niedziela, 10 lipca 2016
środa, 29 czerwca 2016
| EDMUND ZIELIŃSKI. WSPOMNIENIA ZE STAREGO GRAMOFONU |
| środa, 29 czerwiec 2016 | |
Często latem, w niedzielne popołudnie, wujek Benek „puszczał” melodie z gramofonu. Siadałem z bratem Rajmundem w ogrodzie na ławce przylegającej do szczytu domu, z którego okna na poddaszu płynęły melodie ze starego gramofonu.
Starszy brat Jerzy z siostrą Danusią byli u samego źródła muzyki, bo mieli już odpowiedni wiek. W tamtych czasach dzieciom nie wszystko było wolno. Tam. gdzie bywali starsi – dzieciom wara! Nie to co dziś, że dzieci są pierwsze do stołu i na wszystko się im pozwala.
Byliśmy bardzo zadowoleni, że w ogrodzie pod oknem mogliśmy słuchać tych pięknych melodii. A śpiewała Hanka Ordonówna, Konrad Tom czy Albert Harys, który śpiewał "dziś panna Andzia ma wychodne". Wtórował mu Mieczysław Fogg, zapraszając "pannę Florę do kina". Śpiewał też "taka jest miła moja dziewczyna" czy "pamiętasz Capri tę wyspę kochanków". Aleksander Żabczyński przymilał się do pani słowami "całuję Twoją dłoń, madame", a Andrzej Bogucki powiadał w pieśni – "gdyby to w życiu było tak jak w kinie, ja bym majątek zrobił w dziesięć dni". Były i melodie ludowe, w których słowa brzmiały;
Chodzi bocian chodzi
po zielonym lesie
pewnie ci dziewczyno
znowu coś przyniesie.
Oraz;
Mam ci ja czarną krowę
która mi daje białe mleko
pokochałem jedną dziewczynę
za lasem hen daleko.
Gdy chcę zanurzyć się w ten odległy czas, wyciągam z szafy stary gramofon, nakręcam korbką sprężynę i puszczam starą węglową płytę. Płynie z niej piosenka Marty Mirskiej o siwym włosie, bardzo pasującym do mych skroni. Przenoszę się na chwilę w tamte odległe lata do rodzinnych mych stron, w których być może do dziś snują się wśród pól i sosnowego lasu niezapomniane melodie. Dobrze, że został stary gramofon i głosy tych, których nie ma już wśród nas.
Gdańsk, sierpień 1997, Edmund Zieliński
Ps. Dziś mamy dzień 15 czerwca 2016 roku. Minęło prawie 20 lat od napisania powyższego tekstu. Pisałem go do "Gazety Kociewskiej". Musiałem zmieścić się w pewnych ramach z uwagi na ograniczone miejsce na łamach tej gazety. Po latach chciałbym poszerzyć powyższe wspomnienia o inne melodie płynące z tego starego gramofonu. Były to stare niemieckie piosenki. Zapamiętałem dwie. Jedna zaczynała się od słów "Es war einmal zur schönen Meienzeit" (był kiedyś piękny majowy czas). Natomiast druga mówiła o zielonej łące i biegającej po niej dziewczynie, która miała na imię Aluise. Oryginalnego tytułu nie zapamiętałem w przeciwieństwie do pięknej melodii. Przez wiele lat starałem się gdzieś znaleźć te piosenki. Gdyby nie Internet, powoli umykałyby z pamięci wraz z upływającym czasem. Niedawno wpisałem w Google tytuł pierwszej piosenki… i popłynęła z głośnika prawie zapomniana melodia. Ucieszyłem się bardzo, bo wraz z nią jakby mi lat ubyło. Drugiej znaleźć nie mogę.
A co się stało ze starym intarsjowanym gramofonem?
Podzielił los wielu innych starych przedmiotów pozornie nieprzydatnych we
współczesnym życiu. Na szczęście w mojej szafie znajduje się stary gramofon,
nie tak piękny jak wujka Benka, ale jeszcze całkiem dziarsko odtwarza stare
melodie z zapomnianych już płyt węglowych marki Odeon, Telefunken, Melodia czy
Muza.
|
wtorek, 28 czerwca 2016
KOCIEWIACY W OLIWIE
W ramach Letniego Jarmarku
Etnograficznego organizowanego przez
Oddział Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku, w niedzielę, dnia 19 czerwca
2016 miał miejsce Dzień Kociewski. Pogoda wyśmienita, słonecznie i bardzo
ciepło. W ogródku etnograficznym otworzyli swe kramy Kociewiacy i ich
sympatycy. Przyjechał „Malczewski z Kociewia” czyli Marek Zagórski z Rokocina z
mnóstwem dzieł tworzonych w drewnie i
ceramice. Stoisko dzielił z Panem Zenonem Pląskowskim również z Rokocina, który
zajmuje się wyjątkową dziedzina sztuki, mianowicie intarsją. Dobierać
odpowiednie drewno w całej gamie kolorystycznej i z tego układać odpowiednie
wzory, obrazy i inne dzieła, to już wyższa szkoła jazdy. Stoisko prezentowało
się pięknie i bogato.
