czwartek, 31 października 2013

EDMUND ZIELIŃSKI. POWRÓT PO LATACH PANI JADWIGI WYRZYKOWSKIEJDrukujE-mail
czwartek, 31 październik 2013
W Zblewie po latach
Jadwiga Wyrzykowska urodziła się 22 września 1923 w Zblewie przy ul. Kościelnej. Kiedy w roku 1936 trzynastoletnia Jadzia opuszczała z rodzicami Zblewo, zapewne nie wiedziała, że opuszcza swoją wieś na zawsze. Może tak nie miało być, może plany rodziców były zupełnie inne. Czynnikiem, który w znacznej mierze przyczynił się do takiego ukształtowania dróg życiowych Pani Jadwigi, była II wojna światowa. 


















Dziś pani Jadwiga mieszka w Szwecji, kilkaset kilometrów od Zblewa. Zapragnęła odwiedzić wieś swego dzieciństwa. Stało się to 4 maja 2013 roku. Przyjechała do wsi, jakże innej, niż tej zapamiętanej z dzieciństwa. Ochoczo, z zapałem i ciekawością przemierzała Zblewo w towarzystwie rodziny i pana Marka Kamysza jako przewodnika. Pan Marek dzwonił do mnie, że będą goście ze Szwecji, może bym przyjechał, może bym przywiózł jeden egzemplarz książki „Na ścieżkach wspomnień…” – nie mogłem. Bardzo żałuję. Gdybym był, postarałbym się zanotować jak najwięcej szczegółów o tamtym Zblewie wypowiedzianych przez Panią Jadwigę – tu było to, tu tamto, to wyglądało inaczej, tu stały chałupy kryte słomą itd.


Pani Jadwiga przed swoim przedwojennym domem w Zblewie


Pani Jadwiga wsparta na kijkach nordic walking zmierza na "swoje " podwórko 

Okienka Jej pokoiku



Nawet motocyklista (Stefan Kawski)  zainteresował panią Jadwigę 



Na schodach swego domku

 

To rzadki widok, tym bardziej w Szwecji

Tak sympatyczny pan to rzadkość w Zblewie 



Tu była łączka i zbiornik p/pożarowy - teraz parking


Tu chodziłam się modlić 

Ołtarz główny był inny, a pod chórem stały ciężkie ławy ze starego kościółka


Dobrze  pamiętam mój kościół 
Podczas spaceru po Zblewie towarzyszące pani Jadwidze osoby, zapewne rodzinka, uwieczniali tę niecodzienną wizytę w pamięci aparatu fotograficznego. Część z nich dołączam do tego felietonu.
Po kilku tygodniach od wizyty pani Jadwigi w Zblewie otrzymałem kartkę, którą na adres pana M. Kamysza przysłała ze Szwecji pani Jadwiga: Szanowny Panie. Dziękuję serdecznie za pożyczenie książki „Na ścieżkach wspomnień…”. Była ona dla mnie bardzo interesująca. Pomimo, że ja już w roku 1936 opuściłam Zblewo, a dzisiaj mój wiek krótko 90 lat, niejedne opowiadania mogłam sobie dobrze przypomnieć. Pozdrawia Jadwiga Stnifbergen.
Gwoli wyjaśnienia, pan Marek pożyczył pani Jadwidze swoją książkę mego autorstwa, pani Jadwiga zabrała ją ze sobą i po przeczytaniu zwróciła właścicielowi wraz z kartką powyższej treści.
Cieszę się, że moje wspomnienia w jakimś stopniu pozwoliły pani Jadwidze wrócić do wsi swego dzieciństwa, do Jej miejsca urodzenia.
Gdańsk 28.10.2013 Edmund Zieliński 

Do widzenia!


dalej »

sobota, 19 października 2013

EDMUND ZIELIŃSKI. NIESPODZIEWANA WIZYTA KSIĘDZA ROBERTA I JEGO PODOPIECZNYCHDrukujE-mail
sobota, 19 październik 2013
Pamiętacie, Drodzy Czytelnicy, księdza Roberta, byłego wikariusza w zblewskiej parafii? Tak - mowa tu o księdzu Kierbicu, który z Kaszub przywędrował na Kociewie, by służyć Bogu i parafii. Dobrze zapisał się w historii tutejszego społeczeństwa. Miły, serdeczny, uczynny i… artysta. To przecież ksiądz Robert wyrzeźbił XII stację Męki Pańskiej w Drodze Krzyżowej przy kościele w Bytoni. 












No i nadszedł czas pożegnania się ze zblewską parafią. Od 1 lipca 2012 roku ksiądz Robert Kierbic pracuje jako wikariusz w Polskiej Misji Katolickiej w Hamburgu. Pisze do mnie ksiądz Robert: „Jako Misja prowadzimy szkołę sobotnią przy parafii, w której uczy się prawie 400 dzieci. W każdą sobotę mamy zajęcia w dwóch grupach – o 9.30 i 13.30. Dzieci mają zajęcia z j. polskiego, historii Polski i religii. O szerokiej działalności PMK można dowiedzieć się ze strony www.pmk-hamburg.de

Edmund Zieliński i ks. Robert


Ks.Robert Kierbic rzeźbi XII stację Drogi Krzyżowej






                                                               Stacja księdza Roberta


We wtorek, 8 października, byliśmy w odwiedzinach u mojej siostry. Odezwała się moja komórka i wyświetlił się „ks. Robert”. Nie mogłem porozmawiać, bowiem w tym miejscu brakowało zasięgu. Na drugi dzień byłem w mojej pracowni przy kościele Opatrzności Bożej na Zaspie i zadzwonił ks. 
Robert. Byłem przekonany, że dzwoni z Hamburga. Okazało się, że nie z Hamburga, a z klasztoru przy naszym kościele - 100 metrów od mojego warsztaciku. Powiada, że przyjdzie do mnie z grupą dziewczyn zobaczyć, jak rzeźbię. Mój warsztat mieści się w baraku - zapleczu budującego się kościoła i nie jest to żaden warsztat pełną gębą, a użyczone mi przez księdza proboszcza Kazimierza Wojciechowskiego miejsce na moje potrzeby, z czego jestem bardzo rad. 


Przyszedł ksiądz Robert w towarzystwie siedmiu dziewcząt, siostry ze Zgromadzenia Sióstr Wspólnej Pracy i pani w „cywilu”. Dziewczęta natychmiast chciały coś rzeźbić. Każda po kolei spróbowała za pomocą dłuta i pobijaka wyłupać chociaż jeden wiór. Akurat rzeźbiłem małą sowę, a jedna z dziewczynek mówi: „Eule”. Tak, powiedziałem, to będzie sowa. Kiedy dziewczyny stukały pobijakiem, ks. Robert robił pamiątkowe zdjęcia, które w części dołączyłem do tego felietonu.

