poniedziałek, 15 października 2012

BŁ. KS. STEFAN WINCENTY FRELICHOWSKI – PATRON HARCERZYDrukujE-mail
poniedziałek, 17 wrzesień 2012
W święto Podwyższenia Krzyża Świętego ( 14 września ) na kalwarii przy bytońskim kościele filialnym celebrowane było nabożeństwo drogi krzyżowej. Po nabożeństwie w kościele celebrowana była Msza św. inaugurująca nowy rok formacji harcerskiej. Na początku liturgii druh Ireneusz Czaja odsłonił obraz bł. ks. Frelichowskiego, który następnie pobłogosławił ks. prał. Zenon Górecki, proboszcz zblewski.
Bł. ks. Frelichowski ( 1913 – 1945 ), zwany Wickiem, jako 14-latek został harcerzem. Mając 17 lat w Pamiętniku zanotował: Jak długo tylko będę mógł, (…) będę harcerzem i nigdy dla niego pracować i go popierać nie przestanę Czuwaj!




Przeszedł gehennę niemieckich obozów koncentracyjnych w Stutthofie, Sachsenhausen – Oranienburg, Dachau. Mimo zakazów, szykan ks. Wicek w obozach organizował potajemnie wspólne modlitwy, udzielał rozgrzeszenia, dzielił się chlebem, podtrzymywał na duchu upadających. W 1944 roku w obozie w Dachau wybuchła epidemia tyfusu. Ks. Frelichowski śpieszył z pomocą śmiertelnie chorym. Pełniąc ofiarną posługę sam zaraził się tyfusem i zmarł 23 lutego 1945 roku, kilka tygodni przed wyzwoleniem obozu. Już za życia uznawany był za świętego. Zanim ciało młodego kapłana trafiło do krematorium, pewien student medycyny zachował fragment kości palca, dzisiaj to bezcenna relikwie męczennika przechowywana w toruńskim kościele mariackim, w którym ks. Wicek był wikariuszem.
Ojciec Święty Jan Paweł II w Toruniu 7 czerwca 1999 r. ogłosił ks. Frelichowskiego błogosławionym. Podczas homilii Papież powiedział:Pragnę zawierzyć dar tej beatyfikacji w sposób szczególny Kościołowi toruńskiemu, ażeby strzegł i rozszerzał pamięć wielkich dzieł Boga, jakie dokonały się w krótkim życiu tego kapłana. ( … ) Zwracam się także do całej rodziny polskich harcerzy, z którą nowy błogosławiony był głęboko związany. Niech stanie się dla was patronem, nauczycielem szlachetności i orędownikiem pokoju i pojednania.
Obraz ks. Wicka namalowany rzez Sylwię Birr z Mściszewic jest darem ks. prał. Zenona Góreckiego dla bytońskich harcerzy.

Fot. Monika Czapska





EDMUND ZIELIŃSKI. Z KOLEJNYCH WOJAŻY PO MOIM KOCIEWIUDrukujE-mail
niedziela, 14 październik 2012
Wtorek 11 września 2012 roku był upalny i słoneczny. Moje koleżanki z muzeum zaproponowały mi na ten dzień wspólny wyjazd na badania terenowe do Łęga. Nie mam dyplomu etnografa (dziś etnologa), ale sercem nim jestem, to i trudno było mi odmówić tej ciekawej propozycji. Panie - Barbara Maciejewska i Ewa Gilewska chciały dowiedzieć się od starszych mieszkanek Łęga, jak kiedyś przyrządzały karbonadę, rolmopsy i inne zapomniane już potrawy...





Krzyż w Będźmierowicach. 


Bedżmierowice, po drodze do Łęga.





Z Gdańska wyjechaliśmy o godzinie 9, a że po drodze jest wieś Bytonia i szkoła znana z ciekawych inicjatyw, zwłaszcza plenerów dla artystów Pomorza, koniecznie trzeba było obejrzeć plon tegorocznego pleneru. Mój przyjaciel – dyrektor Tomasz Damaszk przyjął nas bardzo serdecznie. Moje panie bardzo zainteresowały obrazy, bardzo ciekawie i wymownie przedstawiające 7 uczynków miłosierdzia co do ciała. Wkrótce umieszczone zostaną w płycinach balustrady chóru kościoła w Bytoni.