Nieopodal kram swój rozłożyły
znakomite hafciarki – Katarzyna Nowak z Tczewa i Maria Leszman z Pelplina.
Podziwiam u tych pań kunszt wykonanych prac. Przepiękne serwety z bajecznie
kolorowym haftem kociewskim i mnóstwo drobiazgów z motywami naszego haftu. Pani
Katarzyna i Pani Maria doskonale wpisują się w krajobraz rękodzieła ludowego
Kociewia.
Moja wnuczka Monika,
wolontariuszka naszego muzeum, opiekowała się skromnym stoiskiem z książkami
muzealnymi. Pani spod Lubawy oferowała smaczne ciasteczka o różnych
konfiguracjach i smakach. Z Jeżewa
leżącego na skraju południowego Kociewia przyjechał Pan Marek Klonecki z
wyrobami masarskimi i nabiałowymi, które produkuje w swoim Gospodarstwie
Ekologicznym „Zagroda Pod Lipami”. Owszem, smakowałem, wyśmienite sery. Były i
inne stoiska, już mniej związane z Kociewiem, również cieszące się powodzeniem.
Szkoda, że nie było żadnego
zespołu folklorystycznego, czy jakiegoś muzyka. Wiem, że czyniono starania. Ale
i tak było przyjemnie.
poniedziałek, 30 maja 2016
EDMUND ZIELIŃSKI
Boże Ciało w Zblewie, nabożeństwo majowe w Białachowie
Boże Ciało w Zblewie, nabożeństwo majowe w Białachowie
| niedziela, 29 maj 2016 | |
Postanowiliśmy z małżonką, że będziemy na procesji Bożego Ciała w Zblewie i na majowym nabożeństwie w Białachowie. Nie żałujemy decyzji, zwłaszcza, że udział wzięła rodzinka z Wejherowa i Gdańska. Zaproponowałem wyjazd do Zblewa koleżance z muzeum w Oliwie, która propozycję chętnie przyjęła, zwłaszcza, że profesja etnografa wymaga wyjazdów w teren i rejestrowania zanikających zjawisk w dziedzinie kultury regionalnej. Ostatni raz na procesji Bożego Ciała byłem w tej wsi 17 lat temu. Wtedy ostatni raz niósł baldachim mój brat Jerzy, który tego samego roku pożegnał ten świat. Bywam w Zblewie kilka razy do roku, ale wczorajsza wizyta zrobiła na mnie (i nie tylko) bardzo miłe wrażenia. Właściwie rzadko przyglądałem się infrastrukturze wsi. Wczoraj miałem więcej czasu przyjrzeć się ulicom, domom, wystrojem i wszechobecną czystością. Zaskoczyła nas mnogość udekorowanych okien na okoliczność procesji Bożego Ciała. U nas, na Zaspie, przy okazji tego święta dekoracje okien należą do rzadkości. Tutaj do rzadkości należą okna bez dekoracji i za to należy się szacunek i uznanie dla mieszkańców Zblewa. A ulice? Pozazdrościć może niejedna miejscowość. Kiedyś ul. Kościelna należała do bardziej zaniedbanych, dziś nie wstyd przy niej mieszkać i śmiało może konkurować z ul. Główną. Uroczysta procesja miała dostojny charakter. Panował porządek, a dziewczynki z radością sypały kwiatki przed najświętszym sakramentem. Nawet te najmłodsze starały się dotrzymać właściwego rytmu, chociaż pewnie nóżki bolały. Pięknie prezentowali się śpiewacy chóru „Cecylia” i panie w strojach regionalnych. Około godziny 18 pojechaliśmy do Białachowa. Do nabożeństwa majowego było jeszcze trochę czasu, który wykorzystaliśmy na odwiedziny starej szkoły. To tu pobieraliśmy naszą edukację. Moja siostra Danusia dawno tutaj nie była, toteż z sentymentem przyglądała się naszej starej szkole. Weszła nawet głównym wejściem do szkolnego korytarza i powiedziała: "Tu jest tak, jak było". Siostra Danusia chodziła tu do szkoły niemieckiej, bowiem w wiek szkolny wchodziła wraz z nastaniem okupacji i do czasu, kiedy Niemcy rozpoczęli wiać z naszych ziem, uczyła się języka niemieckiego. Często wspomina, jak to dzieci, których rodzice nie podpisali Deutsche Volksliste (niemiecka lista narodowościowa), siedziały w jednym rzędzie pod