środa, 12 czerwca 2019

Matko Boża Piasecka - witaj w Zblewie

 Matko Boża Piasecka – witaj w Zblewie!
I stało się. Miała stać w ogrodach diecezji pelplińskiej -  stanęła w Zblewskim kościele. A jak to się stało – opowiem.
Prezes Oddziału Kociewskiego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Zblewie, pan Tomasz Damaszk, zaproponował znanemu artyście rzeźbiarzowi ze Zblewa, panu Markowi Pawelcowi, wykonanie kopii figury Matki Bożej Piaseckiej, znajdującej się w sanktuarium w Piasecznie. Zamiar był taki, by ta figura stanęła w  ogrodzie diecezjalnym w Pelplinie, wzorem figury  Matki Bożej Sianowskiej tam stojącej. Pan Marek zabrał się z ochotą do przygotowania  materiału i po uzyskaniu odpowiedniego klocka lipowego drewna – dłuta poszły w ruch.
Co do rzeźby, Marek lubi się zemną konsultować, tak było i tym razem. Przysyłał mi zdjęcia z postępu prac, informował o swych dziele panią Ewę Gilewską - kustosz z muzeum etnograficznego w Oliwie, zainteresowaną postępem w pracy twórczej,  naszego nowego członka Stowarzyszenia Twórców Ludowych, jakim od roku jest Marek Pawelec.
Po kilku tygodniach, dowiedziałem się od Marka, że gospodarze ogrodu diecezjalnego nie bardzo widzą w jego wystroju figurę wyrzeźbioną przez Marka, bo kolorowa i nie do końca wierna oryginałowi.  Ja namawiałem autora do pokrycia polichromią figury, zgodnie z oryginalną kolorystyką cudownej figury Matki Bożej Piaseckiej. Podobno, mogłaby ostatecznie zostać przyjęta i umieszczona w jakimś innym miejscu. Powiedziałem Markowi, że zrobi jak zechce, to jego dzieło, ale ja bym się nie zgodził na tego rodzaju rozwiązanie. Podpowiedziałem, że w Zblewie też jest kościół.
Na propozycję Marka, by figura znalazła swoje miejsce w kościele w Zblewie, ks. proboszcz Zenon Górecki przystał bardzo chętnie. Pobłogosławieniu figury Matki Bożej Piaseckiej nadano uroczystą oprawę. Postanowiono, że 25 maja,  autor rzeźby z żonką i córka Olą, w towarzystwie chóru kościelnego p.w. św. Cecylii i księdza prałata Zenona góreckiego,  pojadą do Piaseczna, by pobłogosławić figurę Matki Bożej Piaseckiej. Przed apelem jasnogórskim odmówiono wspólnie różaniec, po czym  kustosz sanktuarium w Piasecznie, ks. Andrzej Ossowski, poświęcił figurę. Wyjazd do Zblewa, i tutaj przy świecach, kopia cudownej figury Matki Bożej Piaseckiej, przed północą, została wprowadzona do Zblewskiego Kocioła. Figurę umieszczono na stelażu w prezbiterium, by wierni przez niedzielę mogli podziwiać Marka dzieło. Docelowym miejscem stał się filar pod chórem, gdzie rzeźba Matki Bożej Piaseckiej, wykonana rękami Marka Pawelca, pozostanie na zawsze.
Kilka słów o autorze.
Marek Pawelec zaczął rzeźbić w 1999 roku. Organizowałem wówczas rzeźbiarzy do pracy przy budowie ołtarza papieskiego w Sopocie z okazji przyjazdu do Polski naszego papieża Jana Pawła II. Ołtarz zaprojektował ś.p. scenograf Marian Kołodziej. Tłem ołtarza miały być kapliczki, figury  i krzyże przydrożne z polskich dróg. Wiedziałem, że Marek jest zdolnym stolarzem rzemieślnikiem, zaproponowałem mu wykonanie krzyża z pasyjką na ołtarz papieski. Marek chętnie to wykonał i na archiwalnych zdjęciach można zobaczyć na prawym skrzydle ołtarza wysoki krzyż Marka. To był początek, a potem to już Marka było wszędzie pełno. Na terenie gminy jest wiele kapliczek z figurami wykonanymi przez Marka, z kilkoma stacjami Drogi Krzyżowej przy kościele w Bytoni włącznie. Jego zdolności artystyczne zauważono i w północnych regionach naszego Pomorza. Jego prace znajdują się w kościele w Białogardzie i w hospicjum w Gdyni. Jeden z krzyży zwieńczających ołtarz w kościele p.w. św. Brygidy w Gdańsku, to też Marka dzieło. 99% jego dzieł, to darowizny. Powiada, że Pan Bóg wie, po co to wszystko robi.
Gdańsk 4 czerwca 2019                                                    Edmund Zieliński




