodzić "śladami przeszłości" to moje hobby, a przywracać współczesnym dawne, niekiedy zapomniane już historie, to czysta radość, zwłaszcza, że dotyczą one byłych mieszkańców Zblewa i innych miejscowości naszego Kociewia. Mieliśmy przyjemność spotkać się z Jankiem i jego żonką Hanią latem tego roku. Najpierw w Radziejewie, później u nas na Zaspie. Stwierdziliśmy, że "nadajemy na tej samej fali", mamy podobne zainteresowania, a że dzieli nas wieleset kilometrów? Dziś, to żadna przeszkoda w utrzymaniu kontaktów towarzyskich, zwłaszcza gdy posługujemy się Internetem.
Państwo Stachowiakowie mają piękny domek w Radziejewie, który służy im w okresie lata za bazę wypadową do wojaży po Polsce i krajach ościennych. Są na zasłużonej emeryturze, która pozwala im na godne życie. Nam, emerytom, nijak równać się do emerytur zachodnich sąsiadów.

                                           
                                                                            Hania i Janek Stachowiak z Danutą Zielińską w Radziejewie


                                                                Dokument Gertrudy Bukowskie

Janek z zawodu jest elektrykiem i to dobrym. Wtrącę tutaj stwierdzenie mojego wykładowcy, że elektryk znajduje się na najwyższej półce w zawodach rzemieślniczych. Janek wykorzystał umiejętności swego zawodu mieszkając w Polsce, jak i w Niemczech. Przez ostatnie lata przed wyjazdem do RFN piastował niezłe stanowisko w gospodarce rolnej, przynoszące dochody do godnego utrzymania rodziny. Jednak tam zarabiał więcej. O Janku, jego żonce Hani i ich dzieciach będę pisał w innym rozdziale mego opracowania. Teraz o rodzicach Janka, a szczególnie o pani Gertrudzie – jego mamusi.


Potwierdzenie obywatelstwa polskiego Gertrudy Bukowskiej
Dokument o chrzcie Cecylii Bukowskiej podpisał ksiądz proboszcz zblewski Piotr Kreftt

                                                   Świadectwo szczepienia Gertrudy Bukowskiej

Rodzice Janka to:  Franciszek Stachowiak - urodzony 22 września 1910 roku w Barmen w Niemczech i Gertruda Bukowska - urodzona 11 kwietnia 1914 roku w Zblewie (ochrzczona 17 kwietnia 1914). Związek małżeński zawarli w Zblewie dnia 17 lipca 1935 roku. Z tego związku urodzili się Franek, Heniek, Trudzia, Janka i Janek. O nich też później.
Gertruda Bukowska była dzieckiempanieńskim – jej matką była Cecylia Bukowska urodzona 14 lipca 1887 roku w Hochstüblau – tak wtedy nazywało się Zblewo, i następnego dnia została ochrzczona. Wtedy dzieci chrzciło się jak najszybciej. Dziś zdarza się, że do tego sakramentu przystępują na własnych nogach. W 1915 roku poślubiła mężczyznę o nazwisku Knopf. Zamieszkali w miejscowości Altenderne koło Drezna. Knopf miał gospodarstwo i firmę związaną z produkcją cukru i innych artykułów spożywczych. Kiedy Gertruda miała dwa latka, zamieszkała z matką i ojczymem w Niemczech. Od niemowlęctwa wychowywana była przez Mariannę Bukowską - siostrę Cecylii. To sprawiło, że pobyt w Niemczech był dla niej ciężkim ciosem. Tęskniła bardzo za swoją ciocią Marianną do tego stopnia, że po półrocznym pobycie mama przywiozła ją z powrotem do Zblewa i dalej była wychowywana przez swoją kochaną ciocię, traktowaną przez rodzeństwo Janka jak najlepszą babcię. Janek mówi tak: Nasza kochana Buśka wyniańczyła całe moje rodzeństwo. Była dla nas PRAWDZIWĄ BABCIĄ. To ona uczyła nas poznawać świat, uczyła modlitwy, szanować ludzi i rodziców. Codziennie o niej myślę i w trudnych chwilach zwracam się do niej z pytaniem: "Jak Buśko byś postąpiła…".


Dokument urodzenia Gertrudy Bukowskiej wystawione przez położną Franciszkę Zakrzewską ze Zblewa


 
dokument chrztu prababci Janka Stachowiaka Antoniny Czapskiej



Poświadczenie obywatelstwa Marianny Bukowskiej



                                                  Dowód osobisty Gertrudy Bukowskiej

Mama Gertrudy przysyłała środki na utrzymanie córki, jednak kontakt osobisty był bardzo rzadki. Ostatni raz widziała się ze swoją córką w 1941 roku. Po wojnie Gertruda poszukiwała swojej mamy za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. Otrzymała z tej instytucji wiadomość, że jej mama, Cecylia, zginęła podczas alianckich nalotów na Drezno przeprowadzonych w dniach 13 – 15 lutego 1945 roku. Wojna już się kończyła, zwycięstwo aliantów nad Niemcami hitlerowskimi było już w zasięgu ręki. Czy potrzebna była jeszcze śmierć tysięcy ludzi i zagłada miasta, które dotąd nosiło miano Florencji północy? Mnie się wydaje, że nie. Może Churchill mścił się za zniszczone przez Niemców Coventry w 1942 rok? Nigdy więcej wojny!
Rodzicami Cecylii byli Ignatz Bukowski i Antonia (w niektórych zapiskach Antonina) Czapska urodzona 15 grudnia 1847 roku, a ochrzczona 19 grudnia 1847 roku w Kischau (Kiszewa). Rodzicami Antonii byli - Johann Czapski i Johanna Nierżołowska. Mogę powiedzieć, że Janek korzeniami swego rodu sięga początku XIX wieku. Czapscy w Ober Malikau (dziś Maliki Górne), posiadali duże gospodarstwo, jezioro i las. Tutaj staje mi przed oczyma gospodarstwo mojego dziadka Franciszka w Białachowie, gdzie też był las i jezioro, gdzie słońce inaczej świeciło, a las sosnowy, konarami zaglądający w okna gospodarstwa miłą wonią i kojącym szumem łagodził trud ciężkiej pracy rodziny Zielińskich, a ptaszki jak śpiewały? I tu zostały tylko wspomnienia.
Ród Czapskich wywodzi się Góry i Strugi. Różnie w tym rodzie bywało. Ktoś był bardzo rozrywkowym człowiekiem, inny grał w karty, a hazard i dziś z bogacza robi biedaka. Cecylia i Ignatz ślub zawarli 21 lipca 1872 roku w Zblewie, jeszcze w starym kościółku, który stał w okolicach starej plebanii. Ignatz miał wtedy lat 35, a Antonia 25. Świadkami zawarcia małżeństwa byli Johann Tuszyński i Stanisław Prabucki.
Dziadek Gertrudy Ignatz Bukowski – pradziadek Janka, był stolarzem i wraz z krewnymi – Bukowskim, Domskim i Czapskim, prowadził firmę produkującą skrzynie i wozy w Starogardzie. Firma mieściła się w sąsiedztwie przepływającej przez miasto Wierzycy, przy dzisiejszej ulicy Mostowej.
Gdańsk 4 listopada 2013 Edmund Zieliński
Cdn.

dalej »