Czas naglił, więc pojechaliśmy do właściwego celu naszej podróży. Ja z panią Basią zatrzymałem się w domu miłej pani Olgi Narloch przy ul. Dworcowej, gdzie była również pani Jadwiga Zabrocka. Pani Ewa natomiast poszła do pani Eugenii Jakubek przy ul. Długą. Pani Olga to bardzo ciekawa postać. Mimo swych 82 lat ma bardzo dobrą pamięć, a co ciekawsze, patron szkoły w Bytoni – Edmund Dywelski był jej wujkiem, bo mama pani Olgi pochodziła z Dywelskich. No to sobie powspominaliśmy nasze stare Białachowo, Radziejewo i w ogóle dawne lata. Dowiedzieliśmy się wiele na temat przyrządzania dawnych potraw, tych najzwyklejszych, których smak zachowaliśmy do dziś, a których już się nie kupi. Towarzysząca nam pani Jadwiga Zabrocka powiedziała, że jeszcze dziś kupuje połówkę świniaka i po staremu przyrządza pieczenie czy wędzonkę – tutej szpyrki nie skaczó na patelni! W pewnym momencie zapytałem, kim panie się czują – Kociewiankami, Kaszubkami czy Borowiankami. Pani Jadwiga pokiwała na boki głową i powiada, że bliżej im do Borowiaków. Zresztą w czasie rozmowy używaliśmy słów gwary kociewskiej, a ta bliska jest gwarze borowiackiej. Dowiedzieliśmy się też, że można kupić jajka, masło twaróg, ser od sąsiadki pani Zabrockiej w Będźmierowicach. Serdecznie pożegnaliśmy się z panią Olgą, której na pożegnanie powiedziałem, że koniecznie trzeba pojechać do Bytoni, do szkoły jej wujka. Panie dyrektorze, proponuję zaprosić panią Olgę Narloch na spotkanie z młodzieżą.

Po drodze zabraliśmy panią Ewę, która przeprowadziła wywiad u pani Eugenii Jakubek i w towarzystwie Jadwigi Zabrockiej pojechaliśmy do Będźmierowic do państwa Kołatków. Zajechaliśmy na podwórko, gdzie kurki biegały, pieski szczekały, a w kuchni czekała na nas gospodyni (uprzedzona o naszym przyjeździe telefonicznie przez panią Zabrodzką). Od razu rzuciła nam się w oczy stara masielnica, czynna do dziś, taka sama, jaka stoi w naszym muzeum. A myśleliśmy, że tego urządzenia już się nie używa. W gospodarstwie jest nawet centryfuga, tyle, że napędzana silnikiem elektrycznym. Kupiliśmy kilka kostek masła, twarogu, sera, kilkadziesiąt jajek i pojechaliśmy do naszej przewodniczki pani Zabrockiej. Ojej, ile na drzewach jabłek i gruszek, tyle dobra się marnuje – nie sposób wszystko przerobić. A zbjyrajta ile chceta – powiada pani Jadwiga. Tak zająłem się zbieraniem jabłek i gruszek, że zapomniałem zrobić zdjęcie oblepionych jabłkami jabłoni. Załadowaliśmy bagażnik, dokupiliśmy jeszcze jajek i odwieźliśmy panią Jadwigę do Łęga – tam musiała iść jeszcze do lekarza i tam zostawiła swój rower. Po drodze zatrzymujemy się na skrzyżowaniu polnych dróg, gdzie stał stary krzyż z drewnianą figurą Pana Jezusa. Pani Jadwiga powiedziała, że figura jest sprzed wojny. W czasie okupacji ukrywał ją jeden gospodarz, bo Niemcy z pasją niszczyli znaki naszej kultury i wiary.




Będźmierowice masielnica skrzynkowa w domu Pani Kołatkowej.



Będźmierowice. W domu Jadwigi Zabrockiej. Jeszcze spotyka się takie figurki Matki Bożej w mieszkaniach. 


W Łęgu pożegnaliśmy się z panią Jadwigą i obraliśmy kurs na Osieczną, by po drodze nazbierać trochę grzybów. Droga dobra, asfalt równy i las po obu stronach. Zatrzymaliśmy się w okolicach wsi Zimne Zdroje (a przejeżdżaliśmy przez Złe Mięso) na leśnym skrzyżowaniu szosy z polnymi drogami. Ja postanowiłem pozostać przy samochodzie i zjeść kanapkę, a moje koleżanki poszły w las. Jak przyjemnie bywać wśród przyrody tak przyjaznej człowiekowi. Tylko niektórzy mają to w nosie, bo opodal pod drzewem wysypane plastykowe butelki. Obok, na przekór wszystkiemu wyrastał z poszycia koźlaczek. W promieniu 20 metrów od samochodu znalazłem sporo grzybków – były miodówki, koźlaki, maślaki i kurki. Po godzinie przyszły koleżanki z dobrymi porcjami tych leśnych smakowitości, dołożyłem im swoje (w moim wieku grzybów się już nie jada) i pojechaliśmy przez Osieczną do Gdańska. Boże – dzięki Ci za piękny dzień na moim Kociewiu.
Edmund Zieliński


Będźmierowice, zagroda Jadwigi Zabrockiej. Szef kurzego haremu.


Będźmierowice, zagroda Jadwigi Zabrockiej. Pani Jadwiga z synem 

Zdjęcia autorstwa Ewy Gilewskiej i Edmunda Zielińskiego. 
 
dalej »

poniedziałek, 17 września 2012

EDMUND ZIELIŃSKI. VI PLENER W BYTONI PRZESZEDŁ DO HISTORIIDrukujE-mail
poniedziałek, 17 wrzesień 2012

Od 17 do 26 sierpnia 2012 trwał VI plener artystów ludowych Pomorza. I tym razem zjawili się artyści z Borów Tucholskich, Kaszub i Kociewia. To przedsięwzięcie cieszy się niebywałym powodzeniem. Pomimo opłat wnoszonych przez artystów za uczestnictwo, brakuje miejsc, by wszystkich chętnych zaprosić na plener. Słyszałem nawet pretensje zgłaszane przez mieszkańców gminy, że przyjeżdżają z Rumi czy Kartuz, a miejscowi jakoś nie biorą udziału. No nie biorą, bo nie wyrażają takiej chęci. Każdy plener jest otwarty dla wszystkich. Pamiętam, że zapraszaliśmy na pierwszy plener mieszkańców naszych wsi, niestety, nikt się nie zgłosił. Da Bóg, że będzie kolejny plener w przyszłym roku, to postaramy się szerzej wyjść do społeczeństwa i poprosić chętnych do haftowania, rzeźbienia czy malowania....
 
















W tegorocznym plenerze uczestniczyli podobnie jak w zeszłym roku malarze, hafciarki, rzeźbiarze i plecionkarka. Oto oni: Jolanta Steppun, Karina Wiśniewska, Mirella Jałocha, Jolanta i Mariusz Kitowscy, Teresa Trzewik, Maria Sułkowska, Teresa Marzec, Jolanta Pawłowska, Alfons Zwara, Stanisław Sumowski, Brygida i Józef Śniateccy, Ryszard Rosławski – malowali. Janina Gliszczyńska, Marek Zagórski i Jerzy Kamiński, Marek Pawelec – rzeźbili. Haftem zajmowały się – Barbara Okonek, Felicja Kołakowska, Bogumiła Błażejewska, Maria Leszman, Anna Ledwożyw, Katarzyna Nowak, Krystyna Engler. Alicja Serkowska malowała na szkle, a Regina Białk wyplatała koszyki.

Na zakończenie ubiegłorocznego pleneru poprosiłem malarzy, żeby przygotowali się do malowania scen związanych z „7 uczynkami miłosierdzia co do ciała”. Wywiązali się z tego znakomicie. Obrazy te zostaną umieszczone w płycinach balustrady chóru w bytońskim kościółku.

Łaknących nakarmić – namalowała Brygida Śniatecka.
Pragnących napoić – namalował Ali Zwara.
Nagich przyodziać – Mirella Jałocha.
Podróżnych w dom przyjąć – Teresa Marzec.
Więźniów pocieszać – Maria Sułkowska.
Chorych nawiedzać – Jolanta Kitowska.
Umarłych pogrzebać – Karina Wiśniewska.

Wszyscy uczestnicy pleneru pozostawili po sobie trwały ślad. Wchodząc do szkoły powitani zostaniemy przez uczennicę z tornistrem na plecach autorstwa Marka Zagórskiego i pana woźnego z miotłą, którego wyrzeźbił Jerzy Kamiński, a w jadalni zawisną hafty z kociewskimi wzorami wykonane przez hafciarki z Tucholi, Osowa, Pelplina, Pinczyna, Tczewa i Gdańska.

W plenerze uczestniczyli też uczennice i uczniowie szkoły w Bytoni, którzy pod kierunkiem rzeźbiarzy i malarzy wykonywali drobne formy. Nie można pominąć uczestników ze Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych „Pogoda” z Kleszczewa, którym szefuje pani Barbara Klońska. Też próbowali swoich sił w rękodziele ludowym, a na zakończenie pleneru zaprezentowali program artystyczny, w którego repertuarze były piosenki naszego Kociewia.

I tak VI plener przeszedł do historii. Zapisał się w niej dobrze, jak każdy. Uczestniczący w plenerach Kaszubi, Kociewiacy i Borowiacy stanowią jedną rodzinę, co bardzo cieszy. A przy muzyce Alicji Serkowskiej i Józka Śniateckiego wieczory upływały na wspólnej zabawie. I niech tak będzie na następnym plenerze w sierpniu 2013 roku.

Już na zakończenie w imieniu organizatorów chcę podziękować dobrodziejom za pomoc finansową w organizacji pleneru. Są to – Urząd Gminy w Zblewie, Starostwo Powiatowe w Starogardzie i firma ZAREX ze Zblewa.
Edmund Zieliński


ZDJĘCIA