                                Rzeźba Matki Bożej Piaseckiej przed nałożeniem polichromii



                                                Gotowa figura Matki Bożej Piaseckiej



          Państwo Bożena i Marek Pawelcowie z figura Matki Bożej Piaseckiej w kościele w Zblewie





                    Figura Matki Bożej Piaseckiej na docelowym miejscu w kościele w Zblewie

sobota, 20 kwietnia 2019


                         Szanowna Rado Gminy Zblewo
Od wielu lat nurtuje mnie myśl upamiętnienia w jakiś sposób miejsca lokalizacji starego kościoła  parafialnego w Zblewie  i  leżącego wokół niego cmentarza. Kiedy w 1954 zamieszkaliśmy w Zblewie, pierwsze, co dostrzegłem w sąsiedztwie zamieszkania, były resztki nagrobków w sąsiedztwie starej plebanii. Dominował krzyż nagrobny, ten sam, który widnieje na fotografii z 1935 roku. W rozmowie z moim ojcem często poruszałem temat przeszłości Zblewa, a szczególnie lokalizacji starego kościoła i cmentarza. Ojciec mówił, że kościół był drewnianej konstrukcji i, według opowiadań starych zblewiaków,  zapadł się w grząskim bagiennym podłożu.
Dość szczegółowo na temat starych kościołów w Zblewie opisuje w swym opracowaniu Krzysztof Kowalkowski, opierając się  na wydanej w 1928 roku książce „Diecezja Chełmińska. Zarys historyczno statystyczny”.
Kiedy w latach 1878 – 1880 z inicjatywy księdza dziekana Hieronima Trentowskiego wybudowany został nowy kościół, po starym ślad zaginął.  Pozostało zaledwie kilka detali po tamtym kościele jak, kamienne kropielnice, prawdopodobnie krzyż procesyjny i chrzcielnica. Pod chórem dzisiejszego kościoła stały jeszcze w latach 60 XX wieku stare, pięknie profilowane, dębowe ławy ze starego kościoła.
W latach 70 XX wieku ówczesny ksiądz proboszcz nakazał zniwelowanie starego cmentarza i posadzenie tam drzew owocowych. Drzewa nie wyrosły, bo cmentarz chciał być cmentarzem, a nie sadem.  
Konkludując, proszę wziąć pod możliwość upamiętnienia tego  historycznego miejsca jakimś znakiem. Może obelisk z płaszczyzną zawierającą  informację o cmentarzu i starych kościółkach. Obok mógłby też stanąć krzyż drewniany z napisem „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie”.
Pamiętajmy o przeszłości, by pamiętano o nas w przyszłości.
Gdańsk 30 marca 2019                                                
                                                                                        Serdecznie pozdrawiam
                                                                                              Edmund Zieliński

    Szanowni Państwo
    Nominowani i Laureaci Nagrody „Kociewskie Pióro 2018”
Przyjmijcie, proszę, od starego zblewiaka, serdeczne gratulacje z okazji zauważenia Państwa, a tym samym, nagrodzenia tą miłą nagrodą, waszego zaangażowania w życie społeczne, gospodarcze i kulturalne naszego kochanego KOCIEWIA.
Niech ta nagroda uskrzydli Wasze działania, by o naszej Małej Ojczyźnie mówiła  cała Rzeczypospolita.
                                                         Serdecznie pozdrawiam
                                                              Edmund Zieliński
Gdańsk 29 marca 2019 roku.                               

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Franciszek Wysokiński Przyjaciel chorych nie żyje



                                                                 