Dziewczęta posługują się j. polskim, niemieckim i francuskim, co jest bardzo chwalebne w dzisiejszych czasach. A za moich młodych lat był obowiązkowo j. rosyjski, który bez ochoty wkuwaliśmy.

Moi goście koniecznie chcieli zabrać ze sobą coś na pamiątkę. Chętnie dałem niedokończone figury św. Weroniki, ledwo zaczęte pasyjki, była też żaba i niedokończony słoń po moim bracie, Jerzym, który bardzo lubił dzieci i sam rozdawał prezenty maluchom.

Na zakończenie wizyty jeszcze wspólne zdjęcie i… do zobaczenia, do następnego razu.



Gdańsk dnia 16. 10. 2013 Edmund Zieliński
Dziewczyny z Hamburga próbują rzeźbić




Z mozołem do przodu




Goście z Hamburga



dalej »

sobota, 12 października 2013

PERSONALIA. ROMAN PRABUCKIDrukujE-mail
poniedziałek, 30 marzec 2009
Przedstawiamy niezwykle ciekawą sylwetkę Romana Prabuckiego, naszkicowaną w pracy magisterskiej o nim. Tekst ten jest też wstępem do opowieści o niezwykle interesującej historii zespołów artystycznych w Borzechowie, jakie istniały do „okresu telewizora”.




Roman Prabucki urodził się 4.07.1933 r. w Zblewie z ojca Władysława i matki Franciszki z domu Gruzińskiej. Był trzecim z kolei dzieckiem w rodzinie. Do szkoły podstawowej uczęszczał w rodzinnej miejscowości. Po jej ukończeniu w roku 1947 zgłosił się do LO w Starogardzie Gd. Od zarania swojej młodości pragnął, aby po zdobyciu odpowiednich kwalifikacji pracować wśród ludzi i dla nich poświęcać swój czas.
Idąc więc za głosem swoich marzeń w 1952 r. zwrócił się do Wydziału Oświaty w Starogardzie z prośbą o zatrudnienie w zawodzie nauczycielskim. Prośba rozpatrzona została pozytywnie i w roku 1952 Roman Prabucki otrzymał angaż w Szkole Podstawowej w Grabowie koło Skórcza. Stawiając pierwsze kroki w zawodzie stworzył zespół teatralny, swoimi występami wprowadzał radość życia wśród społeczeństwa wiejskiego. Pracę tę przerwał obowiązek służby wojskowej w 1956 r. Po powrocie z wojska w 1958 r. założył rodzinę. W tym czasie Wydział Oświaty zaproponował mu zmianę miejsca pracy kierując go do Szkoły Podstawowej w Borzechowie. Propozycja została przyjęta i we wrześniu 1958 r. Roman Prabucki rozpoczął pracę w miejscowej szkole. Pracując jako nauczyciel podjął się zaocznego dokształcania w Studium Nauczycielskim w Gdańsku, w którym w 1964 r. otrzymał dyplom ukończenia Studium o specjalności śpiewu z muzyką. Zdobyte kwalifikacje przyczyniły się niewątpliwie do podniesienia wyników nauczania w podanym przedmiocie. W 1966 r. Wydział Oświaty w Starogardzie Gd. powierzył Prabuckiemu stanowisko kierownicze Szkoły Podstawowej w Borzechowie. Obowiązki kierownika szkoły a potem dyrektora sprawował do chwili pójścia w stan spoczynku w 1985 r. W trakcie swego urzędowania podwyższał zaocznie swoją wiedzę uzyskując w 1979 r. dyplom Wyższych Studiów Zawodowych w Bydgoszczy oraz kwalifikacje naukowe i pedagogiczne do nauczania wychowania muzycznego. W trakcie swej pracy zawodowej poświęcał też wiele osobistego czasu na organizowanie oświaty dla dorosłych. W latach 1964 - 70 prowadził kursy wieczorowe dla młodych rolników, którzy przejmowali gospodarstwa po swoich rodzicach. Każdy kurs w ramach "Przysposobienia Rolniczego" trwał trzy lata. Obejmował część teoretyczną i praktyczną dotyczącą uprawy oraz hodowli. Dla osób, które z różnych względów nie ukończyły szkoły podstawowej, organizował kursy, które dawały świadectwo ukończenia szkoły i umożliwiały start do dalszej nauki. Szczególne jednak osiągnięcia R. Prabucki ma w organizowaniu życia kulturalnego w zespołach chóralnych i teatralnych, którym był bardzo oddany. Za swą działalność społeczną i zawodową otrzymał ze strony władz resortowych szereg nagród i wyróżnień. W uznaniu za szczególne osiągnięcia w pracy dydaktyczno-wychowawczej czterokrotnie otrzymał wyrazy uznania i podziękowania od Kuratora Oświaty i Wychowania. W latach 1963, 1978 dwukrotnie uzyskał nagrodę Ministra Oświaty i Wychowania.
Do innych wyróżnień za całokształt pracy w upowszechnianiu i kultury na terenie szkoły i środowiska wiejskiego otrzymał następujące odznaczenia: Srebrny Medal Zasługi - 1963 r., Zasłużony Działacz Kultury - 1966 r., Złoty Krzyż Zasługi - 1975 r., Zasłużony Ziemi Gdańskiej - 1980 r., Medal im. Gulgowskich — 1988 r., Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski - 1989 r.,
W roku 1985 Prabucki będąc czynnym nauczycielem i zarazem dyrektorem szkoły odszedł w stan spoczynku. Funkcję kierowniczą w Szkole Podstawowej w Borzechowie sprawował przez 20 lat. W uroczystości pożegnalnej dyrektora szkoły uczestniczył inspektor Oświaty i Wychowania Janusz Trocha. W przemówieniu złożył podziękowanie Romanowi Prabuckiemu za dotychczasową długoletnią pracę, wręczając jednocześnie nagrodę Kuratora Oświaty i Wychowania. Wielką niespodziankę odchodzącemu dyrektorowi przygotowała kadra nauczycielska, młodzież szkolna oraz Komitet Rodzicielski. Wzruszającą część artystyczną przygotowała młodzież szkolna. Otrzymane bukiety kwiatów były wyrazem podziękowania i obustronnego zrozumienia w trakcie wieloletniej pracy kierowania szkoła. 
Państwo Prabuccy w zeszłym roku obchodzili jubileusz 50-lecia pożycia małżeńskiego. 


wstecz dalej »
NIEZWYKŁE DZIEJE BORZECHOWSKIEGO TEATRU - CZ. 1DrukujE-mail
czwartek, 10 październik 2013
Oglądało ich ponad 20 tysiące osób!
Pierwszego września 1958 r. Roman Prabucki podjął pracę w Szkole Podstawowej w Borzechowie (134 uczniów, klasy I – VII). Nauczycielami byli: Rena Naulewicz, Stanisława Strzejczyk, Maria Wesołek – p.o. kierownika szkoły oraz przybyły Prabucki.


Kadra niepełna, więc nauczyciele nauczali wszystkich przedmiotów mimo specjalizacji.
Roman Prabucki uczył przedmiotów humanistycznych, w szczególności zajął się rozwojem życia muzycznego (dotychczas brak było specjalisty do nauczania muzyki). Zaczął od podstaw i jedynie z rozstrojonym pianinem szkolnym oraz z własnym akordeonem. Na lekcjach śpiewu poznawał stopień umuzykalnienia młodzieży i jej predyspozycje wokalny, poczucie rytmu i barwę głosu w celu powołania zespołu chóralnego.
Najpierw rozśpiewał młodzież. Gdy liczba członków chóru wzrosła do 40, powołał samorząd chóralny, który służył pomocą w sprawach porządkowych. Dostarczał materiały do ćwiczeń chóralnych (teksty, nuty, tablice z pięciolinią itp.), sprawdzał obecność, wietrzył klasy przed próbą, przygotowywał salę do ćwiczeń muzycznych. Na jej frontowej ścianie był napis: "Gdzie słyszysz śpiew, tam wchodź, Tam dobre serca mają, źli ludzie wierz mi, ci nigdy nie śpiewają."
Pod koniec roku szkolnego członkowie chóru otrzymywali pochwały za regularne uczestnictwo, udział w uroczystościach szkolnych i środowiskowych. Umacniało to więzi w zespole.
Każdego roku Roman Prabucki przedstawiał chórzystom ramowy repertuar, nad którym zespół będzie pracował. Bywało też, że demonstrował kilka pieśni, które zespół miałby opracowywać w ciągu całego roku. Uczniowie mieli możliwość wyboru pieśni, które im najbardziej odpowiadały. Repertuar przygotowywano na uroczystości:
Rozpoczęcie roku szkolnego, Dzień Wojska Polskiego, Dzień Nauczyciela, Występy z okazji Choinki Noworocznej dla szkoły iśrodowiska wiejskiego, Dzień Kobiet, Dzień Matki, Zakończenie roku szkolnego.
Ustalano zawsze jednolity ubiór. Publiczność bowiem reagowała również na wygląd zespołu. Przed każdym występem odbywała się próba generalna.
W pracy młody nauczyciel kierował się zawsze zasadami: dobór materiału uzależniał od możliwości wykonawczych zespołu, wybierał pieśni, które pełniły tez rolę wychowawczą, w czasie ćwiczeń zwracał uwagę na doskonalenie głosu dziecięcego w różnych etapach jego rozwoju, ćwiczenia głosu rozpoczynał zawsze od śpiewu mezzo forte, nigdy nie dopuszczał do forsowania głosu, wprowadzając śpiew dwugłosowy rozpoczynał od śpiewu kanonów (miało to na celu utrzymanie głosu w danej partii), stosował często ćwiczenia dykcyjne mające na celu wyraźne wymawianie tekstu, tekst pieśni musiał być zawsze zrozumiały.
- Pieśń bowiem ściśle łączy poezję z muzyką - mówi Roman. - Najpiękniejszy głos ze złą dykcją nie daje słuchaczowi estetycznych. Cóż wart jest śpiew, kiedy nie rozumiemy słów...
Chór Szkoły Podstawowej w Borzechowie, 1963.
Wielki nasz śpiewak Jan Kiepura powiedział: „Sam śpiew nie jest wszystkim". W trakcie ćwiczeń chórzyści słuchali również śpiewu artystów i z ich śpiewu czerpali wzór dla żmudnej, ale jakże przyjemnej pracy śpiewaczej. Ta metodyczna praca dała wkrótce efekty. Po dwóch latach zespół wystąpił na przeglądzie zespołów chóralnych z całego powiatu w Starogardzie Zdobył dyplom uznania i wyróżnienia w Powiatowym Święcie Pieśni i Tańca w Starogardzie.
Roman Prabucki zajął się też teatrem i środowiskiem dorosłych. W tym środowisku istniała przedwojenna tradycja amatorskiego ruchu teatralnego. Po wojnie wrócono do niej z zapałem. Pierwszym inicjatorem powołania zespołu teatralnego był Leon Borzeszkowski, sekretarz Nadleśnictwa Wirty. Był reżyserem sztuki teatralnej „Zemsta Cygana", wystawionej jako pierwsza po wojnie w 1947 r. na scenie świetlicy wiejskiej. Jak druga została wystawiona sztuka o tematyce tragicznej "Korselli". Reżyserem był Sokołowski. Kolejną sztukę "Skomielny" wyreżyserowała miejscowa przedszkolanka.
W 1950 r. Marian Sokołowski wystawił sztukę "Pat i Patachon", następnie "Panna rekrutem". W 1955 r. społeczność wiejska oglądała „Jagnę", "Niedźwiadka" i „Zapomniałam”. I w tym momencie się urwało – do 1958 r., a więc do przybycia Romana Prabuckiego. Nie znając możliwości scenicznych amatorów rozpoczął pracę od lekkich komedii jednoaktowych. Na początek była to komedia "Sąd o pocałunkach". Dla urozmaicenia programu zespół podjął decyzję o wyćwiczeniu dodatkowo piosenek dwugłosowych pt. "Laura i Filon" oraz "Siedem czerwonych róż".
Kiedy pan Roman poznał już predyspozycje i spostrzegł wielkie chęci, przystąpił do opracowania sztuki teatralnej w III aktach „Zaloty na kwaterze”. Premiera odbyła się w II Święto Bożego Narodzenia 1959 roku. Sztukę na życzenie widzów wystawiono po raz drugi. Oglądało ją około 350 osób! Niewielka świetlica wypełniona była po brzegi.
W tym samym roku, w okresie jesienno-zimowym wyreżyserowano przedstawienie jednoaktowe pt. "Zagłoba swatem". Główne role odtwarzały osoby osoby: Konrad Czubek, Małgorzata Guzińska, Gerard Piłat, Józef Krzyrzostoniak i Stanisław Wierzba.
Od 1960 r. zespół zaczął współdziałać z OSP, której prezesem był Augustyn Szwoch, a członkiem zarządu - Roman Prabucki. Zespół zaczął występować pod egidą OSP. Uzyskał stały pojazd od Zawodowej Straży Pożarnej ze Starogardu na wyjazdy do sąsiednich wsi. Występował tam z programem artystycznym zespołu teatralnego i chóralnego
W okresie jesienno - zimowym 1960 r. przystąpiono do opracowywania komedii III-aktowej „Wesele Fonsia” Ryszarda Ruszkowskiego. Wzorem lat ubiegłych uświetniła ona II Święto Bożego Narodzenia. Huczne brawa były nagrodą za trud włożony w przygotowanie sztuki. Mając pojazd zespół chętnie jeździł do sąsiednich wsi, które go zapraszały. Do Radziejewa, Sumina, Zblewa, Kalisk i Pieców. Są fotografie przedstawiające aktorów występujących w "Weselu Fonsia".
Fotografia aktorów występujących w sztuce "Wesele Fonsia". 1960.
Aktorzy występując w "Weselu Fonsia": Małgorzata Guzińska, Karmelita Zynda, Zenon Wodzikowski, Jan Wodzikowski. 1960.
Pod koniec 1960 r. w Borzechowie odbyło się walne Zebranie OSP. Z tej okazji zespół jeszcze raz wystawił "Wesele Fonsia".
Nową formą sceniczną, którą zaproponował R. Prabucki, był wodewil "Skarb Stefana Zięby" J. Łebkowskiego. Odtwórcami ról byli: Jan Podhajecki – Stefan, Rena Jędernak – Zosia, Jan Wodzikowski - Waluś
Waleria Gołyńska – Klimasowa, Konrad Czubek – Klimas, Genowefa Rogowska – Pawłowska.
Podanie nazwisk tych osób jest wyrazem wdzięczności za dobrowolne poświęcanie swojego czasu na rzecz rozwoju kultury wsi Borzechowo.
Tradycyjnie już w II Święto Bożego Narodzenia 1961 r. miejscowi aktorzy zaprezentowali „Skarb Stefana Zięby". Po zakończeniu owacji publiczności nie było końca. Świetlica wiejska nie pomieściła całej publiczności. W związku z tym aktorzy występowali trzykrotnie. Z gorącym aplauzem przyjęło aktorów społeczeństwo Radziejewa, Osowa Leśnego, Sucumina i Zblewa.
W związku z rosnącą popularnością inspektor ds. kultury ze Starogardu zorganizował w Borzechowie Święto Straży Pożarnej. Były władze powiatowe i wojewódzkie. Roman Prabucki oprócz widowiska teatralnego przygotował też występy chóru dorosłych. Chór zaprezentował pieśni trzy i czterogłosowe. Bardzo pochlebnie pisała o tym prasa.
W sumie występy zespołu z Borzechowa oglądało około 20 tysięcy widzów.
Społeczeństwo sugerowało, aby z okazji 25. występu zespołu
teatralnego powtórzyć dramat opracowany w latach powojennych -
"Zemstę Cygana" Seweryna Goszczyńskiego. I tak się stało. W dramacie tym wystąpili rzec można stali już aktorzy: Nimro - Konrad Czubek, Sylena - Małgorzata Guzińska, Jaga - Karmelita Żynda, Szymecha - Weronika Czubek, Jonkisz - Roman Prabucki.
Aktorzy występujący w sztuce "Zemsta Cygana" w osobach: Małgorzata Guzińska, Roman Prabucki, Waleria Gołyńska, Konrad Czubek, Weronika Czubekt Zenon Wodzikowski, 1962.
Występ ponownie oglądały władze powiatowe OSP i Prezydium Powiatowej Rady w osobach: prezes powiatowej OSP Niedżwiecki
komendant powiatowej OSP – Koszlak, kierownik Wydziału Kultury Prezydium Powiatowej Rady narodowej – Miszewski.
Oklaski dodawały ducha aktorom, a widzowie prosili o ponowne wystawienie sztuki. Dramat w sumie oglądało około dwóch tysięcy widzów. Kierownik Wydziału Kultury wręczył dyplomy uznania. 
Cdn. 
Na podstawie pracy magisterskiej Bożeny Szulc pt. Praca pedagogiczno-artystyczna nauczyciela Romana Prabuckiego w Szkole Podstawowej w Borzechowie i środowisku wiejskim w latach 1958 - 1980" opracował Tadeusz Majewski.
kwiecień 2009 r. 




