czwartek, 21 lipca 2016







SKARSZEWY. II PRZEGLĄD GWARY KOCIEWSKIEJ PT. „KOCIEWSKI SKOWRÓNEK"
DrukujE-mail
czwartek, 21 lipiec 2016


Gminny Ośrodek Kultury i Biblioteka Publiczna w Skarszewach po raz drugi z wielkim zapałem przyłączył się do organizacji II Przeglądu Gwary Kociewskiej pt. „Kociewski Skowrónek".


Uroczystego otwarcia festiwalu dokonali: Prezes Stowarzyszenia Aktywne Kociewie Wiesława Dzwonkowska (główny organizator przedsięwzięcia), Mirosława Mὃller p.o. Dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury i Biblioteki Publicznej w Skarszewach, Poseł RP Jan Kilian, Wicemarszałek Województwa Pomorskiego Krzysztof Trawicki, Burmistrz Skarszew Jacek Pauli, Prezes Stowarzyszenia Edukacja dla Rolnictwa działającego przy Zespole Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Praktycznego w Bolesławowie Alfred Portee.
Barwne stroje, instrumenty ludowe, a do tego rodzinna atmosfera – to cechowało II edycję.
Na scenie zaprezentowało się wiele zespołów oraz solistów związanych z Kociewiem. Niedzielne święto przyciągnęło do naszego miasteczka gości z całego Województwa Pomorskiego.
Dużym zainteresowaniem cieszyły się występy najmłodszych Kociewiaków. Gromkimi brawami zostali nagrodzeni także starsi, którzy swoimi umiejętnościami udowodnili zamiłowanie do regionu. Celem przedsięwzięcia jest nie tylko promocja Kociewia, ale również rywalizacja, dzięki której artyści mogą walczyć o statuetki „Kociewskiego Skowrónka".
Gromkimi brawami publiczność nagrodziła występ podopiecznych Domu Dziennego Pobytu „Senior Wigor", którzy zaprezentowali swój program artystyczny poza konkursem.
Wszyscy jednocześnie stwierdzili, iż inicjatywy tego typu są bardzo cenne, gdyż promują wartości regionalne, które w dzisiejszych czasach są mało popularne. Podkreślili także, że jest potrzeba kontynuacji przeglądu. Takie działania są świetną okazją do prezentacji kultury regionalnej turystom z całego Pomorza.
Organizatorzy przygotowali także niespodziankę. Specjalnie dla przybyłych gości do Skarszew przyjechała Góralska Folk Kapela „Góralska Hora", która urzekła swoim występem całą publiczność.
Głównym organizatorem przeglądu było Stowarzyszenie „Aktywne Kociewie" z Nowego Wieca, które wspierali m.in. Gminny Ośrodek Kultury i Biblioteka Publiczna w Skarszewach, Ognisko Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim, Stowarzyszenie Edukacja dla Rolnictwa działające przy Zespole Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Praktycznego w Bolesławowie, Młodzieżowe Stowarzyszenie Nie Ma Lipy, a także większość Gmin z powiatu starogardzkiego, tczewskiego i świeckiego.


Protokół II Przeglądu Gwary Kociewskiej „Kociewski Skowrónek”
Skarszewy 17 lipca 2016.


Jury w składzie: 
1.      Karol Szczepiński
2.      Cecylia Hinc - przewodnicząca
3.      Hanna Latoszewska
po przesłuchaniu 22 uczestników konkursu postanowiło przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

w kategorii recytacja
I miejsce: Partycja Golimowska z Lubichowa
II miejsce: Krystian Krajnik z Szkoły Podstawowej nr. 4 w Starogardzie Gdańskim
III miejsce Oliwia Raniszewska z Szkoły Podstawowej nr. 7 im. Adama Mickiewicza w Świeciu
wyróżnienie:
Maciej Mokwa z Lubichowa
Martyna Bronowicka z Szkoły Podstawowej nr. 7 w Tczewie
Zuzanna Jabłońska z Szkoły Podstawowej nr. 7 w Tczewie
Martyna Karasek z Nowego Wieca
Natalia Karasek z Nowego Wieca
Mateusz Woroch z Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim
Wiktor Galikowski z Szkoły Podstawowej nr. 4 w Starogardzie Gdańskim
  
w kategorii śpiew solowy:
I miejsce: Agnieszka Mőller z Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim
II miejsce: Anna Szweda z Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim
III miejsce Klaudia Zielińska z Lubichowa
wyróżnienie
Krzysztof Szweda z Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim
Patrycja Golimowska z Lubichowa
Julia Bereś z Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim

w kategorii scenka rodzajowa:
I miejsce Zespół Kociewska Familija z Pinczyna
II miejsce Krystyna Kamińska, Maksymilian Guziński oraz Tomasz Musolf z Pinczyna

w kategorii śpiew zespołowy:
I miejsce: Zespół „Kociewie Retro” z Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim
II miejsce: Skarszewskie Towarzystwo Śpiewacze
III miejsce: Koło Gospodyń Wiejskich z Nowego Wieca