Miałem przyjemność spotkać się osobiście z lekarzem Panem Franciszkaiem Wysokińskim. Ale najbardziej znałem go z opowiadań ludzi chorych. Był postacią bardzo znaną, nigdy nieodmawiającą pomocy ludziom w różnych dolegliwościach. Często chorzy polecali, jeden drugiemu, lekarza Pana Franciszka mówiąc; jyno idź do Wisokińskiygo, ón ci pomoże. Jego diagnozy były zazwyczaj trafne, jednak nie wymądrzał się i w razie jakichkolwiek wątpliwości kierował pacjenta do właściwego specjalisty.
Po skończonych studiach, od 1953 roku praktykował w Szpitalu Powiatowym w Starogardzie,  dziś znajduje się tam Dom Opieki Społecznej. Po sześciu latach podejmuje praktykę w Gminnym Ośrodku Zdrowia w Osiecznej. Po kilku latach, bo w 1962 roku podjął praktykę w  Ośrodku Zdrowia w Kaliskach, gdzie leczył ludzi do końca swoich dni.
Kiedy zachorował mój starszy brat, ten poprosił o zbadanie Pana Franciszka Wysokińskieko. Diagnoza była jednoznaczna – nowotwór trzustki. Miałem okazję jechać do szpitala w Starogradzie na wizytę do mego brata samochodem Pana Franciszka Wysokińskiego. Jadąc, rozmawialiśmy o różnych sprawach. O chorobie brata też. To było moje przedostatnie spotkanie z tym zacnym człowiekiem. Ostatni raz spotkaliśmy się u naszego przyjaciela w ogrodzie, było to latem, może z sześć lat temu. Odwiedziłem przy jakiejś okazji państwa Bernarda i Renatę Danaszków. Rozsiedliśmy się przy herbacie w ogrodzie pełnym drzew i dojrzewających owoców. Jednym  z tematów był wpływ herbaty rumiankowej na nasz organizm, że jednym służy innym nie, że też ma swoje skutki uboczne. Ja odjechałem, a Pan Franciszek Wysokiński rozprawiał dalej z Bernardem.
Dziś nie ma już wśród nas ani Bernarda, ani Pana Wysokińskiego. Może dalej debatują w niebieskim ogrodzie, tym razem o ziemskim życiu i jego wpływie na uzyskanie szczęśliwości wiecznej.
Szanowny Panie Franciszku! Dziękujemy za twoje dobre serce, że dla chorego byłeś nie tylko lekarzem, ale przede wszystkim przyjaznym człowiekiem. Dobry Boże obdarz Go Szczęśliwością Wieczną.
W 2003 roku  Rada Gminy w Kaliskach uhonorowała Pana Franciszka Wysokińskiego tytułem Honorowego Obywatela Gminy Kaliska.

Gdańsk 7 stycznia 2019                                                 Edmund Zieliński

Julek

  Często wspomnieniami wracam do mojego Zblewa i szukam w pamięci ludzi, którzy kiedyś żyli w tej wsi i w jakiś sposób zapisali się w mojej pamięci. Do takich osób należy, dawno nieżyjący już pan Julek.  Nie wiedziałem  skąd się wziął, gdzie jego ród, według wspomnień ś.p. Konrada Mindykowskiego, nazywał się Prabucki. Dzięki pani Hani z USC w Zblewie, uzupełniłem dane naszego Julka. Rzeczywiście nazywał się Prabucki i miał na imię Juliusz. Urodził się 25 czerwca 1901 roku w Zblewie przy ul Głównej 32. 
                 Kiedy zamieszkaliśmy w Zblewie, Julek już tam był. Mieszkał przy ulicy Głównej w starym przedszkolu, gdzie mieszkali państwo Lubiejewscy, Zalewscy, Jasińscy i inni. Mieszkał sam, nie wadząc nikomu. Z czego się utrzymywał? Jak napalił w piecu w miejscowej gospodzie, i pozbierał ze stolików kufle po piwie, to pewnie  papierosy i jedzenie dostał. Ale jego szczególnym zajęciem było utrzymywanie w czystości ulicy Głównej. Miał dwukołowy wózek ze skrzynią, do której ładował wszelkie nieczystości. Najwięcej było końskiego nawozu, który zmiatał z jezdni. Sprzątał też rynek po czwartkowych targach, gdzie handlowano wszystkim, warzywami, prosiakami czy pasmanterią. A, że gospodarze zajeżdżali furmankami konnymi, to i słoma się walała, siano i koński nawóz. Przypomnę, że rynek był tu, gdzie dziś jest parking samochodowy i Dom Kultury stoi.  Zimową porą odśnieżał również chodniki. Zapewne za tą czynność gmina jakieś pieniądze Julkowi wypłacała. To był bardzo spokojny człowiek. Niewiele mówił, chodził przy laseczce z pochyloną głową, jakby szukając śladów swej przeszłości.
                 Przyszedł taki dzień, że zabrakło Julka z wózkiem na ulicy. Dla wielu było dziwnym, że go nie widać . Czyżby zachorował? Okazało się, że został umieszczony w Domu Pomocy Społecznej w Kościerzynie. Kto mu to załatwił – nie wiem do dziś. Zapewne miałby tam spokój, wikt i opierunek. To jednak Julkowi nie przypadło do gustu. Był człowiekiem wolnym i z dnia na dzień znalazł się w smutnej rzeczywistości, gdzie obowiązywał regulamin, obce twarze, na których rzadko pojawiał się uśmiech czy zwyczajna życzliwość. Czuł się jak ptak w klatce, który dostaje jeść, każą mu śpiewać, ale brakuje wolności, jaka należna jest każdemu stworzeniu. Jednego dnia zamknął za sobą drzwi nowego siedliska, i pieszo, jak pielgrzym, przywędrował do swojej wsi. Złapał za dyszel swojego wózka i jak dawniej, doglądał czystości swojej ulicy. Chciał być wśród swoich i czuł się im  potrzebny.
                     Z jakichś przyczyn Julek w 1963 roku przeprowadził się do gminy Przodkowo. Zapewne dawno, jak pożegnał ten świat. Obraz Zblewa, a szczególnie ulicy Głównej, znacznie odbiega od czasów Julka. Zmienił się wystrój, wiele starych domów zastąpiono nowymi. Nie ma starego spichlerza. Powstało wiele innych obiektów jak, Bank, Dom Towarowy, Straż Pożarna, Urząd Gminy, Poczta. To zupełnie inny świat, w którym Julek, ze swoim wózkiem, stał się już prawie zapomnianym faktem z dziejów dawnego Zblewa.
Gdańsk 16 grudnia 2018 (niedziela)                                               Edmund Zieliński