 

wtorek, 24 września 2013


EDMUND ZIELIŃSKI. PLURIMOS ANNOS ZBLEWSKIEJ „CECYLII”DrukujE-mail
wtorek, 24 wrzesień 2013
To już sto lat wielbią Pana Boga śpiewem członkowie chóru p.w. św. Cecylii. I ja ponad pół wieku temu zasiliłem stronę basową tego zespołu śpiewaczego. Gdyby los nie rzucił mnie do Gdańska, pewnie dalej byłbym czynnym chórzystą tego wspaniałego zespołu. Do dziś wspominam tamte lata, miłe spotkania, czwartkowe próby i wyjazdy do innych parafii. Śpiewaliśmy na odpuście we Wielu, w Kasparusie, Wdzie, Pinczynie, Borzechowie, Suminie i w inny miejscowościach. Mile wspominam druhów – chórzystów.













Po stronie tenorów widzę Erwina Dorawę, Pawła Libiszewskiego, Józka Kuczkowskiego, Romka Rozkwitalskiego, Edka Zalewskiego i jego brata Czesława, Bogdana Sulewskiego i jego brata Gerarda. Był w tej grupie też Zygmunt Weisbrodt, Zygmunt Żygowski, Makowski, Heniek Birna, Marian Łącki, Roman Gila, Borzyszkowski, Kazik Galicki i inni. W basach? Ja, Marian Jędrzyński, Konrad Mindykowski, Józef Sobisz, Edmund Wolnik, Brunon Wolnik, Edmund Szulc, Kazik Rezmer – tych głosów było mniej. Solistami chóru byli – pan Makowski, Roman Rozkwitalski i ja. Śpiewaliśmy partie solowe, w duecie i w kwartecie męskim.




Chórzyści chóru Cecylia w Zblewie około 1962 roku - poranna toaleta na kwaterze we Wielu. Od lewej panie - Szyszka, Pryłowska i Gulgowska
Z pośród głosów żeńskich zapamiętałem Panie – Gertrudę Gulgowską, Radkowską, Pryłowską, Rozkwitalską, Irenę Grelewicz, Krystynę Brzezińską, Krystynę Makowską, moją mamę. Śpiewały też panienki - Szyszka, Wilma, Lidia Gila, Jadwiga Dolna, Renia Chyła, Róża Gamalska, Jadwiga Szefler. Pewnie wielu pominąłem, pamięć już nie ta – wybaczcie.

Chórzyści chóru Cecylia w Zblewie około 1962 roku - w drodze z dworca po pielgrzymce do Wiela. Od lewej Borzyszkowski, Barbara Borzyszkowska i Izydor Borzyszkowski około 1962

W tamtym czasie było wiele łaciny, msze trydenckie z liturgią łacińską, a tym samym i pieśni w tym języku. Chętnie bym uczestniczył dziś w takim nabożeństwie. Niezapomnianym dla mnie był udział w Pasji według św. Mateusza, gdzie ks. dziekan Franciszek Wróblewski śpiewał narrację, ja partię Jezusa, a Roman Rozkwitalski wystąpił w roli Judasza. Kiedy w Niedzielę Palmową w kościele czytana lub śpiewana jest Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa – moje myśli wędrują na chór do zblewskiego kościoła…

Chórzyści chóru Cecylia w Zblewie około 1962 roku - w drodze do kościoła w Pinczynie. Od lewej - Kazik Rezmer, Renia Chyła, Gerard Gołuński, Krystyna Brzezińska, Kazik Galicki, Marian Jędrzyński i Borzyszkowski (zginął młodo na motocyklu pod Czarną Wodą) około 1962 
Kolejnym zapamiętanym momentem był śpiew naszego chóru podczas wizytacji naszej parafii przez ks. bpa Kazimierza Józefa Kowalskiego pod koniec lat 50. XX w. Podczas wprowadzania Jego Ekscelencji do kościoła zaśpiewaliśmy Ecce Sacerdos Magnus – to było coś wspaniałego, była pełna obsada – kościół wypełnił się harmonią śpiewu i muzyki organowej. A ile prób było z tym związanych, by ksiądz biskup zrozumiał, co oni tam śpiewają (łacina).
Chórzyści chóru Cecylia w Zblewie około 1962 roku  - w drodze do kościoła w Pinczynie od lewej Krystyna Brzezińska, Edmund Zieliński, Renia Chyła i Jadwiga Szefler. 
Chór Cecylia, Lutnia?  Raczej chór "Lutnia" w Zblewie około 1930 roku. Od lewej siedzą: Marian Łącki, trzeci Władysław Kuczkowski, Jan Dudziński, szósty Wincenty Kwaśniewski. 
Organista zblewski Albin Burczyk 
Chór Cecylia Zblewo 6.11.1913. Wątpliwości. Na odwrocie tego zdjęcia jest data 1913. Raczej jest to niemożliwe, ponieważ po prawej stoi Władysław Kuczkowski ur.1897, a w środku siedzi ksiądz Zakryś. Myślę, że jest to zdjęcie z około 1927, ponieważ do tego roku proboszczem był ksiądz Konstanty Krefft. 

Jest nam, Trójmiejskim Kociewiakom – Edmundowi Zielińskiemu i Gerardowi Sulewskiemu, oraz Bogdanowi Sulewskiemu ze Starogardu, niezmiernie miło, że mogliśmy być jednymi z członków naszej „Cecylii” i pod kierunkiem dyrygenta Izydora Borzyszkowskiego śpiewem chwalić Boga. Adam Mickiewicz napisał - Dobry mistrz w takim tylko chórze śpiewać lubi, gdzie czuje, że głos własny w harmoniji gubi – tak śpiewacie! PLURIMOS ANNOS dla każdej i każdego z Was.

Edmund Zieliński
Gdańsk 19 września 2013

Bogdan Sulewski zmarł dnia 23 września 2013 o godzinie 15. Dołączył do grona zblewskich śpiewaków, którymi dyryguje sama św. Cecylia.
E.Z.



niedziela, 15 września 2013

EDMUND ZIELIŃSKI. STARAŁEM SIĘ BYĆ PREZESEM TWÓRCÓW KASZUB, KOCIEWIA, POWIŚLA I ŻUŁAWDrukujE-mail
niedziela, 15 wrzesień 2013
25 lat dla kultury i sztuki ludowej
Trudno w to uwierzyć,  ale  tyle czasu pełniłem funkcję prezesa Zarządu Oddziału Gdańskiego Stowarzyszenia Twórców Ludowych im dr Longina Malickiego. Czas najwyższy na zmiany.

....Był rok 1978,  kiedy z panią Krystyną Szałaśną zakładaliśmy nasz Oddział. Wówczas wszystko działo się w Ratuszu Staromiejskim, w którym mieścił się Wojewódzki Dom Kultury, przy ulicy Korzennej w Gdańsku. To były zupełnie inne czasy. Niewielu członków wchodzących w skład nowo powstałego Oddziału STL pozostało na tym świecie, bo zaledwie cztery osoby – Bolesława Kaniowska, Maria Daszkiewicz, Marian Selin i ja.



















Kiedy z Krystyną Szałaśną zwróciliśmy się do  dyr. WDK o pomoc w organizacji Oddziału, uzyskaliśmy pełną zgodę i zapewnienie, że tutaj będzie jego siedziba. Od tego momentu przygotowania do Zjazdu Założycielskiego potoczyły się bardzo szybko. Zarząd Główny STL przesłał nam pełną listę członków  zamieszkujących woj. gdańskie:

1. Adamczyk Kazimierz – garncarz z Kartuz
2. Bargańska Wanda – hafciarka z Wejherowa
3. Daszkiewicz Maria – Hafciarka z Wejherowa
4. Ebel Elżbieta – hafciarka z Wejherowa
5. Giełdon Jan – rzeźbiarz z Czarnej Wody
6. Hildebrand Monika – hafciarka z Żukowa
7. Izdebska Józefa – hafciarka z Gdyni
8. Kendzierska Helena – hafciarka z Żukowa
9. Kałuski Teodor – rzeźbiarz z Małego Krówna
10. Konkel Anna – hafciarka z Wejherowa
11. Kreft Jadwiga – hafciarka z Wejherowa
12. Mielewczyk Augustyn -  instrumenty ludowe z Kartuz
13. Nagel Alojzy – poeta z Kielna
14. Hinc Jadwiga – hafciarka z Wdzydz Kiszewskich
15. Necel Ryszard – garncarz z Chmielna
16. Okrój Zofia – hafciarka z Wejherowa
17. Pieper Antoni – poeta z Jastarni
18. Potrykus Jadwiga – hafciarka z Żukowa
19. Radtke Bronisława – tkaczka szmaciaków z Żelistrzewa
20. Rzepa Juliusz Izajasz – rzeźbiarz z Redy
21. Selin Marian – poeta z Jastarni
22. Stawowy Alojzy – rzeźbiarz z Bytowa
23. Wendt Ewa – hafciarka z Kartuz
24. Wespa Maria – hafciarka z Morzeszczyna
25 .Wespa Jan – poeta z Morzeszczyna
26. Zieliński Edmund – rzeźbiarz z Gdańska
27. Zwolakiewicz Adam – rzeźbiarz ze Skrzydłówka
28. Lica Władysław – rzeźbiarz z Wdzydz Tucholskich
29. Wiśniewska Władysława – hafciarka z Wdzydz Kiszewskich
30. Bławat Marta – hafciarka z Wdzydz Kiszewskich
31. Bławat Matylda – hafciarka z Wdzydz Kiszewskich
32. Turzyńska Leokadia – hafciarka z Wdzydz Kiszewskich
33. Grulkowska Helena – hafciarka z Wdzydz Kiszewskich