Mateusz Glanert

T: 535 666 028
E: mateusz@gokskarszewy.pl
www.gokskarszewy.pl
Gminny Ośrodek Kultury i Biblioteka Publiczna w Skarszewach
ul. Zamkowa 1, 83-250 Skarszewy
NIP: 5922261705
T: (58) 588 25 04
E: gok.skarszewy@wp.pl



























































Powyższy felieton przeniosłem na moją stronę, ponieważ już po raz drugi jestem autorem rzeźbionych skowronków dla laureatów, co gadajó po naszamu.


                                                                 


                                                                                 



               Moje skowrónki przed wyfruniańciam do Skarszewów
na kónkurs mowy naszych łojców. Gratuluja wszytkim!

wtorek, 19 lipca 2016

Losy rodu Stachowiaków







Mój przyjaciel, Janek Stachowiak, mieszka z rodziną w Niemczech w miejscowości Breisach nad Renem. Pilnie śledzi wydarzenia związane ze Zblewem, miejscem swego urodzenia, czyta wszystko, co napiszę na stronę wirtualnego Kociewia. Zagląda na strony Kuriera Zblewskiego, czyli chce wiedzieć jak najwięcej o swoich rodzinnych stronach.
Janek zaczął dzielić się zemną wiadomościami na temat swego rodu. Otrzymałem bardzo dużo zdjęć rodzinnych i fotokopii dokumentów. Mój przyjaciel powiedział mi, że mogę to wszystko wykorzystać, a najlepiej gdybym opisał dzieje jego rodu. Zgodziłem się bez wahania. Chodzić "śladami przeszłości", to moje hobby, a przywracać współczesnym dawne, niekiedy zapomniane już historie, to czysta radość, zwłaszcza, że dotyczą one byłych mieszkańców Zblewa i innych miejscowości naszego Kociewia. 
I tak powstała ta niewielka książka zawierająca 167 stron. Są w niej najważniejsze wątki z życia tej zacnej rodziny, którą znałem od wczesnej młodości.  Dla mieszkańców Zblewa jest cennym dokumentem skupiającym w sobie dzieje tej wsi, możemy poznać nazwiska osób, które kiedyś w Zblewie mieszkały, ich działalność gospodarczą i społeczną. Są w niej też zawarte tragiczne losy członków rodziny Stachowiaków. 
Książkę wydałem przy pomocy finansowej Hani i Janka Stachowiaków.


Kolejka podwieszana w Barmen - dziś Wuppertal





Stanisław Stachowiak





Stanisław Stachowiak










Siostry dziadka Stanisława  Helena i Wiesława dniu I Komunii Świętej. 








Poznań Stary Rynek. Takim tramwajem kierował ojciec Stanisława Stachowiaka Antoni. Na tym Rynku zmarł na zawał serca. Maria z Kortylewskich była jego żoną.




Matka Stanisława Stachowiaka





Barbara Stachowiak z synami Frankiem i Jankiem







Barmen - w środku w szoferce siedzi mały Franciszek Stachowiak






Przed sklepem w Barmen stoi Klara Taubner - starsza siostra Barbary Stachowiak



Przemarsz zblewskiego "Sokoła" w pochodzie z kościoła. Schodzą z ulicy Kościelnej w Główną. Na czele komendant Marian Zalewski. Sztandar "Sokoła" niesie Gustaw Kołodziejczyk. Po jego prawej stronie idzie Franciszek Stachowiak.





Po lewej dom Perschonki w Zblewie, w środku pan Roch Perschonka


Odznaka zblewskiego "Sokoła"


Legitymacja Stanisława Stachowiaka. Jako sekretarz podpisał Wiktor Piątek - powojenny prezes Gminnej Spółdzielni w Zblewie




Franciszek Stachowiak w Korpusie Ochrony Pogranicza - Niemenczyn



W rzędzie siedzących drugi z lewej Franciszek Stachowiak



Bauzug
Pomiędzy samochodami na błotniku siedzi Franciszek Stachowiak





Bauzug
Budowa autostrady w okolicach Zblewa 1940/41




Stanisław Stachowiak po prawej z kolegą Bolesławem Brzoskowskim 



Koledzy - od lewej Szarafiński, Jan Stachowiak i Stanisław Weisbrodt



Uczniowie Szkoły Dokształcającej Zawodowej  w Zblewie, czerwiec 1934 rok. Mieściła się w Szkole Podstawowej przy ulicy Chojnickiej



Bauzug - w środku z papierosem w reku stoi Bolesław Ossowski, po lewej Jan Stachowiak


W Bauzugu - w wagonie budowlanym, Boże Narodzenie 25 grudnia 1941


Bauzug
Najniżej Jan Stachowiak








Nad jeziorem w Twardym Dole - przed wojną. Po prawej obok dziewczyn siedzi Franciszek Stachowiak








Drużyna zblewskiego "Sokoła"
Z piłką siedzi Franciszek Stachowiak. W środku Marian Zalewski. W środkowym rzędzie drugi z prawej Wiktor Piątek.