wtorek, 13 listopada 2018

Drogą Krzyżową ku Niepodległej

 Drogą Krzyżową ku Niepodległej
             
                   Gdybym mógł się cofnąć w czasie do lat, kiedy żyli jeszcze moi dziadkowie, rodzice, wujkowie i ciocie, zapewne dowiedziałbym się, jak powitali koniec I wojny światowej i powrót Pomorza do Polski.  Owszem, coś tam wspominali i niewiele z tego zapamiętałem. Wiem, że mój dziadek Franciszek wrócił z frontu zachodniego z okolic Lille we Francji. Wrócił też z tamtych stron mój wujek Konrad. To była okrutna wojna, zwłaszcza dla żołnierzy pochodzenia polskiego.     Tak potoczyły się ich losy  na poplątanych ścieżkach tamtej wojny, że niejednokrotnie walczyli przeciwko sobie. Zaborcy, na potrzeby swych frontów, zaciągali w szeregi armii  mężczyzn z zagrabionych terenów Rzeczypospolitej. Strzelający do siebie niejednokrotnie słyszeli w przeciwnym okopie jęki i zawołania – Jezus Maria, czy mamo! Wypowiedziane w ostatnim tchnieniu w języku polskim. Niejednemu żołnierzowi pękało serce z rozpaczy – zabiłem swego rodaka! To głównie dotyczyło frontu wschodniego.
               Wreszcie nadszedł ten upragniony, przez walczące strony, dzień. Zamilkły działa, a w wagonie kolejowym  w Compiégne Niemcy podpisali podyktowane przez państwa ententy warunki rozejmu. Było to 11 listopada 1918 roku o godzinie 11. W  powojennym chaosie, gdzie wszyscy chcieli rządzić, gdzie komuniści pchnęli Niemców do rewolucji – odradzała się nasza Rzeczypospolita Polska. Na Pomorze wróciła kilkanaście miesięcy później. Gen. Haller ze swoją błękitna armią do Zblewa wkroczył na początku lutego 1920 roku, a 10 lutego dokonał w Pucku zaślubin z Bałtykiem.
          Moi dziadkowie Redzimscy w tym czasie mieszkali w Janinie, parafia Godziszewo. Tam urodziła się moja mama i jej siostra Agata. Ciocia Aga tak wspomina uroczystość związaną z odzyskaniem przez Polskę niepodległości: Chodziłam do szkoły w Jastrzębiu, a do kościoła jeździliśmy bryczką do Godziszewa i Obozina – był tam taki mały kościółek, filia parafii w Godziszewie. W tamtym czasie msze święte w Obozinie sprawowane były raz na miesiąc. Moim nauczycielem był pan Bolesław Brzóskowski. To on zorganizował tę uroczystość, a ja deklamowałam wiersz. Pamiętam go i powiem:

Wiary, wiary Ci potrzeba ukochany Polski ludu.
Wiesz, ze Polska zmartwychwstała i dożyłeś tego cudu?
Nie trać wiary drogi ludu, choćby piekło się zmówiło,
Choćby jeszcze w krwawszej doli cały naród pogrążyło.
Wierz i pracuj dla tej Ziemi, w której naszych ojców kości
modlą się prochami swymi.
Żadna przemoc nas nie złamie,
żaden wróg nas nie pokona,
dopóki ta wiara żywa,
w własnej piersi nam nie skona.