Rozesłaliśmy zaproszenia na zjazd założycielski i 9 grudnia 1978 roku w Sali Mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego zebrali się członkowie STL i goście. Na 33 członków STL z woj. Gdańskiego na zachowanej liście obecności swoje podpisy złożyli – Antoni Pieper – poeta z Jastarni, Adam Zwolakiewicz – rzeźbiarz ze Skrzydłówka, Ewa Wendt – hafciarka z Kartuz, Potrykus Jadwiga – hafciarka z Żukowa, Jadwiga Hinc – hafciarka z Wdzydz Kiszewskich, Izajasz Juliusz Rzepa – rzeźbiarz z Redy, Edmund Zieliński – rzeźbiarz z Gdańska, Zofia Okrój – hafciarka z Wejherowa, Bronisława Radtke – tkaczka szmaciaków z Żelistrzewa, Anna Konkel – hafciarka z Wejherowa, Wanda Bargańska – hafciarka z Wejherowa, Elzbieta Ebel – hafciarka z Wejherowa, Jadwiga Kreft – hafciarka z Wejherowa, Jan Wespa – poeta z Morzeszczyna, Maria Wespa – hafciarka z Morzeszczyna i Władysław Lica – rzeźbiarz z Wdzydz Tucholskich.


Wśród gości byli: dr Longin Malicki – etnograf, kierownik Oddziału Etnografii MNG, mgr Wojciech Błaszkowski – etnograf, mgr Elżbieta Ball Szymroszczyk – etnograf, mgr Jerzy Kiedrowski – dyrektor WOK, Wojciech Kiedrowski – Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, Bolesław Stefaniak – prezes Art-Region z Sopotu, mgr Krystyna Szałaśna – etnograf, Jan Główka –przedstawiciel ZG STL. 
                  
Podczas jawnych wyborów wybrano następujące osoby do Zarządu Oddziału:
Edmund Zieliński – prezes zarządu - rzeźbiarz z Gdańska
Ewa Wendt  - wiceprezes -  hafciarka z Kartuz
Jan Wespa  - sekretarz  -  poeta z Morzeszczyna
Jadwiga Hinc – członek zarządu - hafciarka z Wdzydz Kiszewskich
Izajasz Rzepa – członek zarządu  -  rzeźbiarz z Redy
Anna Konkel  - zastępca członka zarządu - hafciarka z Wejherowa
Jadwiga Kreft – zastępca członka zarządu - hafciarka z Wejherowa

Do Komisji rewizyjnej wybrano:
Adam Zwolakiewicz  - przewodniczący - rzeźbiarz z Kościerzyny
Elżbieta Ebel  - zastępca przewodniczącego - hafciarka z Wejherowa
Jadwiga Potrykus – członek -  hafciarka z Żukowa
Zofia Okrój  - członek - hafciarka z Wejherowa
Antoni Pieper - członek -  poeta z Jastarni



Zjazd O.STL Gdańsk 9.09.2013



E.Zieliński odbiera z rąk wiceprezesa Oddziału Gdańskiego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Tomasza Szymańskiego  medal Lecha Bądkowskiego  9.09.2013



Irena  Szczepańska - czł. Zarządu O/STL, Alicja Serkowska - prezes O/STL, R.Białk - wiceprezes O/STL 9.09.2013



Kapela Kociewska na moim jubileuszu 50-lecia pracy twórczej



Zjazd Założycielski w Ratuszy Staromiejskim w Gdańsku - od prawej Maria Wespa i Edmund Zieliński




Konstytuowanie się Zarządu Oddziału STL. Od lewej Jadwiga Kreft, Anna Konkel, Ewa Wendt, Jan Wespa i Edmund Zieliński




Zjazd Założycielski - głosowanie



Wiceprezydent Starogardu pan Wojciechowski składa mi gratulacje podczas mego jubileuszu 50 lecia pracy twórczej




Muzeum Park etnograficzny we Wdzydzach Kiszewskich spotkanie z okazji mego 40-lecia pracy twórczej
Pierwszym działaniem nowo powstałego Oddziału STL było  utworzenie własnych funduszy. Rozesłaliśmy informację, a właściwie prośbę do naszych członków o przekazanie na ten cel swoich prac z jednoczesną wyceną dzieła.  Po wystawie i komisyjnej sprzedaży darowizn uzyskaliśmy 10.810 zł, o czym mówi zachowany protokół z dnia 2.08.1979r. Darowizny te zostały wystawione w nowo utworzonej prze WDK Galerii Sztuki Ludowej. Galeria działała przez kilka lat. Tutaj miało miejsce wiele indywidualnych wystaw prac członków O/STL. Wystawiały  swe prace hafciarki, rzeźbiarze, ceramicy z Kaszub i Kociewia. Były też wystawy prac rękodzielników z innych regionów Polski. Tutaj rozstrzygały się konkursy na sztukę ludową organizowane przez WDK i Cepelię. Taka galeria i dziś by się przydała.

Wzmocnili naszą kasę swymi dotacjami – Spółdzielnia Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Art-Region” w Sopocie kwotą 8.264 zł, i Spółdzielnia "Balt-Skór"  również z  Sopotu  kwotą 7.000 zł. Zaczęliśmy działać.
Tak mnie ta działalność pochłonęła, że praca zawodowa stała się dodatkiem do pracy społecznej. Każde wolne chwile przeznaczałem na działalność na niwie kultury i sztuki ludowej. Urywałem się z pracy, brałem wolne dni, a   urlopy rzadko spędzałem na leniuchowaniu. W tamtych czasach pieniędzy nie miałem  za dużo (dziś też nie). Nadarzyła się okazja poprawienia sytuacji finansowej pracą na kontrakcie zagranicznym. Pracowałem na Węgrzech i w Czechosłowacji, co było powodem mej przerwy w działaniach na rzecz kultury ludowej. Może nie zupełnie, bo będąc w tych krajach zagłębiałem się w ich kulturę – odmienną na Węgrzech, zbliżoną do naszej w Czechosłowacji.
Po powrocie do kraju szybko wróciłem na ścieżki mojej kochanej kultury i sztuki ludowej.
             
Chciałbym z tego miejsca serdecznie podziękować pani mgr Krystynie Szałaśnej  za współpracę i wieloletnią opiekę nad naszym Oddziałem. Dodam, że pani Krystyna Szałaśna jest honorową członkinią naszej organizacji. Tutaj można by napisać książkę o naszych działaniach, wyjazdach w teren do twórców, gdzie środkiem  lokomocji najczęściej było  moje auto. Poruszaliśmy się też samochodem WDK i  rzadko należącym do muzeum. Zjeździliśmy całe Pomorze, czyli Kaszuby, Kociewie, Bory Tucholskie, Powiśle i Żuławy. Każdy z wyjazdów był miłą wycieczką i przemiłym spotkaniem z rzeźbiarzami, hafciarkami czy plecionkarzami. Do niezapomnianych spotkań należą odwiedziny u Apolinarego Pastwy w Wąglikowicach, Alojzego Stawowego w Bietowie, Rekowskiego w Więckowach, Izajasza Rzepy w Redzie, u Władka Licy we Wdzydzach Tucholskich czy u znakomitego Janka Giełdona z Czarnej Wody.  W moich zapiskach są zanotowane daty, wrażenia i rozmowy zapisane na taśmie magnetofonowej oraz sceny zarejestrowane na taśmie filmowej. Ich wszystkich możemy zobaczyć, chociaż dawno pożegnali już ten świat.




Spotkanie w ambasadzie RP w Kolonii (RFN)  1995 rok 

                  
Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku były o wiele łaskawsze dla kultury ludowej niż  dzisiaj. Prężnie działała Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego – CEPELIA. Współpracowałem z tą instytucją od 1961 roku i mogę ją tylko chwalić. Liczne sklepy z wyrobami rękodzieła ludowego dawały gwarancję autentyczności dzieł. Skup odbywał się poprzez Komisję Ocen Etnograficznych i Artystycznych i żaden knot nie miał prawa znaleźć się na półce sklepowej. Dzisiaj brak jest podobnej instytucji. Okropna samowolka sprawia, że przeciętny obywatel nie ma zupełnie rozeznania, co jest jeszcze w konwencji tradycyjnego rękodzieła ludowego, a co już wykroczyło poza jego ramy. Organizuje się warsztaty rękodzieła ludowego, z obrzędowości dorocznej itp. Dobrze, jeśli organizatorem jest sprawdzona instytucja jak Kaszubski Uniwersytet Ludowy, gorzej,  gdy za organizację tych zajęć zabierają się podmioty gospodarcze bez jakiegokolwiek doświadczenia i odpowiednich instruktorów z wieloletnim doświadczeniem. Na efekty nieudolnie prowadzonych zajęć długo czekać nie trzeba. Już widzimy na stoiskach jakieś produkty usilnie zwane ludowymi, a z tym przymiotnikiem nie mające nic wspólnego.




Spotkanie w Senacie RP 



Spotkanie w Senacie RP 
                 
Twórcy dostarczający swoje wyroby do Cepelii posługiwali się Książką zamówień, wystawioną przez ówczesne Wydziały Handlu. Każda transakcja handlowa odzwierciedlona została w książce i na koniec roku obliczany był podatek. Marża handlowa wynosiła wtedy 18%. Dziś? 100% i więcej.
                 
Cepelia utworzyła Fundusz Rozwoju Twórczości Ludowej, który wspomagał rękodzielników zapomogami, pożyczkami, dotacjami, stypendiami i to znaczącymi. Instytucja ta organizowała wystawy prac twórców ludowych w kraju i zagranicą oraz konkursy. Zatrudniała tysiące rękodzielników. Z chwilą przemian ustrojowych wszystko się zmieniło na gorsze. Wraz z likwidacją wiele Spółdzielń cała masa zatrudnionych w nich rękodzielników znalazła się na zasiłku dla bezrobotnych.
              


Spotkanie z premierem D.Tuskiem w Lęborku 

Wracając do wspomnianej „Książki zamówień”. Tego rodzaju dokument handlowy bardzo by się przydał dzisiaj, bowiem doszło już do tego, że twórcy nieprowadzący działalności gospodarczej, a tych jest ponad 99%, obawiają się brać udział w jarmarkach czy kiermaszach ludowych z uwagi na kontrole Urzędów Skarbowych i możliwe kary. W tamtych czasach legitymacja członkowska STL dawała możliwość spokojnego, doraźnego handlu. Wszystko się zmieniło.
              
Organizowaliśmy co roku  zjazd twórców ludowych woj. gdańskiego. To było miłe spotkanie, gdzie podsumowano naszą działalność, wymieniono się doświadczeniami, a najbardziej zasłużeni otrzymywali nagrody pieniężne od Cepelii, WDK, Urzędu Wojewódzkiego.
            
Na wniosek Rady Programowej utworzona została nagroda im. Teodory i Izydora Gulgowskich. Składnikami tej nagrody były pieniądze i medal Gulgowskich.  Nagroda funkcjonuje od 1980 roku. Rok 1991 był ostatnim, w którym nagrodzeni otrzymali nagrodę pieniężną i medal. Nasi dobroczyńcy przestali nas dotować i od tamtej pory przyznawany jest tylko medal.
            
Wielce zasłużonym dla naszego Oddziału jest pan Bolesław Stefaniak, były prezes Spółdzielni "Art.-Region" w Sopocie, który każdego roku przyznawał środki pieniężne dla laureatów nagrody i medalu Teodory i Izydora Gulgowskich. Zaznaczam, że Pan Bolesław Stefaniak jest również honorowym członkiem naszego Oddziału. Również nisko kłaniam się paniom – Wiktorii Blacharskiej, Ani Kwaśniewskiej, Ewie Gilewskiej – aktualnej opiekunce naszego Oddziału, Barbarze Maciejewskiej, oczywiście Katarzynie Kulikowskiej, która po Krystynie Szałaśnej objęła pieczę nad Oddziałem,  Iwonie Świętosławskiej i paniom z obsługi Oddziału Etnografii. W tej placówce czułem się jak na etacie i z przyjemnością tu przebywałem.
             
Wiele dobrego mogę powiedzieć o Kaszubskim Uniwersytecie Ludowych i mojej z nim współpracy od 1985 roku. Jest to placówka zasługująca na miano kuźnicy kultury i sztuki ludowej Pomorza. Specjalnie nisko kłaniam się Ewie Byczkowskiej i szefowi KUL-u Markowi Byczkowskiemu. Ileż tu było spotkań, plenerów, warsztatów z obrzędowości dorocznej, pokazów rękodzieła ludowego dla gości z kraju i  zagranicy. Niezapomniane będą nasze spotkania opłatkowe organizowane przez KUL dla twórców ludowych i zaprzyjaźnionych osób, na których była iście rodzinna i świąteczna atmosfera z kolędnikami, prezentami i śpiewaniem kolęd. Na kanwie współpracy STL i KUL moglibyśmy również napisać księgę.
               
Kolejną placówką, która znalazła miłe miejsce  w moim życiorysie, to szkoła w Bytoni pod dyrekcją Tomasza Damaszka. To tutaj odbyło się już VII plenerów dla artystów ludowych Pomorza, gdzie służyłem skromną pomocą. Tutaj też mieści się chyba największa na Pomorzu Izba Regionalna z tradycyjnym sprzętem i sztuką ludową Kociewia. 
              


Ambasador Nowej Zelandii w Polsce pan Philip Griffiths otrzymuje ode mnie drewnianego ptaka na dziedzińcu Muzeum Ziemi Kociewskiej w Starogardzie (17.08.2007) 

Będę zawsze mile wspominał współpracę z placówkami muzealnymi jak: Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej, Muzeum Kaszubski Park Etnograficzny we Wdzydzach Kiszewskich, Muzeum Zachodnio-Kaszubskie w Bytowie, Muzeum Ziemi Kociewskiej w Starogardzie. To w tym mieście, moim Starogardzie,  pokazałem pierwszy raz publicznie moje, nieudolnie wykonane rzeźby. Było to wiosną 1961 roku  na wystawie  Tradycyjnego Sprzętu i Sztuki Ludowej Kociewia. Tutaj, zanim powołano do życia Muzeum Ziemi Kociewskiej, na rzecz kultury ludowej działała Stacja Wiedzy o Regionie, której szefami byli Krystyna Laskowska i Andrzej Błażyński. To tej placówce w latach siedemdziesiątych przekazałem płaskorzeźbę Matki Bożej Łąkowskiej, która dziesiątki lat wisiała w Bożej Męce w Zblewie u zbiegu ulic Głównej, Chojnickiej, Kościelnej, Dworcowej i Północnej. Rzeźba ta dziś znajduje się w Muzeum Zieli Kociewskiej w Starogardzie, a w Bożej Męce w Zblewie znajduje się jej wierna kopia wykonana przez miejscowego artystę pana Marka Pawelca. Do dziś utrzymuje kontakt z Krystyną Laskowską, a zwłaszcza z panem Andrzejem Błażyńskim, który dla kultury i sztuki ludowej Kociewia robi bardzo wiele. Tutaj miałem moją indywidualną wystawę z okazji 45-lecia mej twórczości, to tej placówce przekazałem w darze wiele eksponatów kultury materialnej i ludowej, które zbierałem z myślą o utworzeniu własnej Izby Regionalnej. Wreszcie temu miastu, a zwłaszcza miejscowym strażakom wykonałem w darze figurę św. Floriana, która miała stanąć przed miejscową remizą. Niestety, z jakichś przyczyn mojej nie przyjęto, a w kapliczce znajduje się figura innego autora. Gratuluję autorowi tej rzeźby, bo jest naprawdę piękna. Tym sposobem Muzeum Ziemi Kociewskiej wzbogaciło się o kolejny mój dar, o rzeźbę św. Floriana.
               
Wymienione wyżej placówki to wielce zasłużone instytucje gromadzące dobra kultury materialnej i ludowej Kaszub i Kociewia. Bylibyśmy bardziej wdzięczni, gdyby odpowiednie instytucje wsparły muzea środkami finansowymi na zakup prac od twórców. Pamiętam  lata 60 – 90 XX wieku, kiedy każdego roku muzea zakupywały wyroby rękodzielnicze do swoich zbiorów. Jak jest dziś - wiemy. Dobrze, że wśród nas są darczyńcy, którzy swoje prace przekazują do zbiorów muzealnych, o czym mogą zaświadczyć kierownicy placówek w Gdańsku i Starogardzie. 
              
W ostatnich latach owocnie współpracowaliśmy z O/Gdańskim ZK-P  - z panią Iwoną Wolską, oraz   prezesem, dziś  wiceprezesem Oddziału - Tomkiem Szymańskim. To dzięki nim w dziesiątkach szkół przeprowadzone zostały warsztaty z rękodzieła ludowego. To nasi przyjaciele z ZK-P sfinansowali i współorganizowali z nami trzykrotnie Zjazd Twórców Ludowych, a zasłużeni dla twórczości ludowej otrzymali medale honorowe im. Teodory i Izydora Gulgowskich.  To dzięki nim kilka lat temu w Tucholskim Ośrodku Kultury miała miejsce wystawa prac członków naszego Oddziału STL. Dzięki Oddziałowi Gdańskiemu ZK-P i jego staraniom o fundusze ma miejsce wystawa rękodzieła w Ośrodku Dokumentacji i Myśli Jana Pawła II przy kościele Opatrzności Bożej w Gdańsku  (Zaspa).
             
Ogromny szacunek należy się skromnej administracji Zarządu Głównego STL, która mimo ogromnych trudności finansowych działa i sprawuje opiekę nad Oddziałami i zrzeszonymi w tej organizacji twórcami ludowymi.  Szacunek dla dyrektora Andrzeja Cioty, jego zastępcy Pawła Onochina i pozostałych pracowników. Pamiętam inne, lepsze czasy dla pracowników biura, jak i całej organizacji, gdzie Ministerstwo Kultury bardziej sprzyjało naszej działalności wspierając ją finansowo jak należy.  Kultura ludowa poniosłaby ogromną stratę, gdyby doszło do likwidacji naszej organizacji, a widzę to w czarnych kolorach – obym się mylił.
              
Szefując Oddziałowi Gdańskiemu Stowarzyszenia Twórców Ludowych, starałem się  być prezesem twórców Kaszub, Kociewia, Powiśla i Żuław. Z uwagi na bliską współpracę z twórcami z Tucholi, Bory Tucholskie stały się dla mnie równie bliską  krainą. Traktowałem równo te regiony, żadnego nie preferując w swej działalności. Kultura ludowa regionów jest składową kultury całego naszego narodu, i tak należy to ujmować w swej działalności. Tak moje życie się ułożyło, że stałem się obywatelem dwóch regionów – Kaszub i Kociewia. W Trójmieście mieszkam prawie pół wieku, ale nigdy nie zapomniałem o mojej ziemi rodzinnej, o Kociewiu.
              
Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Jestem szczęśliwy, że mogłem wśród Was obcować, z Wami się spotykać, służyć radą i skromną pomocą. Jeśli wyrządziłem komuś jakąkolwiek krzywdę – wybaczcie proszę, bo człowiek to same ułomności i ja też je mam.
             
Nowo wybranemu Zarządowi Oddziału STL w Gdańsku z serca życzę wszystkiego co najlepsze. A jeśli  w waszej działalności zajdzie potrzeba bym służył wam pomocą i radą – możecie na mnie liczyć.

Edmund Zieliński
Gdańsk 12 września 2013                                                                                     


P.S. Dnia 9 września 2013 odbył się Walny Zjazd Oddziału Gdańskiego STL podczas którego wybrano nowy Zarząd Oddziału. Prezesem została moja koleżanka z Kartuz, wielce zasłużona dla kultury ludowej regionu – Alicja Serkowska. Zjazd przyjął wniosek Ireny Szczepańskiej o nadanie mnie tytułu Honorowego Prezesa O/STL w Gdańsku. Bardzo dziękuję, a Alicji serdecznie gratuluję.
                                                                                                                                 E.Z.

dalej »