Drużyna zblewskiego "Sokoła"
Pierwszy z prawej z opaską komendant Marian Zalewski, obok Franciszek Stachowiak. W górnym rzędzie szósty z prawej Wiktor Piątek. Przy sztandarze z prawej Gustaw Kołodziejczyk.







Po prawej Gertruda Stachowiak z domu Bukowska z kuzynką Zofią Wenzel  z domu Bukowska








Małżonkowie - Gertruda i Franciszek Stachowiak








Franciszek Stachowiak z zięciami, Jurkiem po lewej i Gerardem Straszewskim po prawej, przed dworcem w Malborku



Rodzinka Stachowiaków. Od lewej Trudzia, Monika Trepkowska, Franuś z żoną Eryką i Stanisław Stachowiak z synową Gertrudą







Kawalerka zblewska przed "Koreą" - tak nazywano wiejską gospodę. Od lewej; Boleś Kamiński, Kazik Wolnik, Zbyszek Karymow, Stasiu Lubawski,Gerard Połomski,Czesiu Doczyk.
Siedzą od lewej: Zygmunt Piekarski, Franuś Stachowiak i Zyguś Fota






By ta książka mogła powstać, musiały być w to zaangażowane co najmniej trzy osoby: Franciszek Stachowiak, który pieczołowicie przechowywał pamiątki swego rodu, Jego syn - Janek Stachowiak, który odkrył to bezcenne źródło pamiątek rodzinnych  - oraz autor tej książki, który zechciał to wszystko opisać.
Szanowny i drogi Panie Franciszku! 
Znałem Cię, spotykaliśmy się wielokrotnie, a nawet występowaliśmy na jednej scenie, z czego jestem dumny. Serdecznie Ci dziękuję, że dzięki Twej zapobiegliwości, sumienności i miłości do rodziny, książka ta mogła powstać. I Ty Panie Franciszku i Twoja szanowna małżonka Gertruda, możecie być dumni ze swoich dzieci, zwłaszcza z najmłodszego, z Janka. To dzięki niemu ród Stachowiaków przejdzie do historii. A żyć będzie tak długo, jak długo w rodzinie i społeczeństwie trwać będzie pamięć o zacnej rodzinie Stachowiaków.






niedziela, 10 lipca 2016


EDMUND ZIELIŃSKI. TORFKULE (RZECZ O WYDOBYWANIU TORFU NA KOCIEWIU)DrukujE-mail
niedziela, 10 lipiec 2016
Trofukule - tak nazywano na Kociewiu i na Kaszubach wyrobiska po torfie. Torf był bardzo cennym opałem na wsi. Prawie każde gospodarstwo rolne miało możliwość pozyskiwania  go, zwłaszcza  w areale którego, znajdowały się również łąki. W mojej wsi, w Białachowie, najwięcej torfkul  było w gospodarstwach Szarafinów, Węsierskich, Redzimskich. U mego dziadka Zielińskiego po wojnie torfu nie wydobywano. Zostały tam wyrobiska z końca XIX i początku XX wieku, które natura zmieniła w bagno - dziś porośnięte szuwarami i drzewami.                                    
Doskonale pamiętam torfkule w gospodarstwie wujka Antoniego Redzimskiego i Benedykta Węsierskiego, które ze sobą sąsiadowały. Dzieliła je grobla, będąca jednocześnie częścią granicy obu gospodarstw. Tą groblą skracaliśmy sobie drogę do Zblewa. U wujka Antoniego torf kopano pod koniec czerwca, gdy słońca było sporo i deszczu mniej. Czynność tę wykonywało kilka osób. Pamiętam, że pomagał w tej pracy brat wujka – Franciszek Redzimski ze Zblewa. Oczywiście i ja tam byłem, i mój młodszy brat Rajmund. Była też nasza mama i ciocia Ela – żona wujka Antoniego z Mazurkiewiczów z Zelgoszczy.
Pierwszą czynnością było wyznaczenie wielkości przyszłej torfkuli. Zwykle wielkością przypominała już istniejące, od których dzieliła ją specjalnie pozostawiona grobla. Stare torfkule wypełnione były już wodą i grobla ta stanowiła swoistą zaporę przed napływem wody do świeżego wyrobiska. U wujka torfkula miała  około dziewięciu metrów kwadratowych powierzchni. Trzeba było zdjąć warstwę darniny i ziemi o grubości około sześćdziesięciu centymetrów, by odkryć złoże torfu, to najmłodsze ogniwo węgla  kopalnego.

Rozpoczęło się kopanie torfu. Najpierw wujek wybierał łopatą torf w jednym miejscu na początku wyrobiska. Trzeba było wykopać odpowiedni dół w którym kopacz mógł na stojąco wycinać poziomo cegły torfu odpowiednim narzędziem. Wujek starał się wycinać szpadlem dość duże brykiety i kładł je na podstawione szlófy, czyli pomost z desek przybitych do drewnianych bali - płóz. Służyły one przede wszystkim do transportu narzędzi rolniczych na pole, jak pługi czy brony. Kiedy szlófy były zapełniony torfem, wujek Franek odwoził urobek na pobliski ugór lub część łąki.  Siłą napędową były tu konie.
Oczywiście naszą, dzieci funkcją, był rozładunek torfu. Kładliśmy „cegły” jedna obok drugiej. Tymczasem napełniane były drugie szlófy, bo trzeba było się dość spieszyć z kopaniem z uwagi na sączącą się wodę do wyrobiska, którą i tak od czasu do czasu ktoś wiadrem wylewał. Kiedy wujek z kopaniem zagłębił się na około metra, zmienił narzędzie wydobywania torfu. Ktoś nacinał pionowo torf specjalnym długim nożem na trzonku w linii prostej, a wujek odpowiednim narzędziem, poziomo, odcinał już wymiarowe „cegły” torfu, warstwa po warstwie i kładł je na skraju torfkuli, a ktoś inny układał je na szlófach. Zapewne wujkowie zmieniali się w czynnościach, bo w wyrobisku praca do łatwych nie należała.

Praca trwała bez przerwy, do bezpiecznej głębokości. Rzadko zdarzało się, że grobla nie wytrzymywała naporu wody ze starej torfkuli i trzeba było uciekać z dołu. Groble były na tyle szerokie, że to się prawie nie zdarzało. Z uwagi na ciągle sączącą się wodę - im głębiej, tym bardziej - torfkule u wujka miały niewielką głębokość, nie przekraczającą półtora metra.

Uzyskane dziesięć metrów sześciennych  torfu zapewniało na długi czas opał w gospodarstwie. Ale zanim go zwieziono do torfnika, musiał dobrze wyschnąć. Kiedy pojedynczo złożone cegły torfu, często odwracane,  trochę przeschły, układaliśmy je w tak zwane rygle składające się z kilkunastu cegieł i po wyschnięciu zwoziliśmy do domu. To był najprostszy sposób wydobywania torfu. Na księżych włókach w Zblewie służyły do tego celu specjalne maszyny, ale to już inny temat.
Tak to było do 1965 roku, kiedy nasza władza zakazała wydobywać torf. Miało być wiele łąk, osuszało się bagna, regulowało koryta rzek i strumieni. I co to dało? Ano dało. Trochę suszy i brakuje nam wody. Trochę deszczu i mamy co najmniej podtopienia.
Wracając do torfkul, były one ważnym ogniwem w naszym ekosystemie. Mieliśmy rybę, były ostoją ptactwa bagiennego i nie brakowało wody.

Do połowu ryb w torfkulach, a były tam piękne karasie, służyła tak zwana kłómka. Składała się z kilkumetrowej żerdzi, do której zamocowana była siatka rozpięta  na półkolu. To wszystko było odpowiednio spięte lineczkami. Zarzucona kłómka do torfkuli została przeciągnięta po jej dnie i wyciągało się złociste karasie.
Dziś stare torfkule zmieniły swą konfigurację. Ale karasie tam są i doskonale biorą na wędkę, jak powiada Henio Klin ze Zblewa. Te małe zbiorniki służyły nam też do kąpieli. Na łące u pana Alojzego Burczyka była spora torfkula, właśnie po maszynowym wydobyciu torfu. To ona była celem zblewskich chłopaków w urządzaniu swoistych zawodów pływackich. Miała sporą powierzchnię, ale głębokość nie przekraczała półtora metra. Można było przejść po dnie na drugą stronę. Sposób wydobywania torfu, jaki w tym felietonie  opisałem, można jeszcze zobaczyć raz do roku w skansenie w Klukach. Impreza ta nazywa się „Czarne Wesele”.

Gdańsk dnia 9 sierpnia 2006 (środa)                                  Edmund Zieliński









Zdjęcia z archiwum Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku