poniedziałek, 9 kwietnia 2018


                               Wspomnienie o Bernardzie Damaszku


                                      Bernard Damaszk w portrecie Krzysztofa Bagorskiego

          Na świat przyszedł w Puzdrowie koło Sierakowic, w sobotę 17 maja 1947 roku z matki Bronisławy z Dawidowskich i ojca Franciszka. Po ukończeniu szkoły średniej dokształcał się w Studium Nauczycielskim i Wyższym Studium Nauczycielskim Uniwersytetu Gdańskiego. Studiował w Wyższej Szkole Rolniczej w Olsztynie, którą ukończył z tytułem magistra inżyniera.


                           Miejsce urodzenia Bernarda Damaszka już po modernizacji zabudowań

      15 sierpnia 1968 roku dostał skierowanie do pracy w Szkole Podstawowej w Zblewie. Tak się złożyło, że jego kolega z Sierakowic, świeżo wyświęcony kapłan -  Edmund Grzenkowicz, również skierowany został do pracy w zblewskiej parafii. Pan Damaszk miał problem z mieszkaniem, ponieważ budynek starej szkoły był w trakcie adaptacji na Dom Nauczyciela. Dlatego  ksiądz proboszcz Franciszek Wróblewski zaproponował mu zamieszkanie w plebanii. Pasowało – on i jego kolega zamieszkali u życzliwego proboszcza. To jednak nie spodobało się zwierzchnikom pana Damaszka (kłóciło się z ówczesnym systemem polityczno-ideologicznym), i otrzymał kącik w szkolnej harcówce. Zamieszkiwał w niej do chwili zakończenia remontu Domu Nauczyciela.
       Na pierwszym posiedzeniu Rady Pedagogicznej wypatrzył bystrym okiem, swoją przyszłą żonkę – młodą nauczycielkę – Renatę Gilla.  Ślub odbył się w niedzielę wielkanocną, 6 kwietnia 1969 roku. W zblewskim kościele przysięgę małżeńską przyjął ksiądz dziekan Franciszek Wróblewski w koncelebrze z księdzem Edmundem Grzenkowiczem i jego kolegą wikarym z Pinczyna. Był to prawdopodobnie  ostatni ślub jakiego udzielił ten, już ciężko chory, kapłan.  


       
 Bernard Damaszk z małżonką na zakończenie pleneru w Bytoni 18 sierpnia 2009 r.  
    
    
     Młodzi otrzymali od rodziców ojcowiznę Renaty po dziadku Wilhelmie i pradziadku Michale. Tu zbudowali nowy dom, w którym od lipca 1977 roku  razem zgodnie mieszkali.
     Mieszkałem już w Gdyni, gdy dowiedziałem się, że Przewodniczącym Prezydium Gminnej Rady Narodowej w Zblewie został Bernard Damaszk – najmłodszy szef tej instytucji w Polsce – miał zaledwie 23 lata. Zapewne mieszkańcy Zblewa zastanawiali się, jak sobie poradzi na tym stanowisku „szkólny” z miejscowej szkoły, zwłaszcza „obcy” bo z Kaszub. Poradził sobie i to doskonale, jeśli do  przejścia na rentę związany był z tym urzędem.
      Od 22 lipca 1970  do końca 1972 roku był Przewodniczącym Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej. W styczniu 1973 roku powierzono mu funkcję Naczelnika Gminy, którą  jako jedyny w Zblewie, pełnił  do października 1990. W II kadencji w latach 1994 – 1998 był przewodniczącym Rady Gminy.
Podczas jego włodarzenia gminą,  Zblewo i poszczególne wsie doczekały się wiele pożytecznych dla społeczeństwa inicjatyw przekutych w czyn. Ukończony został budynek Urzędu Gminy, wybudowano Gminny Ośrodek Kultury, powstały nowe osiedla mieszkaniowe, sieć wodociągowa, oczyszczalnia ścieków, nowe remizy strażackie. Zmodernizowano wiele ulic z oświetleniem włącznie. W Zblewie powstała nowa poczta z centralą telefoniczną – telefony na korbkę poszły do lamusa. W Bytoni powstał przystanek PKP. Rozwinięta została sieć budownictwa letniskowego z Ośrodkami Wczasowymi.
      Dobrze zapisał się również pan Damaszk na „podwórku” sakralnym. Przy ogromnych trudnościach z nabywaniem materiałów budowlanych i uzyskaniu pozwolenia na budowę, powstały dwie nowe kaplice w Radziejewie i Bytoni. W Zblewie wybudowano nową plebanię z salkami katechetycznymi, a podobny obiekt powstał również w Kleszczewie. Poszerzony został teren cmentarza parafialnego w Zblewie i wybudowany został dom pogrzebowy.
                Bernard Damaszk będąc już na rencie, był przewodniczącym  Społecznego Komitetu Remontu Dachu Kościoła w Zblewie. Wymienione zostało pokrycie z łupkowego na blachę miedzianą. Inwestycja ta była wielkim obciążeniem finansowym dla parafian. W inteligentny sposób kojarzył swą władzę z nieżyczliwym ówczesnym systemem politycznym dla tego rodzaju inwestycji poszczególnych parafii.
              Kiedy w 1989 nastąpiła zmiana ustroju w Polsce, nastał sprzyjający czas dla działalności organizacji pozarządowych. Pan Damaszk wystąpił, wraz z grupą miejscowych działaczy, o powołanie do życia Oddziału Kociewskiego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Wspólnie z zrzeszeńcami podjął wiele inicjatyw społecznych. Zorganizowano 15 „białych sobót”, podczas których lekarze specjaliści z Akademii Medycznej i innych ośrodków medycznych służyli radą i pomocą mieszkańcom gminy. Znaczna część mieszkańców gminy korzystała ze szczegółowych badań specjalistycznych. Osoby poważnie chore były hospitalizowane i operowane w Gdańsku.
          Ksiądz pułkownik Józef Wrycza, patriota, żołnierz, kapelan, znamienity Pomorzanin, doczekał się tablicy pamiątkowej we wsi, w której przyszedł na świat. Owa tablica wisi na murze kościoła przy głównym wejściu. Po wieloletnich staraniach (również o to apelowałem)  zrekonstruowano pomnik Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski przy ulicy Kościelnej, poświęcony ofiarom I i II wojny światowej i wojny polsko – bolszewickiej. Wykonawcą i projektantem tablicy pamiątkowej, jak również figury NMP, był znany artysta plastyk Wawrzyniec Samp z Gdańska.
      Kiedy Bernarda Damaszka dopadła  choroba o złych rokowaniach, nie ustawał w swej  działalności. Wielu miało mu za złe, że na dializy wożony był służbowym samochodem. Zawiść, brak współczucia czy niezrozumienie stanu rzeczy. Ja, w każdym bądź razie, nie chciałbym być w Jego sytuacji.
      Kiedyś, jadąc samochodem ulicą Leśną, powiedziałem do pana Damaszka, że powinien doprowadzić tę drogę do przyzwoitego stanu. A pan Bernard na to: - „Ale miałbym do słuchania”. Zrozumiałem.
     Pan Bernard do ludzi zdrowych nie należał. 25 października minęłoby 19 lat   lat od przeszczepu nerki. Od wielu lat walczył o swoje zdrowie. Przez szesnaście lat był dializowany, na które to zabiegi zakwalifikowany został przez specjalną komisję. Brano wtedy pod uwagę wiek, stan rodzinny, rokowania. Niezakwalifikowanie było jednoznaczne ze skazaniem na śmierć.  Dzięki nowym generacjom leków i życzliwości lekarzy, a najważniejsze – woli życia,  był wśród nas. Wielu by się załamało i przestało funkcjonować – Bernard nie. Miał trudności z chodzeniem – to uboczne działanie leków i wieloletnia dializoterapia, a mimo to angażował się w prace społeczne i uparcie walczył z chorobą. Miał opracowany do perfekcji plan zajęć na każdy dzień, w którym dominowała gimnastyka rehabilitacyjna. Pilnował odpowiedniego wyżywienia, w odpowiednich porach brał leki. W jego życiu nieustannie wspomagała go kochana rodzina, zwłaszcza najmilsza mu osoba żona Renata.  W rozmowie z nim, a rozmawialiśmy na różne tematy, często  mówiłem – Bernard, ja na Twoim miejscu już dawno bym nie żył. Podziwiam Cię – walcz dalej.
           Bernard Damaszk  uznał, że skoro tyle lat mieszka na Kociewiu, może również pokierować działalnością Oddziału Stowarzyszenia Kociewskiego w Zblewie, którego był prezesem. Był  wielkim orędownikiem kultury i sztuki ludowej na terenie gminy. Organizował miejscowym twórcom wystawy we współpracy z Gminnym Ośrodkiem Kultury. Kiedyś poprosił mnie bym poprowadził zajęcia z malarstwa na szkle dla młodzieży. Żywo interesował się odbywającymi się w szkole w Bytoni plenerami dla artystów ludowych Pomorza. Uczestniczący w nich malarze z Rumi – Leon Bieszke i Ali Zwara sprawiali mu wiele radości – mógł wreszcie swobodnie porozmawiać w języku kaszubskim, w którym się wychował i którego nie zapomniał. Współpracowaliśmy ( z wójtem też), nad postawieniem kapliczki na feralnym skrzyżowaniu koło młyna, która ostatecznie stanęła u zbiegu ulic Chojnickiej, Starogardzkiej i Leśnej.  




Wybrałem z Bernardem  na kapliczkę ten dąb z posiadłości pana Szarafina z Białachowa.


                                    Poświęcenie kapliczki 25 lipca 2009 roku. 
Od lewej stoją: harcerka z warty honorowej, Marta Puttkamer z Gilów, Franek Puttkamer, Erwin Dorawa, Renia Damaszk, Edmund Zieliński, Danuta Zielińska, Bożena Pawelec, Marek Pawelec i harcerka z warty honorowej. 
    
No i przyszedł dzień ostatni. 4 kwietnia przed południem zadzwoniła do mnie kuzynka Marlena z Białachowa i mówi – już wiesz? Co takiego – odpowiadam. Damaszk nie  żyje. Boże, który? Bernard – powiedziała. Znieruchomiałem, nogi sparaliżowane -  Bernard? Długo trwało zanim ta smutna wiadomość dotarła do mojej świadomości, że mój przyjaciel zmarł w poniedziałek  3 kwietnia 2018. Znaliśmy się wiele lat, bywałem w przyjaznym domu państwa Damaszków, często rozmawialiśmy przez telefon… To jest niemożliwe! A jednak.
        W piątek o godzinie 11 w Zblewskim kościele odprawiona została msza żałobna w koncelebrze sześciu księży, poprzedzona różańcem za duszę Bernarda w cmentarnej kaplicy. W nabożeństwie żałobnym uczestniczyło  wiele osób – zabrakło miejsc siedzących. Piękną homilię  wygłosił ksiądz proboszcz Zenon Górecki naświetlając trudne życie zmarłego Bernarda, jego umiejętne rządzenie w trudnych czasach niesprzyjających kościołowi. Podkreślał jego charyzmatyczną walkę z chorobą, dzięki czemu Bóg dał mu 70 lat życia. Również ksiądz Jan Kulas z Lubichowa, wójt gminy Zblewo Artur Herold, Gertruda Stanowska – z wielkim szacunkiem wspominali życie Bernarda Damaszka. Z sentymentem wysłuchałem pieśni „Salve Regina” wykonanej przez miejscowy chór pod wezwaniem świętej Cecylii. Pamiętam, jak w duecie w takich sytuacjach wykonywali ją dawno zmarli mieszkańcy Zblewa, też byli członkowie tego zespołu – Marian Sulewski i Leon Radkowski.  
            Każda śmierć to tragedia, zwłaszcza dla najbliższej rodziny. Reniu, Tomku, Aniu, Maksiu i Franiu –  serdecznie Wam współczuję. Tak mi smutno, że Bernarda nie ma już wśród nas. Pozostanie w niezatartej pamięci i wierzymy, że Dobry Bóg użyczy mu wiecznej szczęśliwości.
Gdańsk 6 kwietnia 2018                                             Edmund Zieliński

























środa, 7 marca 2018


                 Drogi Krzyżowe Kaszub i Kociewia 
                              Sianowo - Hopowo - Bytonia.


Pod takim tytułem w 2017 roku  ukazała się moja kolejna książka. Poprosiłem o wsparcie finansowe Urząd Województwa Pomorskiego w Gdańsku i otrzymałem na ten cel stypendium. By  zrealizować to zadanie musiałem je wesprzeć środkami własnymi. Bardzo się cieszę, że udało mi się tego dokonać  i zawrzeć na stronicach książki szczegółowy opis powstania tych obiektów sakralnych. Oczywiście mowa tu o Drogach Krzyżowych wykonanych rękoma  rzeźbiarzy ludowych Kaszub i Kociewia. 








Wstęp do  książki napisał mój syn Wojciech, natomiast zakończeniem opatrzyła  moja wnuczka Monika Pawelec, z czego jestem bardzo zadowolony, bo to jakby rodzinna książka. 
Słowa wstępu do książki, jak i zakończenie pozwolę sobie przytoczyć w całości.

Spod znaku krzyża
Wstęp do lektury

       Czy przyglądając się miejscu naszego życia dostrzegamy jakieś jego granice? Czy pośród ludzi, którzy nas otaczają spotykamy także osoby twórcze? Czy przeszukując pokłady własnej pamięci nie mieszamy niczego w jej zawartości? Czy krzyż obecny w naszej kulturze jest znakiem także naszego życia? Region, twórczość, pamięć i krzyż to w największym skrócie treść niniejszego zbioru. Miejsca, ludzie, działania i wydarzenia, wspomnienia i relacje, refleksje i cytaty wypełniają kolejne strony tego tomu - kolejnej książki wydanej własnym trudem i sumptem Autora.
        Kaszuby i Kociewie to geograficzne przestrzenie zbioru. Ale przecież nie o całych regionach tu mowa. Rozciągnięty trójkąt trzech miejscowości - Sianowa, Hopowa i kociewskiej Bytoni  -0 stanowi swoisty pryzmat  oglądu spraw rozmaitych. Sprawą kluczową jest tu praca twórcza - praca głównie rzeźbiarzy, ale też malarzy, hafciarek, poetów i innych regionalnych twórców; praca ludzi, którzy będąc  znanymi nie tylko sobie najbliższym, jakieś dobro i piękno, i jakąś prawdę wydobywającą z dostępnej  również innym materii. Owi twórcy, a wśród nich także oddani społecznicy, są profesjonalistami w szerokim i amatorami w szlachetnym znaczeniu  tego ostatniego słowa - prawdziwymi miłośnikami tego, co robią z pasją. Miłość wlaną w ich rozliczne dziełka i dzieła  dostrzec może każdy, kto jest otwarty na wielorakość  ludzkiej kultury i komu nie przeszkadza również takowej lokalność. A jest to miłość zaraźliwa. W książce nie brak przedstawień osób. które zachęcone  staraniem i przykładem innych, wzięły do ręki jakieś dłuto lub pędzel i od tej pory same z zapałem tworzą. 
         Cała książka jest wyrazem pamięci  - jej Autora oraz jej bohaterów. To jest pamięć o ludziach, tych żyjących i tych, którzy odeszli, wśród nich także o pomordowanych; to jest  pamięć o przeszłości własnego domu i jego okolic, pamięć o obrzędach, zwyczajach i społecznych relacjach. To jest także bieżąca pamięć o Bogu i o znaku krzyża. Krzyżowe drogi, które - przy znaczącym wpływie i pracy Autora  niniejszego tomu - powstały w Sianowie, Hopowie i Bytoni, są nie tylko religijnymi etykietami  lokalnej kultury Kaszub i Kociewia, ale przede wszystkim miejscami żywej wiary mieszkających tu ludzi. Oni przy tych drogach krzyżowych  najzwyczajniej się modlą - dziękując Bogu za to, za co mogą dziękować, przepraszając za to, za co winni przepraszać, i najpewniej też prosząc po to, o co ośmielają się prosić.   Słusznie napisano, że "Krzyż Chrystusa jest nie tylko nauką  mądrości chrześcijańskiej, ale także zasadą poznania drogi życia chrześcijańskiego". Jako taki, "piętnuje wszystkie gnostycyzmy i spirytualizmy, które gardzą ciałem i materią stworzoną przez Boga. Potępia wszystkie elitaryzmy, które pogardzają człowiekiem ubogim i prostym", pozostaje  "krytyczną prawdą wobec tendencji do adorowania Boga  przeciw człowiekowi lub usuwania go z dziejów ludzkiej historii".   Świadomie przeżywana Droga Krzyżowa odgrywa więc ważną rolę w budzeniu i ugruntowaniu autentycznych postaw chrześcijańskich. Nabożeństwo to bowiem łatwo można przekształcić  osobistą lub zespołową rewizję życia , aby odkryć życzenie Boga względem siebie, sióstr i braci. Temu refleksyjnemu celowi winny służyć  zwłaszcza treści rozważań przy kolejnych stacjach, dalekie od intencji wywoływania tylko przemijających wzruszeń i nastroju grozy.  Każde z wydarzeń dramatu pasyjnego jest znakiem Bożej inicjatywy, zaproszenia człowieka  do współpracy z Bożą łaską" ( Ks. Jerzy Józef Kopeć CP, Droga krzyżowa kontemplacją mądrości krzyża i paschalnej ofiary Jezusa Chrystusa,  "Anamnesis", Biuletyn komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów i Episkopatu Polski, nr 25.) 
             Bóg jeden wie, co dokonywało się w sercach twórców, gdy w tych trzech miejscowościach Kaszub i Kociewia - Sianowie, Hopowie i Bytoni - pomysłowością, zapałem i fizyczną pracą  wznosili swoje religijne dzieła. I Bóg jeden wie, co o tych dziełach myślą  przebywający w ich pobliże pielgrzymi i turyści oraz mijający je po drodze przechodnie. Książka mojego Taty jest tu niewątpliwie jakąś podpowiedzią, możliwym zarysem tych wydarzeń serca i rozmaitych poruszeń umysłu. Stanowi bowiem z jednej strony sprawozdanie kronikarza prac, z drugiej - zapis obserwacji i refleksji  ich współwykonawcy, a z jeszcze innej - wyraz głębokiej wiary Autora i moderatora. To wiara religijna i twórcza zarazem  - wiara, która w dziele budowania kaszubskich i kociewskich Dróg pomagała pielęgnować  rodzące się pomysły, przezwyciężać trudności w ich propagowaniu, splatać ludzkie serca i dłonie e pracy dla wspólnego dobra. I to jest wiara, której owocem jest również niniejsza książka.  Niech więc i ona znajdzie  swoje miejsce w sercach i domach czytelników. I niech przypomina o znaku krzyża.
                                                                                         Wojciech Edmund Zieliński 




                                          Lewa strona Drogi Krzyżowej w Sianowie



                                              Prawa strona Drogi Krzyżowej w Sianowie


Stacja I
Rzeźbił Henryk Dejk z Żukowa



Henryk Dejk ze swoją płaskorzeźbą  - stacja I








                                                                         Stacja II
                                    Po prawej stronie Jerzy Kamiński (autor) z Barłożna z kolegą








                                                                         Stacja III
                            Rzeźbił Jerzy Walkusz z Hopowa. Poniżej Jerzy w swojej pracowni









                                                                         Stacja IV
                                                    Rzeźbił Czesław Birr z Mściszewic


             

                                                                      Stacja V
                                       Rzeźbił  Jerzy Kamiński z Barłożna  (stoi po prawej)





                                                                        




                                                                   Stacja VI
                                        Rzeźbił Maciej Zagórowicz ze Zwartówka



                                                                 Stacja VII
                                              Rzeźbił Henryk Lepak z Bytowa.
                       Na zdjęciu poniżej Henryk w swojej pracowni opowiada o swojej pracy






                                               
                              
                                                                   Stacja VIII
                                         Rzeźbił Rajmund Zieliński ze Zblewa - na zdjęciu



                         
         
                                                                           Stacja IX
                                                    Rzeźbił Stanisław Śliwiński z Gdańska




                                                                    Stacja X
                                             Rzeźbił Stanisław Śliwiński z Gdańska




                                                                           Stacja XI
                                                    Rzeźbił Józef Semmerling z Gdańska




                                                             Stacja XII
                                       Rzeźbiła Janina Gliszczyńska z Przęsina



               
                                                            Stacja XIII
                                         Rzeźbiła Halina Krajnik z Kościerzyny





                                                                   Stacja XIV

                                   Rzeźbił Włodzimierz Ostoja-Lniski z Czerska



                                                                 Stacja XV
                                      Rzeźbiła Janina Gliszczyńska z Przęsina

Pierwsza uroczyste nabożeństwo Drogi Krzyżowej w Sianowie odprawione zostało w piątek 5 marca 2004 roku. Tak napisałem w mojej książce;
              O 16:40 lud kaszubski ruszył procesjonalnie  za krzyżem na drogę Męki Pańskiej. Ogromne wzruszenie. To po naszej Drodze Krzyżowej, wykonanej prostymi rękami prostych ludzi - twórców ludowych, idą setki osób, a każdy pewnie w jakiejś intencji. Pewnie proszą o przebaczenie win, zanoszą modły, by znaleźć pracę, by dzieci nie były głodne, by tata przestał pić, by miłość zwyciężyła zło. Może i za nami ktoś wspomni do Boga? Słońce skryło się za dachem kościoła z tronem Matki Bożej Sianowskiej. Było bardzo zimno, leżał śnieg. Drodze Krzyżowej przewodniczył  ksiądz profesor Jan Perszon  z kaplicy na końcu placu, skąd głosił słowo Boze. Modlitwy w Drodze Krzyżowej głosił Eugeniusz Pryczkowski, natomiast lektorami przy poszczególnych stacjach byli: Zbigniew Joskowski z Elbląga, Ida Czaja z Kartuz, Mariusz Szmidka z Kartuz, Wanda Kiedrowska ze Stężycy, Tadeusz Bigus z Sierakowic, Iwona Mejer z Klukowej Huty, Albin Bychowski z Banina, Maria Wenta z Kolonii, Eugeniusz Roszkowski z Borkowa, Dorota Wilczewska z Kartuz, Maria Krauza z Rębu, Jacek Lange z Gościcina, Magdalena Bisewska z Miszewa, Magdalena Kropidłowska z Sierakowic. Księdzu Preszonowi towarzyszył  zespół śpiewaczy "Chóranka" z Banina. Procesja przesuwała się od stacji do stacji i było coraz zimniej. Pracowały kamery, moja też, błyskały flesze aparatów fotograficznych. Kto może rejestruje to niecodzienne wydarzenie. Ziąb doskwierał, to też włożyłem kapelusz na głowę i zdjąłem na  "kłaniamy Ci się Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie...". Stacja XV. Tutaj stosowną modlitwę czytał prezes Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego prof. Brunon Synak. Nabożeństwo miało się ku końcowi. Na wschodnim nieboskłonie zawisł b;lady księżyc prawie w pełni. Niebo z granatu przechodziło w czerń  wśród której iskrzyły się niezliczone gwiazdy. Cała ceremonia odprawiana była w języku kaszubskim. Ja rozumiem mowę tego ludu, bo tu wśród braci Kaszubów przyszło mi żyć i  działać na niwie upowszechniania kultury i sztuki ludowej. Jedni odprowadzali krzyż do kościoła ,  inni wchodzili do Domu Pielgrzyma na dalszą część uroczystości przy kuchu i kawie. 




                                  Uczestnicy nabożeństwa Drogi Krzyżowej w Sianowie




                      Prof  Brunon Synak i Eugeniusz Pryczkowski przy XV stacji Drogi Krzyżowej




                      Henry Dejk odbiera podziękowanie z rąk profesora Brunona Synaka                                       



       
                   Edmund Zieliński odbiera podziękowanie z rąk profesora Brunona Synaka




Od lewej - Halina Krajnik, Jerzy Walkusz, Henryk Dejk,  Edmund Zieliński, Janina Gliszczyńska, niżej - Czesław Birr




Przenieśmy się teraz do wsi Hopowo, gdzie z inicjatywy znanego artysty i regionalisty Jerzego Walkusza, wokół jego kapliczki wybudowanej przed laty postawiona  została Droga Krzyżowa.



        Podczas odwiedzin u państwa Walkuszów w lipcu 2017 w czasie zbierania materiału do książki.
               Od lewej - Marian Kowalewski, Krystyna Walkusz, Jerzy Walkusz i Edmund Zieliński



                               Jerzy Walkusz wśród  drewna do Drogi Krzyżowej






                                            Stację IX  rzeźbi Marian Krefta






                                                 Paweł Kitowski rzeźbi stację I




                   Rzeźbią Edward Jastrzębski, Zdzisław Grajper  i  Teodor Laszkowski




             
                                           Jerzy Kamiński w towarzystwie dzieci z Hopowa





             
     Teodor Laszkowski, Zdzisław Grajper i Edward Jastrzębski. Przygląda się Krystyna Walkusz




                                                        Jerzy Kamiński i dzieci z Hopowa
                                         












             
Nabożeństwo poświęcenia Drogi Krzyżowej w Hopowie.  Od lewej Ojciec Marek Walkusz, ks. Tadeusz Łącki i ks. Bogusław Rumiński.




Jerzy Walkusz dziękuje za udział w nabożeństwie. 

Mój Przyjaciel Jerzy Walkusz zmarł w środę 8 listopada 2017 roku w Godzinie Miłosierdzia  Bożego o 15:15 w otoczeniu modlącej się rodziny w swoim rodzinnym domu. Nabożeństwo żałobne i pogrzeb odbył się w piątek 10 listopada 2017 o godzinie 14 w Hopowie.
Jerzy - niech Ci Dobry Bóg da wieczne spoczywanie i użyczy skrawka Nieba, byś dalej mógł tworzyć swoje burczybasy, trombity, rzeźby na Chwałę Boża.  A w wolnej chwili  zaśpiewaj naszą żołnierską piosenkę  - już zachodzi czerwone słoneczko...



Kalwaria Kociewska, czyli Droga Krzyżowa w Bytoni

IV plener - z mojego sztambucha.
Niedziela 29 sierpnia 2010, 10:10
Miesiąc niepisania  i nazbierało się trochę do zanotowania. Nareszcie mamy normalna pogodę  (po upałach) dla naszej szerokości geograficznej. Najbardziej godnym odnotowania jest  IV Plener Artystów Ludowych Pomorza, który trwał od 8 - 18 sierpnia.
W Bytoni, na zakończenie IV pleneru, w środę dnia 18 sierpnia 2010 o godzinie 16:00, poświęcona została przez księdza prałata Zenona Góreckiego - proboszcza Zblewskiej parafii, Droga Krzyżowa  mojego projektu, a wykonana przez rzeźbiarzy z Kaszub i Kociewia. Ks. prałat nazwał ten obiekt sakralny - swoistą Kalwarią Kociewską.
W uroczystym poświęceniu wzięło udział wiele mieszkańców Bytoni, jak i oficjele - starosta Burczyk, wójt Krzysztof Trawicki, senator Andrzej Grzyb, dyrektor Muzeum Ziemi Kociewskiej Andrzej Błażyński, ja i uczestnicy pleneru. 

Będzie dalszy ciąg.