ścianą, a ci z deklaracją o przynależności do narodu niemieckiego miały miejsca pod oknami. Danusia siedziała pod ścianą, bo Zielińscy volkslisty nie podpisali. Siostra pamięta, że uczyli ich nauczyciele niemieccy – jeden nazywał się Hinz, drugą była Hildegarda Offerman. Danusia wspomina ją dobrze, bo nie segregowała dzieci na Polaków i Niemców. Wszystkich traktowała jednakowo. Zaraz po wojnie nauczycielami byli Lampkowski i Kuczkowski. Nieopodal szkoły jest grób masowy zamordowanych Żydówek przez wycofujących się Niemców. I to miejsce odwiedziliśmy. W 1947 roku, kiedy zacząłem chodzić do szkoły w Białachowie, wiedzieliśmy, że tu w pobliżu bagna leżą zamordowane Żydówki – uczestniczki Marszu Śmierci z Konzentrationslager Stutthof. Danusia wspomina, że zaraz po tym makabrycznym mordzie z ziemi wystawały dłonie pomordowanych. Przez wiele lat miejsce to nie było upamiętnione. Dopiero w latach siedemdziesiątych grób otrzymał metalowe ogrodzenie i trwałe oznakowanie. Grobem opiekują się uczniowie zblewskiego gimnazjum. Przed starą szkołą w Białachowie Barbara Maciejewska, Danuta Skomorowska z Zielińskich i Edmund Zieliński Tu jest tak, jak było - mówi Danuta Skomorowska z Zielińskich stojąc w wejściu do szkoły.
Dzieci ze szkoły w Białachowie 1934 rok
W trzecim rzędzie od dołu pierwsza z lewej to Łucja Meka z męża Zielińska. W tym samym rzędzie szósta z lewej to Klara Żołądek, później z męża Pettke i po owdowieniu wyszła za Antoniego Zielińskiego - syna Antoniego brata mojego dziadka Franciszka. Trzeci z lewej w górnym rzędzie to Józef Tomczak
Iwona Chodorowska przed mogiłą pomordowanych Żydówek Idziemy na majowe nabożeństwo Rodzinka Zielińskich z Gdańska i ze Zblewa - Ania, Kasia, Danusia, Mateusz, Paweł, Mikołaj i Edmund
Po dłuższej
przerwie mieszkańcy Białachowa ( i nie
tylko) spotykają się na majowym nabożeństwie przy Bożej Męce, która też ma
swoją historię. Stała już przed wojną, jednak okupant niemiecki postanowił
swymi barbarzyńskimi zarządzeniami
zniszczyć wszelkie ślady mówiące o polskości
na ziemiach wcielonych do III Rzeszy. A takimi stało się Pomorze.
Zburzono również kapliczkę w Białachowie. Jednak skoro okupant czmychnął,
mieszkańcy postanowili odbudować symbol naszej wiary i wiekowej tradycji, jaką
są nasze krzyże i kapliczki przydrożne. Kapliczkę od nowa wybudował pan Marian Artuna mieszkaniec
Białachowa. Jego dziełem jest również kapliczka stojąca w sąsiedztwie byłego
gospodarstwa mojego dziadka Franciszka.
Synek państwa Piątkowskich przewodzi litanii Loretańskiej Zbliżała się godzina 19 i powoli zaczęli schodzić się mieszkańcy na majowe nabożeństwo przed Bożą Męką w Białachowie. Przez wiele lat przewodziła (na Kociewiu mówiono przodkowała) modlitwom Weronika Chmielecka i Klara Zielińska. Przodkowała również Danuta Baniecka i inne osoby. Dziś przewodzą modlitwom Państwo Karolina i Adam Piątkowscy z dziećmi. Jedno z nich pięknie przewodziło litanii Loretańskiej. Wielkie uznanie dla podjętej inicjatywy wznowienia po latach nabożeństw majowych w tej wsi, zwłaszcza przez ludzi młodych. Byliśmy bardzo zadowoleni z odwiedzin miejsca naszego urodzenia i pomodlenia się przed kapliczką, którą przez wiele lat mijaliśmy w drodze do szkoły. Szkoda tylko, że lata tak szybko upływają czyniąc nas coraz starszymi. Na to już nic nie poradzimy. Gdańsk 28 maja 2016 Edmund Zieliński Zdjęcia do felietonu wykonali – Barbara Maciejewska, Marlena Baniecka, Wojciech Zieliński. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