               W 1994 roku namalowałem na szkle „Kociewska Drogę Krzyżową” i przekazałem z odpowiednim komentarze do zbiorów muzeum etnograficznego w Oliwie. Komentarz do poszczególnych stacji nawiązuje do czasów związanych z odzyskiwanie niepodległości na terenie Kociewia. Zamieściłem w tym opracowaniu wyjątki z komentarza związane z dążeniami mieszkańców Kociewia do odzyskania niepodległości.
                „Ucisk germanizacyjny, powolne tempo uwłaszczania i trudności gospodarcze, szczególnie w latach 1841 – 1847, spowodowały sprzyjający klimat dla działalności emigracyjnego Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, kierującego przygotowania do zbrojnego powstania w całym kraju” (Ziemia Starogardzka - Wacław Odyniec, Kazimierz Podoski, Andrzej Sobociński  str.58). Czyniono przygotowania do powstania w Starogardzie. Wyprawie powstańców na Starogard przewodził Florian Ceynowa. Informacje o przygotowaniach do walki zbrojnej  dotarły do władz pruskich, które postawiły w stan alarmu garnizon w Starogardzie. Wyprawa skończyła się niepowodzeniem. Władze pruskie dokonały licznych aresztowań. W procesie berlińskim  z 1847 roku, oskarżono z całego zaboru pruskiego 254 osoby, w tym 66 osób z Pomorza Gdańskiego. Na karę śmierci skazano Elżanowskiego, Ceynowę, księdza Łobudzkiego, Kleszczyńskiego i Sadowskiego. Rewolucja marcowa 1848 w Berlinie uwolniła skazanych.
                          W roku 1887 zmarł właściciel Pinczyna – Niemiec Freundt. Ziemia, którą pozostawił liczyła 1200 hektarów. Chłopi z Pinczyna postanowili wykupić ten areał. 8 lipca 1888 roku zawiązano spółkę o nazwie „Związek Rolny i Kredytowy”. Działki, budynki i inwentarz żywy i martwy, był własnością spółki. Do chłopów należały jedynie płody rolne. Niewolno było na działkach budować żadnych obiektów. Władze pruskie liczyły, że te utrudnienia zniechęcą chłopów do gospodarowania. Niejaki Stopa kupił sobie  wóz cygański i w nim zamieszkał, przesuwając go co kilka metrów, by władze nie mogły uznać go za coś stałego. Tak trudzono się 5 lat. W roku 1893 nowy Zarząd, a w szczególności ksiądz Józef Larisch wprowadził spółdzielców na dogodniejsze drogi.
               Zaborcy, by umocnić się na tych terenach, rugowały język polski z sądownictwa, administracji, wreszcie ze szkół elementarnych. W lipcu 1873 roku Nadprezydent  prowincji Prus Wschodnich i Zachodnich wydał zarządzenie, że w szkołach ludowych „we wszystkich przedmiotach naukowych, językiem wykładowym jest język niemiecki. Wyjątek stanowi jedynie nauka religii i śpiewu kościelnego w niższym oddziale”. I te resztki języka polskiego zniesiono w 1887 roku. Te i inne zarządzenia doczekały się odwetu w postaci strajku szkolnego na Pomorzu, który objął około 100 tysięcy dzieci. Na wiecu w Starogardzie  13 listopada 1906 roku mówił poseł Jan Brejski – Dzieciom polskim należy się w szkole nie tylko polska nauka religii, lecz także nauka polskiego czytania i pisania i polski wykład wszystkich innych przedmiotów, bo tak nakazuje zdrowy rozum. O wytrwanie i do oporu agitował również ksiądz Jan Olszewski z Osieka. Strajk rozpoczął się w październiku 1906 roku i strajkowało wtedy 31 szkół. W listopadzie zastrajkowało dalszych 11 szkół . Łącznie strajkiem objętych było 48 szkół na 89 istniejących w powiecie Starogardzkim. Na 8 tysięcy dzieci, 5,5 tysiąca strajkowało. Nauczyciele, Niemcy, nie żałowali trzcin. Niekiedy musiał interweniować lekarz.  Ujmującymi się za swoimi dziećmi rodzicom wytoczono procesy. Skazano 25 osób na kary więzienia i grzywny. Strajk na Kociewiu dał wyraz dążności do połączenia się z innymi ziemiami Polski.
            U progu niepodległości chłopi na Kociewiu nie czekali bezczynnie, aż nadejdą wojska polskie. Niejaki Maksymilian Kitowski – murarz, zorganizował oddział chłopów z Kościelnej i Starej Jani. Uzbroili się w łomy i łopaty i ruszyli na Bobrowiec, gdzie zamieszkiwali koloniści niemieccy. Była to jesień 1918 roku. Koloniści niemieccy byli uzbrojeni, a celem oddziału Kitowskiego było rozbrojenie ich, pozyskanie broni palnej oraz zamanifestowanie praw Polski do ziemi kociewskiej i całego Pomorza. Podobne wystąpienia miały miejsce w Pinczynie, Szpęgawsku, Zdunach, Wolentalu.
                         Od listopada 1918 roku, na skutek żądań opinii polskiej, przy landracie pruskim urzędował komisarz polski, który miał prawo ingerować w wszelkie zarządzenia pruskie o charakterze lokalnym. Był nim właściciel fabryki chemicznej w Starogardzie – Czesław Nagórski.
Pod wpływem Narodowej Demokracji, w powiecie starogardzkim powstała Powiatowa Rada Ludowa, Straż Policyjna i władze administracyjne. Staraniem Powiatowej Rady Ludowej wprowadzony został w szkołach język polski jako wykładowy. W styczniu Rada Powiatowa i gminne powołały do życia Komitety Obywatelskie, które przyjmowały żołnierzy polskich 29 stycznia 1920 roku. Tym samym i Pomorze włączone zostało w granice Rzeczypospolitej Polski.
          Jest wiele osób zasłużonych na drodze wiodącej ku niepodległości. Wymienię kilka z nich: ks. Stanisław Hoffman proboszcz z Pinczyna, ks. Gregorkiewicz, ks. Konstantyn Krefft. To on wraz z wójtem Władysławem Szwedowskim witał  po staropolsku, czyli chlebem i solą,  żołnierzy polskich przyłączających Zblewo do Polski.  Wieś nasza, wraz z odzyskaną wolnością, rozwijała się gospodarczo, kulturalnie i sportowo. Kwitł handel różnych branż, były restauracje i hotele. Nie brakowało warsztatów usługowych, były tartaki i młyny.
               Tak Zblewo, jak i  nasz kraj wkroczył na drogę dynamicznego rozwoju w każdej dziedzinie. Powstało nowe miasto Gdynia z jej najnowocześniejszym portem na Bałtyku. Prężnie rozwijał się  Centralny Okręg Przemysłowy, powstawały nowe gałęzie przemysłu. Niemal od podstaw zbudowano przemysł zbrojeniowy, w którym produkowano nowoczesne uzbrojenie, w wielu wypadkach przewyższające techniczne rozwiązania krajów rozwiniętych. Rozrastała się flota morska i powietrzna. Z każdym rokiem żyło się coraz lepiej. Trzeba nam było jeszcze pięć lat, by stać się potęgą Europy. Niestety, naszym sąsiadom, zwłaszcza Niemcom, niebyło to w smak i robiono wszystko, by nas unicestwić. Jak to było dalej? Wiemy i oby nigdy więcej to się nie powtórzyło.  W Bogu nadzieja.
Gdańsk 11.11.1918                                                        Edmund Zieliński




Zblewo ul Główna w czasie zaborów. Po prawej dom pana Kamińskiego, piekarza. Po prawejtego domu już nie ma. Stał jeszcze w latach 60. Za nim stoi nieistniejący dom pana Rekowskiego (Zajazd, hotel, sklep)


Zblewo dzisiejsza ul Główna. Po prawej stara poczta - zburzona w 1945 roku. Bliżej, w części niższej  tego budynku,  po II wojnie światowej mieścił się Ośrodek Zdrowia i Izba Porodowa. 



Zblewo ulica Główna - dziś po prawej stronie stoi Urząd Gminy. Zabudowy po lewej stronie dziś nie ma. W domu głębiej  po lewej stronie mieściły się biura Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska.